Nazwa zobowiązuje? Robinhood jest oskarżany przez klientów o „rozdanie” ich pieniędzy

Afera związana z jednym z największych amerykańskich fintechów byłaby zabawna, gdyby nie to, że w jej wyniku część klientów straciła oszczędności życia. Robinhood twierdzi, że konta użytkowników padły ofiarą ataku phishingowego. Ale sami zainteresowani mają na ten temat inne zdanie – twórcy aplikacji przez swoje niedbalstwo wyłożyli oszustom ich pieniądze na srebrnej tacy.

Żyję teraz w ogromnym stresie, to były wszystkie moje oszczędności

– opowiada „Bloombergowi” Pruthvi Rao, inżynier oprogramowania z Chicago.

Mężczyzna miał na swoim koncie akcje Netfliksa. Na początku października dostał jednak powiadomienie, że udziały zostały sprzedane, a 2850 dol., które powinny znaleźć się na jego rachunku, zniknęło. Rao napisał kilkanaście maili do biura obsługi Robinhooda. Jedynym konkretem, jaki padł ze strony startupu, jest informacja o przekazaniu sprawy odpowiedniej komórce ds. oszustw, której dochodzenie może potrwać… do kilku tygodni.

Odpowiedź Robinhooda: oj tam, oj tam

Z podobnym problemem spotkała się waszyngtońska prawniczka Soraya Bagheri, która straciła 10 tys. dolarów i kilku innych użytkowników, do których relacji dotarł Bloomberg. Ich zeznania łączy jedno – wszyscy próbowali interweniować w biurze obsługi Robinhooda i odbili się od ściany. Okazało się, że startup, który do niedawna dzierżył miano najwyżej wycenianego fintechu w USA, jest całkowicie bezradny.

Robinhood odbija jednak piłeczkę. Twierdzi, że kradzieże dotyczą ograniczonej liczby użytkowników, którzy padli ofiarą cyberprzestępców po przechwyceniu przez tych ostatnich prywatnych kont e-mail należących do ofiar. Wniosek? Nasuwa się sam – użytkownicy nie zadbali o bezpieczeństwo, a teraz bombardują obsługę skargami. W mailach do klientów firma podkreśla, że pracownicy są zajęci i nie będą w stanie na bieżąco informować o postępie śledztwa.

Poszkodowanych to nie przekonuje. Wszyscy, jak jeden mąż, biją się pierś: konto było podpięte pod różne usługi, a wyciek miał miejsce tylko w przypadku Robinhooda. Zwracają też uwagę, że pieniądze trafiły na konta prowadzone przez Revoluta (który notabene też zaczął już własne dochodzenie). Sprawa została też zgłoszona do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC)

Robinhood czy Robin Hood?

Poszkodowani użytkownicy zgłaszali problemy już po otrzymaniu pierwszego alertu. Całymi dniami bezskutecznie dobijali się do pracowników Robinhooda. Aplikacja nie ma jednak nawet numeru alarmowego. Klienci mogli więc tylko bezradnie obserwować, jak środki znikają z ich kont. Można byłoby więc złośliwie napisać, że Robinhood, niczym swój literacki imiennik, rozdał nie swoje pieniądze.

Analogia, jak każda, nieco jednak kuleje. Amerykańska aplikacja nie celuje w milionerów. To raczej przedmiot uwielbienia drobnych graczy – millennialsów, którzy w trakcie pandemii, poczuli, że mają żyłkę do inwestowania. A, że Robinhood pozwala na obracanie akcjami za pomocą kilku kliknięć i to bez narzucania prowizji, szybko stał się jedną z bardziej pożądanych apek. Tylko w pierwszym kwartale roku konta założyło tam 3 mln Amerykanów.

W połowie sierpnia, po ostatniej rundzie finansowania, Robinhood został wyceniony na 11,2 mld dol. – najwięcej wśród amerykańskich fintechów. Zdetronizowany został dopiero w połowie września przez Chime, którego wycena sięgnęła 14,5 mld dol. Ale takie detale to dzisiaj najmniejsze zmartwienie twórcy aplikacji.