Tech

To odpowiedni moment na Chrome OS, oto dlaczego

Picture of the author

Przemek Pająk napisał wczoraj, że projekt Chrome OS jest zdecydowanie przegadany. Ta poznana 2 lata temu dziewczyna może nie jest już taka piękna, ale w międzyczasie nauczyła się gotować, zajmować domem, wydawać towarzyskie przyjęcia i nawet znalazła sobie pracę. Wprawdzie żąda większych nakładów, ale ma więcej do zaoferowania niż tylko oglądanie… przeglądanie sieci. Wielu sceptyków narzeka, że Google często wypuszcza za szybko niedopracowane usługi czy projekty. Trochę dziwne jest więc narzekanie na 2 lata, podczas których Google tworzyło podstawy, które pozwolą Chrome OS na istnienie a nie tylko chwilowy buzz wokół nowego systemu dla „geeków”.

W 2009 roku pewnie nie ja jedna z ciekawości uruchamiałam Chrome OS na wirtualnej maszynie. Wtedy była to praktycznie tylko przeglądarka, której daleko było jeszcze (jakieś 2 lata?) do systemu operacyjnego. Aplikacje sieciowe też nie były zbyt popularne – królował Flash, a HTML5 był w powijakach w porównaniu do tego co mamy dziś. Chmura z kolei była dla masowego odbiorcy pojęciem mało znanym. Google poczynił ogromne postępy od tamtego czasu. Tworzy ekosystem, który ma sprawić, że Chrome OS będzie konkurencyjny dla tradycyjnych OS i natywnych programów.

2 lata czy nawet rok temu Chrome Web Store nie istniał. Dziś stał się ważnym graczem z ponad 11 milionami użytkowników (w kwietniu). Nietrudno policzyć, że skoro Chrome ma 160 milionów użytkowników, to z Web Store skorzystało ponad 6,8% z nich. Chromebooki Cr-48 rozdane zostały w tysiącach sztuk, więc raczej nie fałszują tych danych. 6,8% to dużo? Tak, bo oprócz niszowego systemu Jolicloud nikt wcześniej nie oferował tak scentralizoanej formy dystrybucji aplikacji webowych. Dla masowego odbiorcy to nowość. Google’owi udało się wprowadzić sieciowe aplikacje do świadomości i przygotować grunt pod Chrome OS właśnie. Poza tym Web Store to swojego rodzaju eksperyment sprawdzający, czy ludzie po sprawdzeniu będą potrafili przekonać się do takiej formy pracy i rozrywki. Wczorajsze pojawienie się w tym sklepie Angry Birds wywołuje kolejny buzz i pokazuje, że aplikacje webowe coraz szybciej dorównują standardem natywnym aplikacjom.

Za Chrome Web Store kryje się o wiele więcej, niż tylko aplikacje. Google przygotował mocno rozbudowany program wsparcia deweloperów, podrasowany App Engine w wersji 1.5 i cały czas kładzie mocny nacisk na tworzenie właśnie web aplikacji. Poważni gracze (jak TweetDeck) ściśle współpracują z Google’em, a ten jest otwarty na sugestie. W ramach poprawy możliwości aplikacji, zwłaszcza dla biznesu, wprowadza coraz więcej aktualizacji – na przykład możliwość kontrolowania aktualizacji aplikacji web. To drobne kroki, ale na szeroką skalę usprawniające pracę i sprawiające, że cały ten ekosystem staje się coraz bardziej profesjonalny.

Nie należy też zapominać, że 2 lata temu Google Chrome nie miał nawet 10% udziału w rynku przeglądarek. Na wypuszczenie systemu opartego na Chrome’ie było więc co najmniej 10, jak nie 20% za wcześnie – teraz już ponad jedna czwarta uczestników używa Chrome’a. To znaczny postęp ilościowy i technologiczny. Przeglądarki stały się głównym agregatorem (prawie 90%) aktywności przeciętnego internauty. Google doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tak będzie, dlatego rozpoczął pracę nad Chrome OS ponad dwa lata temu. I od tamtego czasu przygotowywał pod niego grunt.

Projekt Chrome OS nie jest przegadany – wszystkie wieści o pracach nad nim także służyły uświadomieniu szerszego grona potencjalnych odbiorców jak będzie wyglądać chmurowy system.

Tak, Chromebooki są drogie, zbyt drogie. Chromebook Samsung 5 Serii posiada dwurdzeniowego Intel Atoma 1.66 GHz , 12,1 calowy ekran o rozdzielczości 1280 x 800 pikseli, czytnik kart SDXC, 2 porty USB i dysk mSATA o pojemności 16 GB. Opcja WiFi kosztować będzie 430 dolarów, a ta z 3G – 500 dol. Nie wiadomo dlaczego Samsung tak ceni ten sprzęt – nie ma nawet możliwości podłączenia Chromebooka do internetu zwykłym kablem sieciowym. Specyfikacją ustawia się gdzieś na poziomie netbooków, które w Polsce kosztują nawet o połowę mniej. Acer, drugi partner Google’a, zaoferuje Chromebooka tylko z WiFi za 350 dolarów; cena modelu 3G nie jest jeszcze znana. Specyfikacją Acer plasuje się trochę niżej od Samsunga, ale cena i tak nie jest adekwatna do możliwości.

Szkoda, bo Chrome OS miał być z założenia prostą alternatywą do obecnych sprzętów – cena jednak gra rolę pierwszoplanową. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero premiera i pierwsze Chromebooki. Możliwe, że jest to pierwsza fala, która ma pokazać pierwsze reakcje na ten sprzęt. Cena z pewnością spadnie, ale dopóki nie osiągnie poziomu netbooków z Windowsem (około 300 dolarów), nie należy spodziewać się specjalnego szału na Chrome OS na rynku masowym.

Za to opcja „wypożyczenia” Chromebooka za 20 lub 28 dolarów miesięcznie w zależności od użytkownika jest już bardziej atrakcyjna, chociaż będzie pewnie mocno ograniczona terytoterialnie. Użytkownik otrzyma wsparcie sprzętowe i dostęp do narzędzi w chmurze. Najważniejsza jest jednak tutaj zagrywka psychologiczna. Chcesz komputer? Damy ci nowoczesny sprzęt za opłatę miesięczną i nie będziesz musiał przejmować się niczym więcej. Wbrew wyliczeniom Przemka, to może zadziałać – jeśli użytkownicy robiliby podobne podsumowania, to nie mielibyśmy na rynku tylu przepłaconych abonamentów telefonicznych czy rat. A jeśli chodzi o biznes, to Google na razie nie celuje w wielkie korporacje – dla tych próbuje dostarczać już rozwiązania od dłuższego czasu, z lepszym lub gorszym skutkiem. Za to średnie i mniejsze firmy, które nie wymagają megaprofesjonalnych rozwiązań mogą skusić się na stałą opłatę z gwarancją aktualizacji oprogramowania i sprzętu.

Trzeba zdać sobie sprawę z jeszcze jednej, dosyć istotnej rzeczy – to prawda, że Chrome OS będzie najbardziej konkurencyjny dla Windowsa. Z tego prostego powodu, że to Windows jest gigantem i ma największą liczbę użytkowników. Siłą rzeczy, to Windowsowi da się ich najwięcej odebrać, zwłaszcza że premiera Windowsa 8 jest jeszcze odległa.

To nie tak, że Chrome OS ma wyprzeć tradycyjne systemy – one są niezbędne do profesjonalnej, wymagającej ogromnej wydajności pracy. Dlatego będą jeszcze przez długie lata miały swoje miejsce na rynku. Jednak Chrome OS z coraz większym powodzeniem będzie mógł zastąpić gros tych mniej profesjonalnych zastosowań.

Osobiście mam nadzieję, ze Chrome OS będzie wspierał też inne urządzenia. Zamiast kupować dwa razy zbyt drogi sprzęt, z chęcią uruchomiłabym go na już posiadanym netbooku, bo – jak to wczoraj padło w burzliwej dyskusji na Twitterze„Miliony ludzi nie potrzebują systemu. Zawadza i miesza”.

I to jest właśnie klucz do rozumienia Chrome OS.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst