1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Mama Ginekolog zarobiła miliony i przytuliła kasę z tarczy. Jan Śpiewak krytykuje znaną influencerkę

O Mamie Ginekolog zrobiło się ostatnio głośno z powodu jej oblanego egzaminu. Okazało się, że znana influencerka medyczna nie ma specjalizacji z ginekologii. Teraz do zarzutów wobec Nicole Sochacki-Wójcickiej doszły kolejne – dotyczą działalności jej sklepu oraz firmy jej ojca, którą prześwietlił aktywista i socjolog Jan Śpiewak.

mama ginekolog jan spiewak zarobki hejt afera

Mama Ginekolog ma prawie 900 tys. obserwujących na Instagramie, jest lekarką, influencerką, bizneswoman i udziela się charytatywnie. Nawet jeśli nie jesteście rodzicami bombelka, to mogliście się natknąć na jej rekordowe zbiórki na WOŚP.

W zeszłym roku pieniądze ze sprzedaży jej e-boków, z których cały dochód był przeznaczony na fundację Jurka Owsiaka, uzbierała 3 mln zł, a w tym niemal dwa razy tyle. Te liczby robią wrażenie, ale ostatnio na Nicole Sochacki-Wójcicką spadły słowa krytyki.

Z tego artykułu dowiesz się m.in.:

Mama nie do końca Ginekolog. Influencerka jest lekarzem, ale bez specjalizacji.

Tysiące kobiet czytają bloga i posty Mamy Ginekolog w poszukiwaniu wiedzy z zakresu ciąży, porodu i wychowania dzieci (mam nadzieję, że swojej wiedzy nie czerpią tylko z internetu). 38-letnia lekarka-inluencerka skończyła Wydział Lekarski na Uniwersytecie Medycznym w 2010 roku i od tamtego czasu pracuje w zawodzie jako ginekolog. Wciąż jednak nie ma specjalizacji z ginekologii i położnictwa. O co kaman?

Studia medyczne różnią się od tych "normalnych" – przede wszystkim tym, że trwają o wiele dłużej. Po ich ukończeniu zostajesz co prawda lekarzem, ale potem czeka cię kilka lat (trwa to różnie - od 4 do 6) robienia specjalizacji.

W tym czasie pracujesz jako ortopeda, ginekolog lub pediatra, ale nim oficjalnie nie jesteś, żeby bez przypału tytułować się np. ginekologiem, musisz zdać państwowy egzamin. Pewnie wiele razy sami byliśmy u lekarza-jeszcze-nie-specjalisty na specjalistycznym badaniu, bo po prostu tak działa ten system.

Ja nie mówię, że to jest coś złego, bo gdyby tak nie było, to w ogóle nie byłoby lekarzy. Gdyby nie lekarze rezydenci, którzy dyżurują i pracują w przychodniach, to opieka zdrowotna by po prostu nie istniała. Te specjalizacje są długie i przez długi czas pracujemy bez tytułu specjalisty. Co nie czyni nas osobami niekompetentnymi

– tłumaczyła Mama Ginekolog.

Wyjaśniła to zaraz po tym, jak wybuchła afera. Lekarka pod koniec października przyznała się, że nie zdała egzaminu ze specjalizacji. I niby to "tylko" papierek, to czar prysł. Internauci zarzucali jej, że ma w nicku słowo "ginekolog", ale de facto nim nie jest, a do tego zbudowała na tym całą swoją markę. Ponadto uważali, że przez ponad dekadę nie zrobiła specjalizacji, bo wolała kręcić Instastories i prowadzić sklep internetowy oraz wydawnictwo, co ma słabo świadczyć o niej jako lekarce.

mama ginekolog afera egzamin hejt

Po tym jak zrobiło się o niej głośno, lekarka-influencerka zorganizowała kolejną akcję charytatywną. Wiadomo, że po części chciała ocieplić wizerunek, ale dzięki jej zasięgom pomogła osobom chorym na SMA (rdzeniowy zanik mięśni).

W ramach Wielkiej Charytatywnej Dobrej Akcji Mama Ginekolog kupiła luksusowe gadżety (m.in. najnowszeo iPhona, torebkę Loius Vitton, Thermomixa) za ponad 100 kafli. Każdy, kto wpłacił na charytatywne konto jej fundacji przynajmniej złotówkę, brał udział w losowaniu tych nagród. Zbiórka była kontrowersyjna (bo zamiast kupowania tych rzeczy mogła od razu przelać pieniądze na dzieci, a tak napędza konsumpcjonizm), ale i skuteczna. Łącznie zebrała 1,35 mln złotych, z czego pół miliona złotych przekazała na dzieciaki z SMA, a resztę na założoną przez siebie Fundacji Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego.

Jan Śpiewak o wzięciu dotacji przez Mamę Ginekolog:  Tak wygląda socjalizm dla bogatych.

To nie była pierwsza zbiórka na fundację, ale wcześniejsza nie wykręciła takiego wyniku. W czasie czerwcowej akcji zebrano "zaledwie" 300 tysięcy złotych. Mama Ginekolog narzekała wtedy, że to bardzo mało, a internauci uznali to za nietakt. "Trochę jestem smutna. Miałam tego nie mówić, miałam być tylko pozytywna, ale tyle pracy włożyliśmy w tę zbiórkę" - mówiła 38-latka, ale później przyznała, że było jej głupio.

Kwoty ze zbiórek robią wrażenie i Mamie Ginekolog pod tym względem należy się pochwała za niesienie pomocy, ale w porównaniu z jej dochodami, to niewielkie pieniądze. Właśnie ten kontekst został przywołany przez Jana Śpiewaka.

Ludziska nie rozumieją, że w tym systemie nie ma nic za darmo, a bardzo by chcieli, by ktoś dla kogoś robił coś bezinteresownie i influencerzy to wykorzystują. Nie muszą mówić "kup ode mnie", tylko "zobacz, jaki jestem fajny, lub mnie, inspiruj się, podziwiaj", a ludzie mają naturalną potrzebę odwdzięczania się, więc gdy influ coś sprzedaje albo reklamuje to kupują. A Mama Ginekolog to już w ogóle rozwaliła system. Zamiast wziąć 200 zł za wizytę od jednego pacjenta, powie w tym samym czasie poradę dla setek tysięcy ludzi, a oni za to kupują w tysiącach bluzy, e-booki czy co ona tam jeszcze sprzedaje

- mogliśmy przeczytać na stories u Jana Śpiewaka.

Społecznik napisał, że Mama Ginekolog, a właściwie jej wydawnictwo Roger Publishing, w zeszłym roku "zarobiła 15 dużych baniek", a oprócz tego "przytuliła sto koła z tarczy dla biznesu". "Ale to 500 plus to rozdawnictwo. Tak wygląd socjalizm dla bogatych" – stwierdził Śpiewak. Więcej screenów znajdziecie tutaj.

mama ginekolog jan spiewak zarobki hejt afera
Screen z www.instagram.com/janekspiewak

Czy to jednak znaczy, że rynkowy "wieloryb" nie może brać pieniędzy z tarczy skoro była taka możliwość? Zdania są podzielone, a biznes to biznes. Na pewno kryteria przyznawania takich dotacji powinny faworyzować "płotki", dla których takie wsparcie było czymś na zasadzie: być albo nie być. Tarcza antykryzysowa z założenie była dobrym posunięciem, ale wyszło jak zwykle.

Pracownicy szwalni taty Mamy Ginekolog opowiadają o fatalnych warunkach pracy.

Jan Śpiewak chciał więc obnażyć wady obecnego systemu, a za przykład posłużyła mu właśnie Mama Ginekolog, której działalności media piętnują w ostatnim czasie. Społecznik jednak na tym nie poprzestał i wyjechał jej... z ojcem. Opublikował m.in. relacje rzekomych pracowników szwalni taty Mamy Ginekolog, by jeszcze bardziej uzasadnić swoje argumenty na temat kapitalizmu i tego jak funkcjonuje w praktyce.

Screen z www.instagram.com/janekspiewak

Działacz uważa, że "gdy pracownicy taty Mamy Ginekolog dostali o 20% mniejszą pensję, to w tym samym czasie państwo dało Mamie-NIE-Ginekolog 120 tysięcy złotych za nic. I tak to się kręci. Socjalizm dla bogatych, dziki kapitalizm dla całej reszty".

Historia Mamy Ginekolog pokazuje naturę polskiego kapitalizmu i też Instagrama, te wszystkie techniki manipulacyjne, ale też to, że ludzie, którzy są bogaci z domu, mają dużo łatwiej robić karierę na Instagramie. Instagram jest takim narzędziem reprodukcji nierówności. Co więcej, jak widzimy majątek rodziny Mamy Ginekolog powstał w dużej mierze na prywatyzacji majątku publicznego, czyli należącego do nas wszystkich i na wykorzystaniu taniej siły roboczej, na łamaniu prawa pracy na walce ze związkami zawodowymi i to nie jest przypadek, tak wygląda w Polsce kapitalizm

- dodaje Śpiewak na Instastories.

Mama Ginekolog odpowiada na zarzuty Jana Śpiewaka o wzięciu pieniędzy z tarczy: "Kto nie skorzystał ten gapa".

Lekarka-influencerka odniosła się do postów Jana Śpiewaka i przy okazji pochwaliła się zarobkami. Przyznała, że firma Roger Publishing (prowadzi ją wspólnie z mężem Jakubem, który jest prezesem spółki) sprzedała w 2020 roku produkty za, lepiej usiądźcie, niemal 44 miliony złotych i miała 11 mln złotych zysku "od czego wraz z mężem odprowadziliśmy ponad 2 mln podatku dochodowego" – napisała.

W 2020 roku rząd ogłosił, że w okresie marzec-maj 2020 każdy (!) przedsiębiorca zatrudniający 10-49 pracowników mógł otrzymać 50% ulgi składki ZUS - bezwarunkowo!!! - skorzystaliśmy w wymiarze ok. 100 tys. PLN. Kto nie skorzystał ten gapa, ale bądźmy z sobą szczerzy. KAŻDA księgowa w Polsce o tym wiedziała i z tej "tarczy" skorzystał/a, bo jakby nie skorzystał/a to można by uznać to za niegospodarność

– napisała Mama Ginekolog.

"Żyjemy w kraju w którym nie ma edukacji ekonomicznej - większość społeczeństwa nie wie, ile płaci podatków. Wiele osób nie zna różnicy brutto/netto ale jesteśmy nauczeni, że ten, kto zarabia to oszust lub złodziej. Polsko weź się w garść! Kocham ten kraj, dlatego tu jestem, ale nie ukrywam - że nie jest łatwo" - napisała. I cóż... ma w tym też sporo racji.

Jan Śpiewak nie odpuszcza lekarce-influencerce i punktuje jej działalność.

Aktywista w kolejnym poście podkreślił, że Mama Ginekolog nie nawiązała do tematu szwalni należących do jej rodziny (według jego informacji miała być na liście wspólników do kwietnia tego roku). "Artykuły sprzed wielu lat stwierdzały, że ojciec Nicole łamał prawo pracy w szwalni na ogromną skalę i prześladował przedstawicieli związków zawodowych. Wygląda na to, ze szwalnia Sochackich była jednym wielkim obozem pracy" - napisał.

Mama Ginekolog w swoim instagramowym oświadczeniu stwierdziła z kolei, że zapłaciła 6 milionów podatku VAT. To oczywiście bzdura wynikająca nomen omen z niewiedzy ekonomicznej. "To dowód na to, że zupełnie nie rozumie jak działa system podatkowy. Ten VAT zapłaciliście wy, kupując jej produkty" – zauważył Śpiewak. Później jednak poprawił się i przyznał, że głównie chodziło mu o krytykę rządu ws. tarczy.

Sochacka pisze, że kto nie skorzystał z pomocy publicznej ten gapa. Rzeczywiście przede wszystkim nasza krytyka kieruje się w stronę rządu, który tak stworzył tarczę, żeby pomoc w pierwszej kolejności trafiła do bogatych, a potem dopiero do najbardziej potrzebujących. To nie zwalnia jednak z moralnej oceny takich działań. Szczególnie to boli w kontekście wykorzystywania pracowników przez szwalnie rodziny Sochackiej.

- stwierdził Jan Śpiewak.

Śpiewak zarzucił też Mamie Ginekolog stosowanie technik manipulacyjnych "w celu wywołania wrażenia, że jest ofiarą jakieś wyobrażonej nagonki. Szantaż moralny ma na celu zwiększenie sprzedaży i obronę jej przed zasadnymi zarzutami". Uważa też, że korzysta na zapaści systemu ochrony zdrowia w Polsce, ponieważ ludzie w czasach gorszego dostępu do dobrych lekarzy, będą szukać porad w sieci.

"Niestety nie kończy się na dzieleniu wiedzą, ale idą za tym agresywne techniki sprzedażowe nie zawsze potrzebnych produktów i reklama własnej praktyki lekarskiej co wprost narusza zasady etyki lekarskiej. Na podstawie art. 62 Kodeksu Etyki Lekarskiej lekarz i lekarz dentysta nie mogą się reklamować. Lekarz również nie powinien wyrażać zgody na używanie swego nazwiska i wizerunku dla celów komercyjnych" – zauważył jeszcze na koniec Jan Śpiewak.

Lekarka-influencerka i jej działalność instagramowo-charytatywno-biznesowa nie są bez skazy, a w ostatnim czasie jej reputacja została mocno nadszarpnięta (ma to jednak swoje plusy, bo cześć osób może zacznie z większym dystansem podchodzić do swoich medycznych guru w necie). Większość zarzutów w Instastories i postach Jana Śpiewaka dotyczyła jednak nie samej Mamy Ginekolog, ale jej ojca, kapitalizmu i polityki PiS. Trochę więc się zagalopował, bo nie ona powinna być ich adresatem i przy okazji żywą tarczą.

* zdjęcie główne: screeny z hwww.instagram.com/janekspiewak oraz www.instagram.com/mamaginekolog