Kochanie, porozmawiajmy o moich algorytmach. Czy ChatGPT zastąpi nam psychoterapeutów?

Ponad 970 milionów ludzi na świecie zmaga się z problemami psychicznymi, a tradycyjne gabinety pękają w szwach. W tym samym czasie miliony użytkowników odnajdują schronienie w cyfrowym świecie, gdzie ich największym powiernikiem staje się chatbot. Czy sztuczna inteligencja, która potrafi bezbłędnie imitować empatię, to rewolucyjny ratunek dla przeciążonej ludzkości, czy może ślepy zaułek, w którym mylimy matematyczną statystykę z prawdziwym, ludzkim zrozumieniem?

Kochanie, porozmawiajmy o moich algorytmach. Czy ChatGPT zastąpi nam psychoterapeutów?



Żyjemy w epoce, w której samotność stała się towarem powszechnym, a czas – dobrem najbardziej luksusowym. Przebodźcowani, zagubieni w gąszczu cyfrowych komunikatów i permanentnie zmęczeni, coraz częściej szukamy ucieczki w miejscach, które sami stworzyliśmy: na ekranach naszych smartfonów. Przez lata przyzwyczailiśmy się do myśli, że maszyny wykonują za nas pracę fizyczną, liczą skomplikowane równania lub optymalizują bazy danych. Jednak granica oddzielająca krzem od białka, technologię od humanizmu, zaczęła drżeć w posadach, gdy algorytmy zapukały do drzwi naszych sfer najbardziej intymnych. Do naszych emocji, lęków i traum.

Gdy pod koniec 2022 roku świat usłyszał o wielkich modelach językowych, większość z nas traktowała je jak zaawansowaną zabawkę – sprytny kalkulator tekstu, który potrafi napisać wiersz w stylu Szymborskiej albo streścić nudny raport. Niewielu przewidziało, jak szybko te narzędzia ewoluują z pozycji biurowego asystenta do roli nocnego powiernika tajemnic. Dziś, w drugiej połowie lat dwudziestych XXI wieku, zjawisko to nie jest już marginesem ani technologiczną ciekawostką. Stało się społecznym faktem.

Dlaczego tak chętnie otwieramy serce przed bezduszną maszyną? Odpowiedź kryje się w prozie życia. Tradycyjna psychoterapia, choć skuteczna, dla wielu pozostaje barierą nie do przejścia. Astronomiczne koszty prywatnych wizyt, miesiące (a czasem lata) oczekiwania na pomoc w ramach państwowej służby zdrowia oraz paraliżujący wstyd przed oceną drugiego człowieka sprawiają, że miliony ludzi cierpią w milczeniu. W tym krajobrazie ChatGPT i pokrewne mu modele jawią się jako oaza idealna. Są darmowe lub nieporównywalnie tańsze niż godzina na kozetce u profesjonalisty. Nie śpią, nie urlopują się, są dostępne o trzeciej nad ranem w niedzielę, gdy lęk nie pozwala zasnąć. Co najważniejsze: nie oceniają. Maszyna nie skrzywi się na widok naszych słabości, nie westchnie znużona i nie wyda moralnego wyroku.

Ta pozorna doskonałość niesie jednak ze sobą fundamentalne pytania o naturę ludzkiej relacji i istotę terapii. Czy proces zdrowienia psychicznego może opierać się wyłącznie na interakcji z zaawansowanym autouzupełniaczem tekstu? Modele językowe nie czują, nie mają empatii ani świadomości – one jedynie bezbłędnie ją symulują, dobierając kolejne słowa na podstawie statystycznego prawdopodobieństwa. Dla zranionego człowieka ta symulacja bywa jednak tak przekonująca, że granica między narzędziem a przyjacielem zaczyna się niebezpiecznie zacierać.

Lizusostwo (sykofancja) modeli to zagrożenie dla pacjentów. Trzeba pamiętać, że psychoterapia to nie tylko krótkotrwała poprawa samopoczucia, lecz proces rozłożonej w czasie zmiany.

W swojej najnowszej książce "Przed Waszą Erą. Człowiek w syntetycznym świecie deepfake'ów, ChatGPT i sztucznej inteligencji" dr Mateusz Łabuz (wydawnictwo Filia) bierze pod lupę ten fascynujący i niepokojący trend. Autor nie bawi się w moralizatorstwo ani tani techno-pesymizm.

Zamiast tego z reporterską wnikliwością analizuje zjawisko "syntetycznej psychoterapii", pokazując ludzkie twarze stojące za ekranami smartfonów. To opowieść o rewolucji, która dzieje się po cichu, w zaciszu naszych domów, i która na zawsze zmieni to, jak rozumiemy bliskość, zaufanie oraz samą istotę człowieczeństwa. Czy potrafimy zachować świadomość w świecie, gdzie maszyny uczą się nas kochać i leczyć lepiej, niż my sami? To jedno z najważniejszych pytań naszych czasów.

FRAGMENT KSIĄŻKI

Basia jest kobietą w średnim wieku. Ma stabilną pracę, nieźle zarabia. Wykształcenie wyższe, obecnie samotna, związku nie szuka, choć nie miałaby nic przeciwko. Mieszka w jednym z większych polskich miast.

Od dziesięciu miesięcy jej powiernikiem-terapeutą jest ChatGPT.

Wyszło trochę przez przypadek. Basia nie od razu zdecydowała się na algorytmiczne wsparcie, wcześniej przez dłuższy czas przechodziła tradycyjną psychoterapię z ludzkim terapeutą. Z perspektywy czasu dostrzega sporo pozytywnych elementów tamtych spotkań, choć w całym procesie czegoś jej brakowało. Może chodziło o dynamikę relacji z terapeutą? A może zwyczajnie nie była gotowa na taką formę dialogu? Basia wskazuje na słabości spotkań i problemy, z którymi boryka się wielu pacjentów: "Moim problemem w terapii tradycyjnej były wysokie koszty oraz brak wyraźnych efektów przez dłuższy czas. Mimo regularnych spotkań i dużych nakładów finansowych nie odczuwałam znaczącej poprawy, co z czasem doprowadziło do zniechęcenia i przerwania terapii".

W połowie 2025 roku zaczęła rozmawiać z ChatemGPT. Gdyby wtedy ktoś powiedział jej, że niedługo będzie powierzała chatbotowi swoje największe sekrety i szukała w nim emocjonalnego oparcia, pewnie zareagowałaby śmiechem. Algorytm? Psychoterapeuta? Przecież to brzmi absurdalnie.

Trudno powiedzieć, w którym momencie kobieta przekroczyła granicę między traktowaniem dialogu z dużym modelem językowym jako ciekawostki a postrzeganiem go niemal jak codzienną rutynę. Ten proces postępował sukcesywnie. Na początku chodziło o niezobowiązującą wymianę. Odpowiedzi wydawały się zaskakująco spójne i trafne. ChatGPT potrafił doskonale ocenić sytuację, rozważyć za i przeciw, podpowiedzieć rozwiązania i odpowiednio je umotywować. To było coś. W kilka sekund, bez jałowego gadania. W stylu dopasowanym do jej potrzeb.

Kolejne "sesje" trwały coraz dłużej: "Zdecydowałam się na korzystanie z pomocy chatbota głównie dlatego, że w pewnym momencie mojego życia czułam się bardzo samotna emocjonalnie i zagubiona. Miałam dużo trudnych myśli dotyczących relacji, pracy, poczucia własnej wartości i przyszłości. Nie zawsze miałam kogoś, komu mogłabym o tym powiedzieć w danej chwili, a czasem też nie chciałam obciążać bliskich. Chatbot dawał mi natychmiastową dostępność – mogłam napisać o każdej porze, nawet w nocy, kiedy było mi najtrudniej. Nie bałam się oceniania, wstydu ani niezrozumienia. To dawało mi poczucie bezpieczeństwa".

Dziś Basi trudno wyobrazić sobie, że mogłaby przerwać. ChatGPT dał jej bowiem coś, czego nie była w stanie znaleźć w rozmowach z żadnym człowiekiem. Mimo to pozostaje świadoma ograniczeń modelu: "ChatGPT stał się dla mnie bardziej dostępną formą wsparcia, miejscem, gdzie mogę »wyrzucić z siebie« emocje bez presji finansowej. Traktuję go jednak wyłącznie jako uzupełnienie, a nie zamiennik prawdziwej terapii. Raczej jako formę wyżalenia się, uporządkowania myśli. Często proszę o rady w punktach albo o pomoc w analizie sytuacji, ale zawsze mam świadomość, że chatbot nie jest obiektywny i z natury stara się przedstawiać rzeczy w sposób wspierający i pozytywny". Ten ostatni aspekt ma szczególne znaczenie. Basia jest świadoma, że ChatGPT daje jej jedynie namiastkę psychoterapii, a jego wypowiedzi dalekie są od obiektywizmu. Dostrzega jednak ewidentne pozytywy. A to wystarczający argument, by korzystać z syntetycznej pomocy. 

Skoro znaczną część naszego życia i interakcji społecznych przenieśliśmy do świata cyfrowego, nie może dziwić, że i tam szukamy odpowiedzi na dręczące nas pytania. Dla przykładu, od 2004 roku niemal dwukrotnie zwiększyliśmy liczbę pytań o sens życia zadawanych wyszukiwarce Google. Jeszcze kilka lat temu algorytm mógł nas co najwyżej pokierować do kilku preferowanych przez niego stron internetowych. Teraz – za sprawą AI Overview – mógłby udzielić nam konkretniejszych odpowiedzi i przy okazji narzucić określoną wizję tego, po co w ogóle żyjemy. Byłoby to wyjątkowo ironiczne, gdyby o sensie życia pouczał nas martwy algorytm.

Możemy śmiało założyć, że i w tym wypadku bylibyśmy ciekawi zdania generatywnej sztucznej inteligencji – w końcu ma sporo do powiedzenia właściwie na każdy temat, a użytkownicy chatbotów regularnie poruszają z nimi kwestie filozoficzne i ontologiczne. Niestety, zweryfikowanie, jak często pytamy o sens życia duże modele językowe jest na ten moment niemożliwe, nawet jeśli dostawcy usług mogą mieć wgląd do naszych rozmów. Do tego tematu jeszcze wrócę.

Teraz przyjrzę się jednemu z najistotniejszych trendów dynamicznie rozwijających się relacji człowiek-maszyna. Syntetycznej psychoterapii.

Dziennikarz Marc Zao-Sanders wyliczył, że w 2025 roku najczęściej deklarowanym zastosowaniem dużych modeli językowych wśród dorosłych było poszukiwanie "terapii" lub "towarzystwa". Trzecie miejsce w rankingu zajęło "odnajdywanie celu", które także ma głęboki wymiar osobisty. Wraz z rozwojem dużych modeli językowych i wyspecjalizowanych chatbotów wcielających się w konkretne role granica między doraźnym wsparciem emocjonalnym a imitacją terapii zaczęła się niebezpiecznie rozmywać. Trudno się temu dziwić. Jest co najmniej kilka powodów, dla których chatbot może całkiem udanie naśladować proces psychoterapii i czynić swoją ofertę atrakcyjniejszą od tej z klasycznego gabinetu.

Po pierwsze: koszty i dostępność. Są one jednym z głównych czynników ograniczających możliwość profesjonalnej psychoterapii w świecie realnym. Wspomniana kilkakrotnie demokratyzacja dostępu – do wiedzy czy informacji – tutaj dotyka zasadniczej przyczyny wykluczenia. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że ponad 970 milionów ludzi ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Sytuacja drastycznie pogorszyła się po pandemii COVID-19, gdy wiele osób zaczęło doświadczać depresji. Szacuje się także, że nawet 50% populacji może doświadczyć co najmniej jednego zaburzenia psychicznego w trakcie swojego życia. To sporo, mówimy przecież o 4 miliardach ludzi, co tworzy ogromne zapotrzebowanie na usługi psychoterapeutyczne. Istotną przeszkodą są natomiast koszty ekonomiczne.

Psychoterapia kosztuje, a na darmowe terminy w systemie publicznego finansowania służby zdrowia trzeba czekać. To problem trudny do rozwiązania, szczególnie w krajach biedniejszych lub w środowiskach o niższych dochodach. I tutaj w ocenie sytuacji pomocne mogą być statystyki. Okazuje się, że odsetek osób, do których dociera pomoc psychologiczna jest istotnie wyższy – nawet siedmiokrotnie – w krajach klasyfikowanych jako te "o wysokich dochodach". To tworzy pierwszą kolosalną lukę, którą teoretycznie może wypełnić syntetyczna terapia.

Po drugie: obecność. ChatGPT nie posiada ograniczeń ludzkiego terapeuty, jest niemal zawsze pod ręką, gotowy do dialogu. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, z dowolnego miejsca na świecie. Ma to szczególne znaczenie w miejscach, gdzie dostęp do usług psychoterapii jest ograniczony. Dysproporcja między popytem a podażą może wynikać ze zbyt małej liczby profesjonalnych psychoterapeutów, słabości strukturalnych i systemowych w wybranych krajach i regionach, ale też zaburzeń dostępności spowodowanych konfliktami, katastrofami naturalnymi lub lokalizacją geograficzną. Dla osób pracujących w reżimie ciągłego podróżowania taka nieustanna obecność chata pozwala na daleko idącą personalizację korzystania z pomocy i może być jednym z kluczowych czynników kierujących zainteresowanie ku syntetycznej terapii.

Zwrot w podejściu do kontaktu z pacjentami można było zaobserwować w trakcie pandemii COVID-19. Konserwatywne środowisko psychoterapeutyczne, w którym dogmat osobistych spotkań na linii pacjent-terapeuta był traktowany jako świętość, mogło go odrzucić na rzecz terapii online. Okazało się, że może być skuteczna i rozwiązać przynajmniej część problemów z ograniczoną dostępnością. Takie zmiany – do niedawna nie do pomyślenia w niektórych nurtach psychoterapeutycznych – pokazały, że rozwój dyscypliny musi uwzględniać także warunki środowiskowe.

Po trzecie: zaufanie. Brak jest drugiego człowieka, a sam fakt obcowania z maszyną tworzy atmosferę intymności. W niektórych kręgach kulturowych fakt korzystania z usług psychoterapeutycznych wiąże się wciąż z pewną stygmatyzacją społeczną. Ominięcie czynnika ludzkiego pozwala zatem na zwiększenie otwartości na proces terapeutyczny, a w jego ramach na ujawnianie trudnych doświadczeń bez obaw o reakcje drugiej strony, ocenianie czy społeczne konsekwencje. Tworzy także poczucie kontroli nad własną narracją. Syntetyczna terapia zapewnia zatem ramy, w których łatwiej o dialog i przezwyciężenie blokad obecnych w relacjach międzyludzkich.

Basia jasno wskazała swoją motywację, w której sporo jest uniwersalności – czas, dostępność, pieniądze, możliwość szybkiego wyrzucenia z siebie emocji. Co więcej, jej relacja z ChatemGPT była impulsem do nowych aktywności: "W pewnym momencie zaczęłam też prowadzić z pomocą chatbota tzw. »dziennik wdzięczności«. Codziennie, nawet jeśli dzień był bardzo trudny, starałam się znaleźć przynajmniej jedną pozytywną rzecz, za którą mogę być wdzięczna. To pomagało mi zmieniać perspektywę, zauważać drobne dobre momenty i nie skupiać się wyłącznie na negatywach. Było to dla mnie nie tylko narzędziem do rozmów, ale także formą codziennej autorefleksji i pracy nad sobą". I w tym wypadku warto dostrzec, że rozmowa z chatbotem była impulsem do zmiany – nawyków, sposobu myślenia. Te zmiany mogą wydawać się subtelne, ale przecież wywierają konkretny wpływ na przeżywanie codzienności. U Basi przynajmniej z namiastką ludzkiej kontroli nad całym tym procesem, choć i tutaj można mieć poważne wątpliwości, kto kogo kontroluje. 

Wiemy już, że miliony ludzi na całym świecie potrzebują psychoterapii, a zapotrzebowanie daleko przekracza realne możliwości dostarczenia odpowiedniej, profesjonalnej pomocy. Zwrot ku generatywnej sztucznej inteligencji, która dowiodła już, że może udanie wcielać się w określone role, powinniśmy postrzegać jako naturalną konsekwencję rozwoju technologii z ogromnym potencjałem do dalszego wzrostu liczby użytkowników.

Czy jednak taka "terapia" może być substytutem dla rzeczywistego spotkania z psychoterapeutą? Kluczem do zrozumienia potencjału i zagrożeń syntetycznej "terapii" jest świadomość. Zarówno ta po stronie użytkowników, jak i ta maszynowa.

***

Płynność rozmowy, doskonałe operowanie językiem, zdolność rozwiązywania złożonych problemów i wypowiadania się na tematy filozoficzne mogą stwarzać wrażenie, że mamy do czynienia z "kimś", a nie jedynie z "czymś" pozbawionym elementarnych podstaw niezbędnych do określenia wewnętrznego "ja". To złudzenie stanowi istotne przesunięcie percepcyjne, które wpływa i będzie wpływać na kształt relacji człowieka z maszynami.

Skoro mówi jak człowiek i zachowuje się jak człowiek, to pewnie jest to człowiek, prawda? Tyle że z technicznego i psychologicznego punktu widzenia duże modele językowe nie posiadają żadnej formy fenomenologicznej świadomości. Nie mogą subiektywnie doświadczać i odczuwać, nie dysponują intencjonalnością, nie mają wglądu we własne stany mentalne. To, co użytkownik systemu może postrzegać jako "przeżywanie" czy "odczuwanie", jest efektem procesów obliczeniowych wyrażanych ostatecznie w oknie dialogowym w formie językowej. 

Tytułowa ilustracja została wygenerowana za pomocą sztucznej inteligencji.
Pogrubienia pochodzą od redakcji.