Ze sklepów znikają Nutella i Pepsi. Sojusz, do którego należy Biedronka, wydał wojnę gigantom

Sieci handlowe wnerwiły się nie na żarty i chyba nie zamierzają brać jeńców. Z półek sklepowych w Niemczech znikają dziesiątki produktów, należących do koncernu PepsiCo i  L’Oréal. W Belgii na cenzurowanym znalazła się m.in. Nutella. Co to ma wspólnego z Polską? Ano to, że w skład koalicji sklepów, które walczą z dyktatem cenowym producentów znajduje się Biedronka.

Co Biedronka ma do Pepsi? Zarzewie konfliktu jest banalne. Korporacje z niepokojem obserwują rosnące ceny energii elektrycznej, transportu i surowców. Przeliczają, kalkulują i dochodzą do wniosku, że utrzymywanie dotychczasowych cen przestaje im się opłacać. Pokazują więc sieciom handlowym nowe cenniki, a te stwierdzają, że w takim razie chyba podziękują.

Wolą wyczyścić półki niż pójść na, ich zdaniem, dyktat globalnych producentów FMCG.

Pepsi znika ze sklepów

Efekt? Największa niemiecka sieć Edeka wycofuje z obrotu prawie cały asortyment PepsiCo – donosi „Lebensmittelzeitung”. Przypomnijmy dla porządku, że poza Pepsi, do koncernu należą też takie marki jak Lipton, Gatorade czy Lay’s. Wcześniej holding wdał się w przepychanki z L’Oréalem. W ich wyniku z półek zniknęło około 150 produktów tej firmy.

Bizblog.pl poleca

Edeka toczy też pomniejsze bitewki z firmami Melitta i Granini. Z tą drugą walczy nawet w sądzie, bo szefowie niemieckiego sklepu uznali, że po wyrzuceniu soków Albi zaczną sprzedawać napoje, które będą do nich łudząco podobne.

Bitwa z cenami rozlewa się w ten sposób stopniowo na resztę kontynentu. W Belgii dyskont Colruyt usunął z oferty Nutellę i wyroby Mondelez, do którego należy czekolada Milka.

Sieci handlowe argumentują te ruchy w następujący sposób: producenci chcą przenieść na nas cały koszt podwyżek, nie zmniejszając zysków. To doprowadzi do tego, że my będziemy musieli znacząco podnieść ceny, a to uderzy w klientów końcowych.

To zresztą nie wszystko Przedstawiciele sklepów chcą też wiedzieć, co się stanie, gdy ceny prądu spadną do wcześniejszych poziomów. Bo przecież automatyczne obniżki cen ze strony producentów nie będą wówczas czymś całkowicie naturalnym.

W interesie konsumenta chcemy również zawrzeć jasne porozumienia w tej sprawie. Z tego powodu negocjacje są w tym roku trudniejsze niż w poprzednich latach, a także zajmują więcej czasu

– tłumaczył serwisowi dyrektor operacyjny Colruyt Group, Marc Hofman.

Biedronka w potężnym sojuszu

Kilka lat temu podobna konfrontacja zakończyłaby się pewnie wielkim sukcesem Pepsi i spółki. Sieci handlowe wróciłyby z podkulonym ogonem podpisywać niekorzystne aneksy, a konsumenci tych protestów nawet by nie zauważyli. Tak by było, gdyby sklepy w odpowiedzi na silną pozycję największych producentów na świecie nie zawiązały potężnego sojuszu.

Ów sojusz nazywa się Epic Partners i został powołany do prowadzenia wspólnych, ponadnarodowych negocjacji zakupowych. W jego skład wchodzi portugalski oddział Jeronimo Martins, Biedronka, niemiecka Edeka, Magnit z Rosji, szwedzka sieć spożywcza ICA, szwajcarski Migros i holenderski sklep internetowy Picnic. Wszystkie podmioty zrzeszone w EP generują sprzedaż na poziomie 140 mld euro rocznie.

Ciekaw jestem, jak sytuacja będzie się rozwijać w innych krajach. W Polsce konsumenci chyba do wysokich cen się już przyzwyczajają. W słodkie napoje uderzył przecież podatek cukrowy, a dzieła zniszczenia dopełnia szalejąca inflacja.

Jak wynika z raportu CMR, średnia cena napojów gazowanych skoczyła w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. o ok. 26 proc. O masowym buncie Polaków nikt jednak nie mówił, choć sprzedaż spadła. Biedronka pewnie dwa razy się zastanowi, zanim wejdzie w konflikt z PepsiCo.