Oprogramowanie  / Felieton

O tej aplikacji Microsoftu na Windowsa powinno mówić się więcej. To prawdziwy hit!

289 interakcji
dołącz do dyskusji

Pracując raz na MacBooku, raz na komputerze z Windowsem 10, każdorazowo bez większych trudności adaptuję się do wszelkich niuansów danego systemu. Prócz jednego – zrzutów ekranu, które na macOS rozwiązane są o stokroć lepiej, niż u Microsoftu. Ale czy na pewno?

Ok, dla wielu z was będzie to problem pierwszego świata. Ktoś pewnie spyta – w czym niby macOS jest lepszy od Windowsowego skrótu Windows+PrtScn? Odpowiedź na to pytanie zna każdy użytkownik sprzętu Apple.

Cmd+Shift+3 robi zrzut ekranu i zapisuje go od razu na biurku. Cmd+Shift+4 pozwala najpierw zaznaczyć wybrany obszar, a dopiero potem zapisać jego zrzut. Błahostka, ale kiedy ktoś – tak jak my tutaj – wykonuje dziennie dziesiątki zrzutów ekranu, taki drobiazg niesamowicie usprawnia pracę.

Na Windowsie 10 zawsze brakowało mi tego jednego drobiazgu. Robienie zrzutu całego ekranu, a następnie mozolne przycinanie go w programie było zwyczajnie uciążliwe, kiedy trzeba było to zrobić wiele razy dziennie.

Próbowałem wielu narzędzi symulujących zachowanie macOS na Windowsie 10. Jedno o nazwie Greenshot nawet ostało się na maszynie na dłużej (i w sumie mogę je też polecić, bo to bardzo użyteczne narzędzie).

Jednak dopiero wczoraj odkryłem, że Microsoft jest w posiadaniu rozwiązania nie tylko równie dobrego, jak natywna funkcja zrzutów ekranu na macOS, co wręcz… jeszcze lepszego. Tylko że w ogóle się nim nie chwali.

Microsoft Snip to aplikacja z kategorii game-changerów. Absolutny must-have. Kiler ficzur.

Po tym nagłówku sprawdzający tekst Piotr Barycki pewnie dostał spazmów, a gramtyczni naziści zapłonęli płomieniem świętego gniewu, ale nie potrafię bardziej dosadnie określić, jak ogromną zmianę w moim sposobie pracy wprowadziło to drobne narzędzie.

microsoft-snip-2

Co zabawne – pisał o nim kilka miesięcy temu Maciek Gajewski, ale jakoś tak… informacja przepadła w internetowym szumie. A Microsoft wcale się Snipem nie chwali, bo też nie jest to aplikacja głównego nurtu (w każdym razie… jeszcze nie).

Microsoft Snip to produkt z garażu Microsoftu, praktycznie wersja beta. A czym jest? Narzędziem do szybkiego notowania i… robienia zrzutów ekranu.

Działanie tej aplikacji jest bajecznie proste.

Po zainstalowaniu Microsoft Snip na krawędzi ekranu pojawia się malutki pasek narzędzi, który pozostaje ukryty przez większość czasu. Możemy go też dowolnie przemieszczać. Po najechaniu nań myszką pokazują się trzy główne opcje: zrzut ekranu, tablica (whiteboard) i nagranie. Mam też szybki dostęp do biblioteki „snipów”, ale o tym za chwilę.

microsoft-snip-3

Najważniejsza tutaj (przynajmniej dla mnie) jest opcja robienia zrzutów. Wystarczy kliknąć na odpowiednią opcję (lub wcisnąć przycisk PrtScn na klawiaturze), by pojawił się kursor do zaznaczenia konkretnego obszaru lub zrobienia zrzutu całego ekranu, tudzież konkretnego okna.

Po zrobieniu zrzutu otwiera się prosty edytor, w którym możemy dodać notatkę do naszego Snipa, zaznaczyć fragment, szkicować po nim (te dwa ostatnie szczególnie przydatne, gdy posiadamy sprzęt z dotykowym ekranem) a nawet… dodać notatkę głosową.

microsoft-snip-4

Potem Snipem możemy się podzielić, choć jest to dość ograniczone – obrazki możemy domyślnie udostępnić tylko do klienta email i OneNote. Nieco więcej opcji czeka po nagraniu notatki głosowej, którą możemy nawet osadzić na stronie internetowej, ale to wciąż uboga opcja. Nadal jednak nieporównywalnie bardziej użyteczna od tego, co natywnie oferuje Windows 10.

microsoft-snip-5

Bardzo przydatna jest też biblioteka Snipów, w której możemy podejrzeć wszystkie zrobione zrzuty i notatki, czy szkice na tablicy. Jest to o wiele bardziej użyteczne, niż z początku mi się wydawało.

Microsoft Snip to must-have.

Microsoft Snip nie jest bez wad.

Jak już wspomniałem, Snip to produkt Microsoft Garage, więc jest jeszcze we wczesnej fazie rozwoju. Dlatego też czasem zdarza mu się ni z tego, ni z owego zniknąć, albo się zaciąć. Jeśli korzystamy z kilku wirtualnych pulpitów, pasek narzędzi MS Snip nie przenosi się automatycznie, więc za każdym razem trzeba go ręcznie przeciągać na dany pulpit, jak każdą inną aplikację.

To jednak drobne zmarszczki, które z pewnością zostaną szybko wyprasowane, bo wielu użytkowników zgłosiło te problemy ekipie zajmującej się rozwojem Snipa.

Osobiście bardzo mocno liczę na to, że Snip wyjdzie z garażu wraz z nadchodzącym Windows 10 Creators Update, gdyż idealnie wpisuje się w ostatnią mantrę Microsoftu – wychodzenia naprzeciw twórcom.

Jeszcze lepiej by się stało, gdyby Snip – w tej czy inne formie – stał się po prostu natywnym rozwiązaniem przyszłej wersji Windowsa 10.

Tym samym zacierając kolejną różnicę między Windows 10 a macOS i dając konsumentom większą możliwość bezkompromisowego wyboru.

[windows10ca]

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst