Podatek od mięsa sprawi, że schabowy stanie się luksusem. Nie liczcie jednak na to, że warzywa będą tanie

Jeśli Unia Europejska wprowadzi podatek od mięsa, to Polacy mogą zagrać na nosie urzędnikom w Brukseli i masowo przejść na wegetarianizm. Szkopuł w tym, że przez suszę taka dieta może okazać się jeszcze bardziej drenująca nasze portfele niż mocno opodatkowane mięso.

Koalicja TAPP (The True Animal Protein Price Coalition) chciałaby podatek mięsny wprowadzić już w 2022 r. W ten sposób celują w redukcję CO2, ale też chcą stworzyć specjalny mechanizm, dzięki któremu unijnym rolnikom będzie nieco lżej unowocześniać swoje gospodarstwa i np. przechodzić wyłącznie na hodowlę warzyw i owoców. To już kolejny sygnał wskazujący wprost, że za chwilę mięso może stać się wyjątkowo drogim składnikiem naszego menu. 

Bizblog.pl poleca:

Tak jakby już teraz, bez tego cena mięsa w ostatnim czasie nie szybowała ostro w górę. Przecież jak informuje GUS, w okresie od grudnia 2018 do grudnia 2019 r. wieprzowina zdrożała aż o 23,6 proc., a ceny wędlin o 11,9 proc. Najtańszy tradycyjnie drób podrożał w tym czasie o 7,1 proc. I za bardzo nie ma szans na wypatrzenie jakiś pozytywnych zmian w tym zakresie. Głównie za sprawą ciągle niekontrolowanych jednak ognisk ASF w Chinach oraz presji na redukcję emisji dwutlenku węgla – również w rolnictwie. 

Niestety jest jeszcze gorsza wiadomość. Jeśli myślimy, że zastawiając stół warzywami i owocami zamiast coraz bardziej drogimi wędlinami i mięsami zostawimy więcej pieniędzy w kieszeni – jesteśmy w błędzie. I wcale nie chodzi o to, że od grudnia 2018 do grudnia 2019 r. też zdrożały: o 12,1 proc. (owoce) i 12,3 proc. (warzywa). Ważniejsze, że przez fatalną sytuację hydrologiczną kraju i suszę za chwilę także dania bezmięsne mogą okazać się mocno kosztowne. 

Ciepły styczeń nie pomógł. Susza w pełnej okazałości

Naukowcy z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza nie mają cienia wątpliwości: chcąc przywrócić sytuację hydrologiczną kraju jeszcze sprzed paru lat, teraz musiałby co najmniej przez dwa miesiące padać deszcz non stop. Owszem, we wrześniu 2019 r. rząd przyjął uchwałę ws. założeń do programu podniesienia retencji w Polsce w latach 2021–2027. Dzięki temu na przełomie 2020 i 2021 r. ma dwukrotnie zwiększyć się możliwości magazynowania wody w naszym kraju. Tyle że jaka sama natura nie zacznie być pod tym względem dla nas zdecydowanie bardziej łaskawa – to i te rządowe starania na nic się zdadzą. 

I tak niekolorową sytuację pogarsza kolejna, bezśnieżna zima. W styczniu już było bardzo źle.

Średnia temperatura w styczniu tego roku wyniosła 3,3 stopnie Celsjusza. To był czwarty najcieplejszy styczeń od początku obserwacji i prowadzenia pomiarów, czyli od 1848 roku. Taka sama temperatura została odnotowana w 1921 roku

– mówi „Głosowi Wielkopolski” Tomasz Kasprowicz z IMGW w Poznaniu.

Nie pomaga też fakt, że zgodnie z danymi meteorologicznymi od 1950 r. okres zimowy w naszym kraju skrócił się o dwa tygodnie. Z kolei okres letni, gdy mamy do czynienia z wysokimi temperaturami, wydłużył się o 4 tygodnie. Analizy Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polski i Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie pozostawiają żadnych wątpliwości: z pełną odpowiedzialnością teraz możemy mówić, że w Polsce mamy do czynienia z intensywną suszą atmosferyczną i rolniczą.

Prawie 400 mln zł na walkę z suszą

O tym, że sytuacja jest naprawdę poważna, niech świadczy fakt, że w tym roku większego wyzwania niż przeciwdziałanie skutkom suszy dla Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej nie będzie. Tylko na działania związane z ochroną przed brakiem opadów z jednej strony i powodzią z drugiej, w tym te z zakresu małej retencji, Wody Polskie w tym roku przeznaczą prawie 400 mln zł. Uruchomiono także serwis Stop Suszy! – gdzie mają znaleźć się wszystkie niezbędne informacje – także dotyczących programów finansowych. 

Do 15 lutego z kolei potrwają ogólnopolskie konsultacje społeczne związane z planem przeciwdziałania skutkom suszy (PPSS). Dokument opracowywany jest na okres 6 lat (2021-2027). Ma na celu: skuteczne zarządzanie zasobami wodnymi dla zwiększenia dostępnych zasobów wodnych, zwiększanie retencjonowania (magazynowania) wód, edukację w zakresie suszy i koordynacja działań powiązanych z suszą oraz stworzenie mechanizmów realizacji i finansowania działań służących przeciwdziałaniu skutkom suszy.

Bilans poprzednich lat, czyli efekt domina

Eksperci wskazują, że taka sytuacja hydrologiczna kraju to także pokłosie ostatnich lat. Wszak w czerwcu 2019 r. na mapie Polski nie aż tak trudno było pokazać miejsca, gdzie temperatura powietrza przekroczyła 35 st. C. Temperatura powierzchni gleby z kolei sięgała 42 stopni. 

Zaczęła się robić pustynia w stosunku do otaczającego nas Pomorza, pasa wyżyn. Nie było opadów deszczu, a jeśli się one zjawiały to miały charakter nawalny

– uważa prof. Jan Przybyłek z zakładu Hydrogeologii i Ochrony Wód w Instytucie Geologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jaki jest tego efekt? W kopanych na polach studniach wody jest jak w lato – mniej niż 1,5 m. Dlatego prawdziwym ratunkiem byłaby deszczowa wiosna, dzięki czemu gleba miałaby szansę na zwiększenie swoich zasobów wodnych.

Że mięso drogie? Za chwilę cena warzyw i owoców może szokować

Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej, na antenie Radia Plus stwierdził, że nasz kraj w ty roku może dotknąć najsilniejsza susza od pół wieku. Wszystko za sprawą kiepskich opadów deszczu, które nie dość, że nie są porównywalne z tymi jeszcze sprzed kilku lat, to w dodatku ich liczba od 3 lat systematycznie spada. Co gorsza, na co zwracają uwagę chociażby analitycy Credit Agricole: susza odnotowywana jest na znaczne części terenów Unii Europejskiej, co z kolei mocno ogranicza możliwości importu tańszych warzyw i owoców z zagranicy, by w ten sposób podreperować braki rodzimego rynku. 

Nic nie poradzimy, musimy szykować się na takie skutki suszy. Już w 2019 r. odnotowano spadki produkcji owoców ok. 3,9 mln ton wobec rekordowych 5,1 mln ton w 2018 r. (spadek o ok. 24 proc. r/r). Mniejsze były zbiory dotyczące owoców z drzew (spadek o ok. 25 proc. r/r), a także tych z krzewów i plantacji jagodowych (spadek o ok. 20 proc. r/r). To wszystko powoduje, że na wiosnę za warzywa i owoce możemy płacić krocie. Zdaniem Związku Sadowników RP najgorzej będzie z jabłkami, gruszkami, śliwkami, wiśniami i czereśniami. Tutaj podwyżki mogą sięgnąć nawet kilkunastu procent. Z warzywami wcale nie ma być lepiej. Wg ekonomistów PKO Banku Polskiego tylko w pierwszym kwartale 2020 r. inflacja może wynieść 3,5 proc.

Bruksela da ekstra kasę na walkę z suszą?

Na ceny warzyw i owoców z pewnością wpływ będzie miała energia elektryczna. Ta pochodząca od węgla (od której polska gospodarka uzależniona jest w ok. 77 proc.) będzie z roku na rok coraz droższa. Jasno na to wskazuje dynamika cen za emisję CO2 oraz Zielony Ład dla Europy, który jak najbardziej podtrzymał wcześniej wyznaczony kierunek do neutralności klimatycznej w 2050 r. 

Bardzo więc możliwe, że europejskim, w tym polskim rolnikom trzeba będzie odgórnie pomóc. Już w sierpniu ubiegłego roku Francja apelowała do Komisji Europejskiej, by uruchomić w tym celu miliard euro i tak próbować niwelować skutki suszy. Bardzo możliwe, że Bruksela przez taką aurę będzie musiała podjąć bardziej zdecydowane kroki. Zwłaszcza że prognozy absolutnie nie napawają optymizmem.

Według szacunków Met Office globalne temperatury nadal będą rosnąć, chyba że dojdzie do nieprzewidywalnych wydarzeń, takich jak np. poważna erupcja wulkanu. Inaczej w tym roku świat zbliży się jeszcze bardziej do granicy załamania klimatu, czyli ocieplenia o ponad 1,5 st. C od czasów sprzed epoki przemysłowej.