REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Przeczytałem cały podręcznik do HiT-u i nie dziwię się, że rodzice nie chcą w go w szkołach

Podręcznik do HiT-y od tygodni budzi kontrowersje, a od niedawna wygląda to tak, jakby było oczkiem w głowie rządu. Książka trafiła do sprzedaży w placówkach Poczty Polskiej, a w jej obronie stają kolejni ważni politycy. Postanowiłem przeczytać podręcznik do Historii i Teraźniejszości, żeby sprawdzić, o co cała awantura.

hit historia i terazniejszosc opinia
REKLAMA

Polska szkoła znów stanęła przed obliczem olbrzymich kontrowersji i problemów. Wszystko przez podręcznik do HiT-u (czyli nowego przedmiotu "Historia i Teraźniejszość"), którego autorem jest Wojciech Roszkowski. Historyk wrzuca do książki wszystkie swoje dziaderskie poglądy, dziwne obsesje i niepokojące interpretacje przeszłych zdarzeń. Wiem, bo przeczytałem dla was cały podręcznik. Na pierwszy rzut oka znajdziemy tam tylko krzyki na chmury, jak z popularnego mema. To jednak nie do końca prawda.

REKLAMA

Każdy może się o tym łatwo przekonać, bo podręcznik do "HiT-u" trafił już szeroko do księgarń. Gdzieniegdzie stał się nawet bestsellerem, bo towarzyszące mu kontrowersje są tak olbrzymie, że sprzedałyby nawet książkę o czymś znacznie mniej istotnym niż historia najnowsza. Przeczytałem cały podręcznik, by sprawdzić, na ile fragmenty o diabelskich zespołach metalowych i podejrzane wynaturzenia o seksie stanowią wyjątek od reguły. I byście wy nie musieli się trudzić.

Całość zaczyna się od - a jakże - cytatu z Jana Pawła II, tym o wymaganiu od siebie, nawet jeśli inni nie będą wymagać. To istotne, bo cała ta książka jest zaprzeczeniem tego papieskiego cytatu. Pierwsze ostrzeżenie pojawia się już we wstępie, kiedy Wojciech Roszkowski (lub ktoś z wydawnictwa Biały Kruk, podpisu brak) mówi o tym, jak ważne w procesie poznawania dziejów jest rozumienie procesów historycznych, nie zaś samo zapamiętywanie faktów. Roszkowski pisze też, że "celem nauki nie jest wbicie ucznia w dany klucz", a następnie "pysznie" chwali się, że jego podręcznik jest właśnie taki. A w dodatku można go czytać "jak powieść historyczną". To ostatnie zdanie akurat jest bardzo trafne.

Podręcznik "HiT" to kit

Kolejne strony podręcznika zabierają czytelnika do powojennego świata. Roszkowski rzeczywiście dość ciekawie opisuje to, co działo się po hekatombie II wojny światowej. Mniej interesują go jednak suche fakty, te przytacza pisząc głównie o stratach, jakie poniosła Polska w czasie konfliktu i okupacji. Dla profesora znacznie ciekawsze wydają się narracje, które dominują dzisiejszą przestrzeń publiczną, a dotyczą tamtych wydarzeń. Już na pierwszej stronie podnosi, że „w pierwszych latach po wojnie klęska wywołała w społeczeństwach niemieckim, włoskim i japońskim odruch wyparcia sprawstwa wojennego".

Nie chcę polemizować z profesorem, może wiele lat pracy naukowej pozwala mu z taką łatwością i bez podania jakichkolwiek źródeł szafować mocnymi stwierdzeniami, ale jednocześnie trudno oprzeć się jasnemu wrażeniu, o co tu chodzi. Wojciech Roszkowski usiłując rozminować jedną narrację, wchodzi w inną. I jasne, dobrze by było, aby uczniowie zdawali sobie sprawę z okropieństw wojny i tego, kto był w tej wojnie agresorem. Z drugiej strony jedyne argumenty podane w podręczniku do HiT-u to ogólniki, poparte "dowodami" w stylu serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" czy wyciągniętymi znikąd przykładami, jak film "Kabaret" Boba Fosse'a. Jak to było z tym wbijaniem ucznia w klucz?

Deprawacja młodzieży

Wojciech Roszkowski - autor podręcznika do HiT

To nie jest tak, że Roszkowski nienawidzi kontrkultury i nie szanuje muzyki. On ich po prostu nie rozumie, bo nigdy nie chciał ich poznać. Na poziomie ideologicznym widzi tylko wielkiego potwora, który od początku rewolucji rozpoczętej w latach 60. zagraża tradycyjnym wartościom. Gdy pisze o niej mówi z pogardą: "Grono niedojrzałych młodych ludzi uwierzyło w swoją misję zbawiania ludzkości".

Mocne słowa, jak na historyka, który powinien wiedzieć, że sztafeta pokoleń i bunt młodych przeciwko starym to coś zupełnie naturalnego. Ciekawie czy o Adamie Mickiewiczu debiutującym w wieku 20 lat Roszkowski również napisałby, że jest niedojrzały. Z perspektywy autora w zasadzie wszystko, co jest zmianą społeczną, niesie ze sobą zagrożenie. Zagrożeniem jest "coraz głośniejsza muzyka", "swobodna aktywność seksualna", "feminizm" i tak dalej. W książce czytamy na przykład:

Wyrazem upowszechnienia swobodnych wzorców obyczajowych młodego pokolenia była moda na minispódniczki zapoczątkowana w połowie dekady oraz coraz częstsze publiczne obnażanie biustu (topless) od końca lat 60. (...) Wraz z zawężeniem się sfery intymności gwałtownie rozwijał się masowy przemysł pornograficzny.

Dość skomplikowany proces i faktyczny (a w długiej perspektywie dość katastrofalny w skutkach) rozwój branży porno jest tu wymieniany w na jednym oddechu z minispódniczkami. Czy wy to widzicie? Nawiasem mówiąc, podręcznik do HiT-u bardzo dużo miejsca poświęca tematyce swobody seksualnej, określenie "topless" pojawia się tu przynajmniej kilka razy - co jest dość niepokojące, zważając na to, że to książka do historii.

Wojciech Roszkowski atakuje zmiany, widząc w nich zagrożenie dla rodziny.

Autor podręcznika nie waha się użyć wszystkich argumentów, aby opowiadać swoją narrację. W podręczniku znajdziemy wszystkie strachy i obawy polskiej prawicy, nawet te całkowicie urojone. Królową tych obaw jest oczywiście strach o rodzinę, którą kolejne zmiany w postrzeganiu świata, mają zniszczyć. Choć nie zrobiły tego od kilkudziesięciu lat i ludzie dalej łączą się w pary, zakładają rodziny i płodzą dzieci. Z jakiegoś powodu problem z dzietnością polska prawica sytuuje w okolicach złowrogich ideologii, a nie na przykład w kiepskiej sytuacji mieszkaniowej, braku ochrony zatrudnienia czy niewystarczającej liczbie żłobków i przedszkoli.

Historia i Terazniejszosc
Podręcznik do przedmiotu Historia i teraźniejszość został dopuszczony do szkół przez ministerstwo

Roszkowski dowodzi nawet, że u podstaw każdej cywilizacji leży rodzina. Jeśli zaś w trakcie ich rozwoju dojdzie do liberalizacji sfery seksualnej, to tracą one "kreatywność, spójność, impet i cele", a w konsekwencji upadają. Nie jestem historykiem i może nie powinienem oceniać profesora, ale myślę, że obok swobody seksualnej przyczyną upadku wielu cywilizacji mogły być gigantyczne najazdy ludów barbarzyńskich, mających chrapkę na łupy z bogatych miast. Ot, taka mała teoria.

Popularny historyk David Frye w swojej książce "Mury. Historia cywilizacji" stawia nawet tezę, że rzeczywiście ludy inwestujące w kulturę, specjalizujące się w rzemiośle i innych zadaniach życia miejskiego przegrywały z barbarzyńcami, ale nie dlatego, że uprawiali seks pozamałżeński, ale z powodu demilitaryzacji społeczeństwa. To pozbawione poborowego wojska ludy nie były wstanie konkurować z absurdalnie militarystycznymi nomadami. Czy książka, która nie chce wtłaczać dzieciakom wiedzy z klucza wspomina o tym, że nie tylko seks doprowadza do upadków cywilizacji? Chyba nawet nie muszę odpowiadać.

Podręcznik do HiT - czy to w ogóle książka do historii?

Tak, w pewnym sensie. Ta książka to dość niezły wybór istotnych wydarzeń, które wpłynęły na kształt dzisiejszego świata. Problem polega na tym, że wydarzenia opisywane są w niej tak, aby potwierdzały optykę autora. A Roszkowski widzi świat przez bardzo brudne okulary i poddaje się wszystkim konserwatywnym koszmarom. Szczególnie dużo miejsca poświęcając tym, które w gruncie rzeczy są jedynie wymysłem i propagandą polityczną.

REKLAMA

Podręcznik do HiT-u ujawnia swoją agendę nawet doborem zdjęć. Wystarczy go przekartkować, by widzieć to jak na dłoni. Gdy mowa o systemie politycznym w USA, to ilustracja przedstawia prezydenta i jest nim oczywiście Donald Trump. Fragment o opozycji wieńczy zaś zdjęcie przykładowego opozycjonisty i jest nim Lech Kaczyński. A to tylko dwa z wielu przykładów.

Przyjmuję argument, że każda narracja historyczna jest w gruncie rzeczy dyktowana polityką. Każdy wybór, ułożenie faktów, już nie wspominając o ich ocenie, mają w sobie pierwiastek autorski. Dzieło Roszkowskiego to jednak czysta propaganda. Udaje na wstępie, że jego podręcznik jest punktem wyjścia do rozmów o współczesności. A w rzeczywistości wlał w niego swoje opinie i nie oddzielił ich od faktów, które zresztą żywcem wyjął z debaty publicznej w Polsce.

Wstęp do podręcznika mówi, że ten ma służyć samodzielnemu wyciąganiu wniosków. Mój jest taki, że "Historia i teraźniejszość" Roszkowskiego nigdy nie powinna trafić do szkół.

*Tekst pierwotnie ukazał się 19 sierpnia.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA