Nauka  / Felieton

Finlandia rezygnuje z nauki pisania w szkołach. To bardzo kiepski pomysł

220 interakcji
dołącz do dyskusji

W zeszłym tygodniu świat obiegła informacja mówiąca, że od roku szkolnego 2016/2017 w Finlandii ma zostać zniesiona nauka pisma odręcznego i kaligrafii. Zastąpić je ma maszynopisanie, które według Minny Harmanen z Narodowej Rady ds. Edukacji jest znacznie istotniejsze w codziennym życiu.

Informacja ta jest kontrowersyjna tym bardziej, jeśli spojrzymy na dane podane przez serwis Forsal. Jednoznacznie pokazują one, że Finlandia uchodzi za jednego ze światowych liderów, jeśli chodzi o edukację. Kraj ten nie ma jakichkolwiek zasobów naturalnych, które mógłby eksportować, więc w latach 70-tych XX wieku zaczął inwestować w wiedzę. Zdecydowanie się to opłaciło, ponieważ mieszkańcy tej zimowej krainy nie mają teraz powodów do narzekania na złe warunki do życia.

Tamtejszy system edukacji sprawdza się, mimo że pomysły w nim zastosowane mogą wydawać się kontrowersyjne.

laptop komputer notebook praca internet

Otóż Fin zaczyna naukę w wieku 7 lat i do 16 roku życia niemal wcale nie jest testowany, a praca domowa jest dla niego rzadkością. Tamtejszy system edukacji słusznie wychodzi z założenia, że w pierwszych latach nauki nie chodzi o sukces akademicki. Zamiast tego wolą przyzwyczajać i zachęcać dzieci do późniejszej nauki, pokazywać dobre strony samodzielnej pracy. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie dzieci noszą tornistry większe od siebie, po lekcjach spędzają godziny na odrabianiu lekcji i są przygotowywane do stresującego egzaminu szóstoklasisty, który decyduje mniej więcej o niczym.

Jak widać, Finowie przez 40 lat rozwoju swojego systemu edukacji stawiali na niecodzienne rozwiązania, które… zdały egzamin. Dlatego może wydawać się, że nowe rozwiązanie wybrane przez Finów ma szanse zdać egzamin. Jednak jako, że nie mam odpowiedniej wiedzy na ten temat, poprosiłem o wypowiedź osobę biegłą w kwestiach edukacji. Odpowiedź ta jest całkiem logiczna, choć może zaskoczyć wielu technokratów.

maszyna do pisania i dziennikarz

Sam nie wiem, czy (nomen omen) podpisałbym się pod tym stwierdzeniem.

Z jednej strony, sam odręcznie piszę tak rzadko, że umiejętność ta przez większość czasu jest mi potrzebna porównywalnie do umiejętności upolowania mamuta za pomocą dzidy, jednak cały czas zdarzają się sytuacje, gdy trzeba z niej skorzystać (umiejętności, nie dzidy). I co prawda po latach braku praktyki bazgrzę wtedy niczym pijana kura połamanym pazurem, ale jednak potrafię to zrobić.

Dlatego warto się zastanowić, czy po kilkunastu latach życia ktoś z nas miałby tyle samozaparcia, by samemu nauczyć się pisać? Co więcej, czy przez brak umiejętności pisania nie ucierpiałyby inne moje umiejętności? Czy trudniej byłoby mi posługiwać się rysikiem lub jeść pałeczkami? Szczerze mówiąc: absolutnie nie wiem.

Ale chyba nie chciałbym próbować się o tym przekonać.

---

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst