Biznes  / Artykuł

Silicon Valley - serial o startupach niczym sitcom rodzinny, czy obyczajowy? Niestety, tylko dla nerdów

Obejrzałam Silicon Valley, podobno komediowy serial HBO i nie mogę wyjść z podziwu nad stereotypowym podejściem do tematu. Nie tylko startupów czy kulturytechkorporacji, ale w ogóle ludzi z branży i tak zwanych nerdów. Są pozytywy - technologiczny świat to już mainstream. Są też negatywy - człowiek skupiony wokół technologii albo nauki to nerd.

Silicon Valley to technologiczny freakshow.

Jest dziwny gość z domowym inkubatorem, który bierze 10% startupu w zamian za możliwość mieszkania u niego w Palo Alto. Są startupowcy-stereotypowcy, czyli nieradzące sobie z dziewczynami kujony, w tym jeden - jakżeby inaczej - Pakistańczyk. Jest gigantyczna firma Hooli, która zajmuje się nie-wiadomo-czym, ale ma kolorowy kampus, rozrywkowe miejsca, patetyczne hasła i bardzo ekscentrycznego szefa. Są krzemowodolinowe imprezy z pełnym przepychem, z gwiazdami i półnagimi kobietami. Są korporacyjne przepychanki i jest historia o niespodziewanym sukcesie, którego nie wiadomo jak dopiąć.

Silicon Valley pełne jest żartów z branży, przepełnione żargonem technologicznym być może niezrozumiałym dla kogoś, kto nie interesuje się branżą na co dzień. Mimo że miało być serialem komediowym, Silicon Valley rzadko śmieszy. Choćby takie Girls i Enlightened - koło sitcomu to nie stało, więcej w tym obyczajowości i niepowodującej śmiechu satyry, niż komedii.

Co jednak bardziej istotne - Silicon Valley celnie punktując przywary technologicznego światka daje szerszej publiczności wgląd w to, jak wygląda. Tyle, że wszystko w SV jest wyolbrzymione do granic możliwości. Młodzi startupowcy-programiści są niezręczni, antyspołeczni i po prostu dziwni, ludzie z korporacji nie są antyspołeczni, ale też dziwni i oderwani od rzeczywistości, nawet prawnik z Silicon Valley zachowuje się jak gwiazda rocka.

W sumie nie ma w tym nic złego - to komedia, przerysowywanie postaci jest jak najbardziej uzasadnione - jednak w szerokiej perspektywie Silicon Valley wpisuje się w nurt przedstawiania technologicznego świata jako pełnego “freaków” i nerdów, którzy nie potrafią nawet porozmawiać bez stresu z kobietą.

tumblr_n3h5yaPY6o1trb5guo1_1280

Jak The Big Bang Theory. Tu bywa śmieszniej niż w Silicon Valley, bo to typowy sitcom i niby o naukowcach a nie programistach, ale w ogólnym pojęciu podpadają pod podobną kategorię co bohaterowie SV. Zresztą w TBBT roi się od technologicznych smaczków.

Menażeria TBBT to przekrój przez dziwactwa nerdów - Sheldon-odludek, Leonard-nieśmiałek, Howard-oślizgły dziwak i Raj-nedroindus wraz z niezręczną Amy to karykatury mózgowców. Z głównych postaci jedynie Penny i Bernadette wyolbrzymiają nienerdowskie cechy.

Problem w tym, że TBBT czy SV nie mają przeciwwagi. Typowy “komputerowiec” czy naukowiec w filmach czy popularnych serialach to albo taki niezręczny typ odludka celebrujący dzień “Gwiezdnych Wojen” i komiksy albo zaniedbany koleś ze specyficznym poczuciem humoru, który używając wyłącznie klawiatury potrafi włamać się w minutę na serwery FBI i Pentagonu w tym samym czasie.

W popkulturze niemal nie istnieją przeciętni, zwykli programiści i inni pasjonaci technologii. Nie ma zwykłych informatyków, którzy mają żony, nie nagrywa się o nich filmów czy seriali. Nawet ci z nich, którzy odnieśli sukces i zbudowali przynoszący zyski startup nie są wystarczająco interesujący, by czynić ich głównymi bohaterami.

Silicon Valley pokazuje jednak, że świat technologiczny to już główny nurt biznesu i pop kultury. Przy filmie “Social Network” jeszcze go poznawaliśmy, próbowaliśmy zrozumieć fenomen nowoczesnych gwiazd rocka - twórców internetu. Kilka lat później globalne, znane z podejmowania popularnych tematów stacje telewizyjne, traktują branżę high-tech i nerdów jak kolejny temat, obok sitcomów rodzinnych i o przyjaciołach i randkowaniu.

2-Broke-Girls-CBS-Show-Features-Character-in-Google-Glass-600x338

Tyle że odnoszę wrażenie, że przeciętny Kowalski zwróci uwagę na zdobycze technologii bardziej, gdy Sophie z 2 Broke Girls ni stąd ni zowąd wparuje na plan w Google Glass i po rozmowie rzuca od niechcenia “miło się rozmawiało, oglądałam w trakcie porno”. Większe oddziaływanie tech ma wtedy, gdy cały odcinek The Crazy Ones poświęcone jest okularom-konkurentom Glassów i gdy w Veep pani wiceprezydent odwiedza Krzemową Dolinę ukazaną także karykaturalnie, ale z większym smakiem i z ujęciem zwykłych ludzi, a nie tylko nerdów.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst