REKLAMA

Wszyscy kłamią w CV - nowy szef Yahoo nie był gorszy

W moim CV napisałem, że znam norweski, a moją pasją są kastaniety. Przemek Pająk chłonął wszystko jak leci ("dokładnie kogoś takiego szukaliśmy!!!"). Ale skoro w swoich zawodowych podsumowaniach kłamać mogą byli prezydenci, szefowie gigantycznych korporacji i nikt tego nie sprawdza, to kto by się przejmował zawodnikami z góra piątego planu. Do czasu.

Wszyscy kłamią w CV – nowy szef Yahoo nie był gorszy
REKLAMA

Scott Thompson, obecny szef Yahoo!, ma nie lada problem. W swoim CV troszeczkę bowiem koloryzował odnośnie wykształcenia. Uczelnię wprawdzie wpisał jeszcze słuszną, ale zdecydowanie pomyliło mu się z kierunkami studiów. I może nawet nie byłoby w tym nic złego, znam wielu magistrów, którzy nie do końca wiedzą z czego się właśnie obronili, gdyby nie fakt, że na uczelni Thompsona kierunku "informatyka" po prostu nie było.

Umówmy się, że dla człowieka, który dopiero co zarządzał PayPalem, a w Yahoo pracuje od początku 2012 roku, CV oraz wykształcenie informatyczne nie jest aż tak istotnym elementem. Dość wspomnieć Steve'a Jobsa, Billa Gatesa czy Marka Zuckerberga, którzy zgodnie rzucili kwestię edukacji w kąt i nigdy nie słyszałem, by z tego powodu narzekali. Thompson popełnił jednak kilka wpadek w ustosunkowywaniu się do całej sytuacji.

REKLAMA

O swojej wpadce napisał rękami PR-owców "nieumyślna pomyłka". Miejmy nadzieję, że szef Yahoo! w przyszłości aplikując do nowej pracy nieumyślnie nie pomyli się  wpisując na przykład, że zarządzał Google albo Microsoftem.

Jest to wszakże możliwe i to szybciej niż myślimy, ponieważ zgodnie z regulaminem funkcjonującym w Yahoo!, Thompson za swoją "nieumyślną pomyłkę" powinien podać się do dymisji. Wygląda też na to, że sprawa nie ujdzie mu na sucho, ponieważ w trybie pilnym zebrała się lokalna komisja etyki.

REKLAMA

Osobną chwilę radości miał Michael Arrington, były szef TechCrunch, który w swoim profilu LinkedIn w myśl obowiązującej tendencji wpisał sobie stanowisko nowego szefa Yahoo. Była to praktyczna realizacja tezy, że w CV możemy wpisać wszystko. Przytyk jak najbardziej zamierzony, ponieważ Arrington z Yahoo! lubi się mniej więcej tak jak... cóż, można powiedzieć, że na tle jego relacji z Yahoo!, ja jestem wielkim fanem polityki DLC od Electronic Arts.

Co jednak jest w tej historii najbardziej komiczne - o całej sprawie poinformował jeden ze znaczących udziałowców Yahoo! w ramach rozgrywek wewnątrz firmy o nieco większą władzę. Jakkolwiek by Thompsona i jego pomyłek nie oceniać, najbardziej niepoważny wydaje się w tym wszystkim holding Third Point, który tak naprawdę raczej sobie szkodzi, niż pomaga. Ale przynajmniej Yahoo!, miejsce gdzie kiedyś zaczynał się internet, znowu jest na tapecie.

REKLAMA
Jakub Kralka
Redaktor
Tagi:
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA