REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Myślicie, że znacie najgorszą bzdurę z podręcznika do HiT? To sprawdźcie, co piszą o dzieciach z in vitro

Przemysław Czarnek nie od dzisiaj jest jednym z najczęściej wykpiwanych i krytykowanych ministrów obecnego rządu. Nikt chyba nie spodziewał się jednak, jakie ogólnokrajowe poruszenie wzbudzi podręcznik do nowego przedmiotu Historia i Teraźniejszość. Liczba idiotyzmów i bzdur zawartych w przeznaczonej dla młodzieży książce jest oszałamiająca. I nie ma się wcale z czego śmiać, bo podręcznik do HiT ohydnie atakuje nawet dzieci z in vitro.

podręcznik do hit dzieci in vitro
REKLAMA

Podręcznik do HiT, czyli nowego przedmiotu szkolnego o nazwie"Historia i Teraźniejszość", od miesięcy jest obiektem drwin i krytyki. Nietrudno odnaleźć w nim fragmenty sprzeczne z wiedzą naukową, kuriozalne lub atakujące poglądy rozmijające się z ideologiczną postawą autora. Specjaliści często kwitowali jednak te wynurzenia słowem "niegroźne", trochę tak jak podchodzą zwykle do pomysłów Przemysława Czarnka. Okazało się jednak, że nie brakuje w nim treści wymierzonych w dzieci z in vitro.

REKLAMA

To niesamowite, że z każdym kolejnym tygodniem wertujący podręcznik do HiT (czyli Historii i Teraźniejszości) czytelnicy odkrywają w nim nowe absurdy. Na Rozrywka.Blog już raz sam wymieniałem "ulubione" perełki, przytaczając jednocześnie słowa specjalistów. Początkowo przekonywali oni, że książka jest raczej niegroźna, choć nie sposób nazwać ją obiektywnym podręcznikiem do nauki. Podręcznik do HiT-u przypomina raczej osobisty, skrajnie subiektywny esej.

Najpierw się zdrowo pośmialiśmy, ale najnowsze odkrycie z napisanej przez Wojciecha Roszkowskiego książki ścierają uśmiech z twarzy. We fragmencie, który pod lupę wzięła ekspertka Dorota Gawlikowska (psycholożka niepłodności, certyfikowana psychoterapeutka par PTP), znajdziemy naprawdę przerażające cytaty dotyczące dzieci z in vitro. Z nich nie sposób drwić, choć też są absurdalne.

Podręcznik do HIT-u o dzieciach z in vitro

Wraz z postępem medycznym i ofensywą ideologii gender wiek XXI przyniósł dalszy rozkład instytucji rodziny. Lansowany obecnie inkluzywny model rodziny zakłada tworzenie dowolnych grup ludzi czasem o tej samej płci, którzy będą przywodzić dzieci na świat w oderwaniu od naturalnego związku mężczyzny i kobiety, najchętniej w laboratorium. Coraz bardziej wyrafinowane metody odrywania seksu od miłości i płodności prowadzą do traktowania sfery seksu jako rozrywki, a sfery płodności jako produkcji ludzi, można powiedzieć hodowli. Skłania to do postawienia zasadniczego pytania: kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju "produkcję"? Miłość rodzicielska była i pozostanie podstawą tożsamości każdego człowieka, a jej brak jest przyczyną wszystkich prawie wynaturzeń natury ludzkiej.

"Postęp medyczny", "hodowla" i "produkcja" nie pozostawiają wątpliwości, że mowa o zapładnianiu in vitro. Obnaża to godny potępienia brak szacunku autora do osób, które urodziły się dzięki osiągnięciom medycyny. Nazywa je wręcz efektami "produkcji" i sugeruje, że ich rodzice nie będą w stanie ich pokochać. A to miałoby poskutkować ich "wynaturzeniem". Tak odczłowieczający stosunek do wielu żyjących osób Roszkowski chce przekazać uczniom szkół ponadpodstawowych. To nie żart, to ohydna rzeczywistość, którą skomentowała wspomniana Gawlikowska:

Co to są "wynaturzenia natury ludzkiej"? To, co uważa za nie autor? Nie jest to kategoria ujęta w żadnym systemie diagnostycznym, ani w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, ani w Klasyfikacji Zaburzeń Psychicznych. Jak można w podręczniku szkolnym posługiwać się konstruktem, który odwołuje się do uprzedzeń i potocznych skojarzeń, stygmatyzujących i pozbawionych jakichkolwiek podstaw naukowych?

Czy autor miał kiedykolwiek do czynienia z osobami, które pragną mieć dzieci i nie jest im to dane? Czy widział, jaką troską i miłością otaczają one nie tylko swoje dzieci, jeśli one się urodzą, ale także embriony i wszystkie zawiązki życia, jakie powstaną na ich trudnej drodze do rodzicielstwa? Trudno o bardziej obraźliwe posądzenie osób, które korzystają z pomocy laboratoriów w procesie prokreacji. Żadna z nich nie robi tego dla kaprysu ani z wyboru, mogąc począć dziecko inaczej.

Historia i Teraźniejszość wygląda na przedmiot stworzy wyłącznie pod indoktrynację.

Sugestia, jakoby dzieci poczęte za pomocą metody in vitro nie były kochane, nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Rzuconej w podręczniku tezy nie potwierdzają jakiekolwiek dostępne na ten temat badania. Roszkowski w ogóle nie powołuje się na żadne dane - operuje jedynie subiektywnymi opiniami. Przy okazji ucząc dzieciaki, że informacji nie trzeba weryfikować. Właśnie z takim poziomem niekompetencji zetkną się wasze dzieci i nie myślcie, że nie padną potem jej ofiarami.

Zniekształcenie światopoglądu to jednak tylko długofalowy skutek powyższego fragmetu. Podręcznik do HiT-u jest też bezpośrednim ciosem we wszystkich Polaków poczętych metodą in vitro. Wyobraźmy sobie teraz, że wśrod uczniów znajdą się takie osoby i będą na swój temat czytać podobne bzdury. Kto wiem, może nawet uwierzą w to, że rzekomo nie da się się ich kochać i wcale nie przyszły na świat z miłości.

REKLAMA

Zdanie dotyczy przecież szerszego grona dzieci, także tych, które chociaż poczęte spontanicznie, nie są wychowywane przez swoich biologicznych rodziców. One także dowiedzą się na lekcji, że z braku rodzicielskiej miłości, która jest „podstawą tożsamości każdego człowieka” są gorsze i mogą stać się „wynaturzone”. Autor przekreślił w ten sposób sens i wartość adopcji, rodzicielstwa zastępczego i wszelkich wysiłków ludzi, którzy wspierają i chronią dzieci, które z wielu powodów nie mogły otrzymać miłości od swoich biologicznych rodziców. Ale to przecież nie jest ważne. Ważne jest upowszechnienie idei czystości rodziny, a w walce o nią nie ma sentymentów i nie liczy się ofiar

- kończy Gawlikowska.

Trudno się z powyższymi słowami nie zgodzić, a jeszcze trudniej uwierzyć w skalę bredni przeznaczonych do szkół w 2022 roku. Jakim cudem my na to pozwalamy? Jakim prawem autor podręcznika pozwala sobie na publiczne rzyganie nienawiścią wobec dzieci? Wreszcie, jak to jest możliwe, że podobno walczący z kryzysem starzenia się rząd pozwala, by ktoś taki jak Przemysław Czarnek zasiadał na fotelu ministra edukacji. Tyle pytań, tak mało sensownych odpowiedzi.

*Tekst pierwotnie ukazał się 10 sierpnia.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA