Hutnicy piszą dramatyczny list do premiera, zakłady w opłakanym stanie. A Rosjanie się cieszą

Nie wykorzystujemy swojego potencjału , a w dodatku coraz więcej stali sprowadzamy zza granicy. Do tego dochodzi europejska polityka proklimatyczna. Hutnictwo w Polsce jest w coraz gorszej kondycji. Związkowcy oskarżają rząd oraz UE i zapowiadają, że jeszcze w czerwcu wyjdą na ulice.

Fot. KPRM/Flickr.com/Domena publiczna

O pogarszającej się konkurencyjności polskiego hutnictwa, wynikającej przede wszystkim z coraz większych kosztów energii Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa alarmowała już lata temu. To nie jest żaden nowy temat. Tyle tylko, że teraz związkowcy mocniej uderzyli w stół i zaczęli straszyć, że jak tak dalej pójdzie, to jeszcze w czerwcu wyjdą na ulicę. Na razie napisali do premiera list.

Szanowny Panie Premierze, Polska węglem i stalą stała. Dokonywaliśmy rekordowego wydobycia węgla i produkcji stali. Dziś rekordowy jest import i węgla, i stali do Polski. Huty są w sensie dosłownym wygaszane, choć w 2018 roku polska gospodarka zużyła rekordową ilość stali. Koniunktura w przemyśle i duże inwestycje sprawiły, że krajowe zużycie wyrobów stalowych wzrosło o ok. 10 proc. Prawie trzy czwarte popytu zaspokoił import – czytamy w liście, który skierował do Mateusza Morawieckiego przewodniczący WZZ Sierpień 80 Bogusław Ziętek.

Zobacz także:

Hutnictwo w Polsce cierpi na coraz większy import.

Według związkowców jedną ze śmiertelnych chorób polskiej branży hutniczej jest zbyt rozpasany import. Patrząc na rynkowe dane – naprawdę trudno z tym dyskutować. Z danych World Steel Association (WSA), Wood Mc Kenzie oraz Hutniczej Izby Przemysłowo- Handlowej (HIPH) wynika, że sytuacja zmienia się błyskawicznie

Jeszcze w 2016 r. Polska z importem na poziomie 4,6 mln ton zajmowała 9. pozycję w światowych tabelach. W ubiegłym roku stali z zagranicy sprowadziliśmy jeszcze więcej i z wynikiem 6,7 mln ton wskoczyliśmy na globalne podium. Co ciekawe w 2018 r. przeciętny Polak miał zużyć netto na osobę 176 kg wyrobów stalowych, co daje pierwsze miejsce na świecie. Wg HIPH ubiegłoroczne zużycie wyrobów stalowych w naszym kraju wyniosło 14,8 mln ton i było o ok. 10 proc. wyższe niż to w 2017 r.

Najgorsza jest stal z Rosji.

Hutniczy związkowcy wyrywają włosy z głów, bo nie dość że kupujemy coraz więcej stali za granicą, to co gorsza sporo jej sprowadzamy z Rosji, która podobno obarczona jest europejskimi i amerykańskimi sankcjami gospodarczymi.

Nie rozumiem, jak działają sankcję na Rosję, skoro część produktów stalowych nie jest objętych jakimkolwiek cłem – zastanawiał się w rozmowie z RMF FM Józef Kawula, wiceprzewodniczący NSZZ Pracowników ArcelorMittal Poland S.A. 

Tylko w pierwszym kwartale 2018 r. import stali wzrósł o 12 proc. W tym czasie z Rosji do Polski napłynęło przeszło 360 tys. ton wyrobów stalowych, czyli ponad połowa całego importu z tego kraju w 2017 r.

Wzmożony import dotyczy przede wszystkim wyrobów długich, czyli szyn, kształtowników, walcówki czy prętów, a w mniejszym zakresie rur. Importowane wyroby pochodzą m.in. z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Mołdawii czy Turcji – uważa Stefan Dzienniak, prezes HIPH.

Bo Rosja lubi, jak kupujemy od nich stal i węgiel.

Dane dotyczące importu z Rosji nie martwią w kontekście nakładanych sankcji gospodarczo-politycznych, a bardziej pod kątem naszego coraz większego uzależnienia od kraju Putina. Przecież nie tylko w kontekście handlu stalą staramy się robić Rosji jak najlepiej. W przypadku węgla jest bardzo podobnie.

Import węgla do Polski wzrósł w ubiegłym roku o 52 proc. Chodzi w sumie o 19,67 mln ton. Co istotne: aż 78 proc. surowca z tej puli pochodzi z Rosji. Co więcej: za naszą wschodnią granicą podjęto już rozmowy z przedstawicielami przemysłu górniczego oraz kolei, które mają doprowadzić do obniżenia kosztów transportu, tak aby węgiel z Rosji nadal był tani i skutecznie nęcił europejskich odbiorców.

Kolejne piece w Polsce do wygaszania.

Perspektywa wzrostu importu wyrobów stalowych z Rosji wcale nie trąci książkami fantasy. Warto przy tej okazji przyjrzeć się co w tej kwestii dzieje się na rodzimym podwórku. A sytuacja nie napawa zbytnim optymizmem. Na początku czerwca Huta “Łaziska” informowała o wygaszeniu trzech pieców produkcyjnych. Przy nich pracuje obecnie ledwo co czwarty pracownik. Reszta przenoszona jest do innych działów. Ludzie zachęcani są także do brania zaległych urlopów.

W maju produkcję z kolei wstrzymała ISD Huta Częstochowa. 800 pracowników wysłano na urlopy postojowe. Za czerwiec załoga ma otrzymać tylko 60 proc. wynagrodzenia. Od kwietnia prowadzone są rozmowy między bankami, a funduszem inwestycyjnym Greybull Capital na temat zakupu zakładu. Wcześniej o planach wygaszania wielkiego pieca w Hucie Sędzimir w Krakowie poinformował z kolei ArcelorMittal. Pracodawca obiecał, że taka decyzja nie wiąże się ze zwolnieniami. Ale część pracowników musi pogodzić się z otrzymywaniem tzw. postojowego, czyli mniejszego wynagrodzenia.

Emisja dwutlenku węgla nie bierze rannych.

Ale to wcale nie import wygasza piece hutnicze w Polsce. Chociaż pewnie jakiś wpływ ma. Ale podstawową przyczyną jest wzrost cen emisji dwutlenku węgla. I to właśnie rosnące koszty stoją za wysyłaniem załogi na postojowe i płaceniem jej tylko częsści wynagrodzenia. Bo UE chce walczyć z zanieczyszczeniem powietrza i marzy jej się neutralność klimatyczna.

Od lat ostrzegaliśmy, że polityka klimatyczna Unii Europejskiej spowoduje upadek hutnictwa w Polsce. Dzisiaj to już się dzieje. Energia elektryczna dla przemysłu jest w naszym kraju 60 proc. droższa niż np. w Niemczech, a ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosły w ciągu 2 lat z pięciu do dwudziestu czterech euro za tonę. Dla przedsiębiorstw energochłonnych te koszty są nie do udźwignięcia – twierdzi Andrzej Karol, przewodniczący Krajowej Sekcji Hutnictwa NSZZ Solidarność.

Związkowcy ostrzegają: wyjdziemy na ulice.

To, że polityka klimatyczna UE stoi za kłopotami polskiego hutnictwa to pogląd dosyć popularny.

Znamienne jest także i to, że Unia Europejska, która zrodziła się z Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, okazuje się dziś wyrodnym dzieckiem. UE ruguje węgiel i stal z państw członkowskich, tłumacząc to polityką klimatyczną, a jednocześnie jest szeroko otwarta na import surowców spoza krajów Unii. Uderza to w żywotne interesy Polski i wymaga zdecydowanej reakcji. Przyjęliśmy informację, iż w najbliższych dniach Stały Komitet Rady Ministrów zajmie się projektem ustawy w sprawie rekompensat dla przedsiębiorstw energochłonnych. Lepiej późno niż wcale. Przypomnijmy, że ruch związkowy od szeregu lat domaga się wsparcia branż energochłonnych. Był to jeden z postulatów historycznego, bo pierwszego po 1989 roku strajku generalnego na Śląsku, który odbył się w marcu 2013 roku – wskazują związkowcy w liście do premiera i sugerują, by się tym problem zając jak najszybciej.

Inaczej hutnicy będą chcieli walczyć o swoje z rządem innymi metodami.

Powinniśmy wspierać własne hutnictwo. Niestety, nasz kochany rząd tego nie robi. Jeżeli nie uzyskamy od rządu zapewnień w czerwcu, to wyjdziemy na ulicę i nie będzie to tak pięknie wyglądało, jak się rządowi wydaje – ostrzega Józef Kawula.