Nagła wolta polskiego rządu. Teraz jesteśmy proeko i dumnie prężymy pierś przed Komisją Europejską

Serwis WysokieNapiecie.pl dotarł do projektu odpowiedzi polskiego rządu na zapytania Komisji Europejskiej względem Krajowego Planu dla Energii i Klimatu, który ma być takim środowiskowym drogowskazem do 2030 r. I wychodzi na to, że zakładany jest większy udział OZE niż to wcześniej planowano.

Im bliżej do negocjacji dotyczących unijnego budżetu na kolejną siedmiolatkę (2021-2027), tym bardziej polski rząd pokazuje Brukseli, że potrafi też w niektórych miejscach ustąpić. Tak jak na polskiej scenie gra uparcie rolę nieprzejednanego, tak na międzynarodowej arenie coraz częściej pokazuje, że można się z nim jak najbardziej dogadać. O ile w tle są jakieś pieniądze do zdobycia.

Przykładem jest chociażby Krajowy Plan dla Energii i Klimatu. W nim zawarto zapis, że do 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii w polskim miksie energetycznym osiągnie poziom 13,8 proc.

Obecnie ok. 77 proc. energii elektrycznej w Polsce wytwarzane jest z węgla kamiennego i brunatnego. Ze względu na wycofywanie wyeksploatowanych jednostek wytwórczych, konieczność spełnienia restrykcyjnych wymagań w zakresie ochrony środowiska oraz pogarszającą się sytuację rynkową udział węgla w strukturze produkcji energii elektrycznej będzie się systematycznie zmniejszał – czytamy na stronach Krajowego Planu.

Udział OZE ma przekroczyć 20 proc. w naszym miksie dopiero po 2030 r. Wtedy polska gospodarka powinna być uzależniona od węgla w 60 proc. (dzisiaj w ok. 77 proc.).

Plan, który kłoci się z założeniami UE

Nie trzeba być szczególnym specjalistą, żeby zobaczyć, że nawet jak Polska podąża tym samym kierunkiem co UE, to i tak to robi w zastraszająco wolnym tempie. Jakby stała w miejscu. Przecież za chwilę minie rok od ogłoszenia przez Brukselę neutralność względem gazów cieplarnianych w 2050 r. Już w 2030 r. emisyjność dwutlenku węgla miałaby spaść o 45 proc.

Możemy zmaksymalizować udział odnawialnych źródeł energii – to będzie podstawa naszego systemu energetycznego. Ponad 80 proc. energii elektrycznej będzie pochodziło ze źródeł odnawialnych do 2050 r. – zapowiadał ówczesny wiceszef KE ds. unii energetycznej Marosz Szefczovicz.

Krajowy Plan dla Energii i Klimatu – w swojej pierwotnej wersji – przy tym wygląda jak ponury żart i pokazuje, że tak naprawdę polski rząd od węgla odchodzić nie chce. 

Polski rząd jednak przyspiesza grę w zielone

Ale teraz okazuje się, że jednak można bardziej dostosować się do unijnej strategii dotyczącej OZE. W projekcie odpowiedzi na uwagi Komisji Europejskiej co do Krajowego Planu, czytamy, że do końca 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii w polskim miksie energetycznym osiągnie jednak poziom 15 proc., a. nie jak zakładano wcześniej – 13,8 proc.

Skąd taka nagła zmiana stanowiska? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. I nie inaczej jest w tym przypadku. Wszak nie jest tajemnicą, że w unijnym budżecie na lata 2021-2027 będzie sporo pieniędzy na zieloną energię. Ale będą mogli z nich korzystać tylko co, którzy zrealizowali swoje cele klimatyczne. W grze zaś jest nawet kilka miliardów euro. Jest się więc o co bić i pod co zmieniać wcześniejsze plany.

Interpretacyjny slalom w dwa miesiące

Większy udział OZE w miksie ma się udać m.in. dzięki nowelizacji przepisów dotyczących odnawialnych źródeł energii. Dzięki nowym regulacjom łączny przyrost produkcji energii elektrycznej z OZE z aukcji w tym roku wyniesie około 10 TWh. Tak przynajmniej twierdzi Ministerstwo Energii. Nowe przepisy mają też ułatwić sprawę aukcji i przetargów (m.in. wydłużono czas budowy instalacji). Do tego doszło wsparcie rozwoju prosumenckiego wytwarzania energii.

W tym ostatnim przypadku decydujący może okazać się rządowy program „Mój Prąd”. Dzięki niemu ma powstać ok. 200 tys. nowych instalacji fotowoltaicznych, co powinno przełożyć się, wedle rządowych obliczeń, na redukcję dwutlenku węgla w granicach 600–800 tys. ton. Ilość energii zaś wyprodukowanej ze wszystkich instalacji ma wynieść ok. 1 TwH.

Nie do końca jednak wiadomo, jak to się ma do jeszcze przedwakacyjnych decyzji polskiego rządu, który stojąc ramię w ramię z Czechami, Węgrami i Estończykami sprzeciwił się europejskim planom dotyczących neutralności klimatycznej. A rzecznik rządu grzmiał:

Premier Morawiecki broni interesów Polski ws. polityki klimatycznej. Cel: uczciwe rozłożenie kosztów ochrony klimatu z uwzględnieniem specyfiki krajów. Cele klimatyczne ważne tak samo jak sposoby ich realizacji zapewniające bezpieczeństwo obywateli, przedsiębiorców i gospodarki – tłumaczył wtedy taką a nie inną postawę polskiego premiera Piotr Müller.