Metro napędzane słońcem i wiatrem. Transport w Londynie staje się bezemisyjny

W ciągu najbliższej dekady metro w Londynie stanie się neutralne dla klimatu. W jaki sposób? Zadbają o to setki turbin wiatrowych i miliony paneli słonecznych, które dostarczą prąd napędzający podziemne wagoniki.

Burmistrz Londynu Sadiq Khan złożył obietnicę, że do 2030 r. cały transport publiczny w Londynie będzie pracował bez emitowania do atmosfery szkodliwego dwutlenku węgla. Wyzwanie to niemałe, bo Transport for London (organizacja odpowiedzialna za komunikację publiczną) szacuje swoje potrzeby energetyczne na 1,6 TWh rocznie. To mniej więcej tyle, ile zużywa 437 tys. gospodarstw domowych.

Żarłoczne metro

Gros z tych zapotrzebowani idzie na konto londyńskiego metra. Dokładnie 1,2 TWh rocznie. TfL już dzisiaj rozgląda się więc za dostawcami, którzy mogli zaopatrzyć go w zieloną energię. Według wyliczeń British Business Energy trzeba w tym celu znaleźć około 200 turbin wiatrowych lub 5,6 miliona paneli słonecznych.

Gdyby te drugie ustawić obok siebie, zajęłyby ok. 12 km kwadratowych, czyli mniej więcej tyle, ile powierzchni ma dzielnica Chelsea. Obecnie prąd pochodzący z OZE zapewnia tylko 16 proc. energii potrzebnej londyńskiemu metru do funkcjonowania.

Jako jeden z największych pojedynczych nabywców energii w Londynie, ważne jest, aby TfL był liderem w dziedzinie zielonej energii

– tłumaczy Sadiq Khan

Londyńskie metro nie po raz pierwszy stawia na innowacyjne rozwiązania. TfL od 2013 r. testuje system wyłapywania ciepłego powietrza (18-28 stopni Celsjusza), które gromadzi się w tunelach. Zamiast pozwalać mu uciekać szybami wentylacyjnymi, londyńczycy kierują je do sieci ciepłowniczej. Projekt podzielony na razie na dwie fazy pozwala ogrzewać już 1,7 tys. domów, a zdaniem Greater London Authority szersze wykorzystanie tej technologii pozwoliłoby zaspokoić 38 proc. zapotrzebowania miasta.

Jak w XIX w.

Obserwując to wszystko z Warszawy, Krakowa czy Gdańska, plan Wyspiarzy może wydawać się przesadnie ambitny. W rzeczywistości wpisuje się jednak po prostu w ogólnokrajowe zamierzenia Wielkiej Brytanii dot. walki ze zmianami klimatu.

Brytyjczycy przyjęli cel, by do 2050 r. przestać emitować gazy cieplarniane. W ciągu ostatnich 30 lat udało im się zredukować emisję o ponad 40 proc. Co dalej? W perspektywie 10 lat aż jedna trzecia energii ma być produkowana dzięki turbinom wiatrowym. Od 2035 r. w życie wejdzie zakaz sprzedaży samochodów napędzanych silnikami spalinowymi.

Według danych Carbon Brief w 2019 r. emisja dwutlenku węgla w Wielkiej Brytanii spadła do poziomu z 1888 r.