W skarbcach giganta leżą stosy fałszywych sztabek złota. Oszuści zalewają nimi rynek

Jeden z największych banków inwestycyjnych na świecie znajduje u siebie podrabiane sztabki złota. Co ciekawe, ich fałszywość nie polega na oblewaniu złotem mniej szlachetnego kruszcu. Oszuści podrabiają po prostu logo największych rafinerii złota na świecie.

W ciągu ostatnich 3 lat w skarbcach JP Morgan Chase&Co. znaleziono podrobione sztabki o wartości co najmniej 50 mln dolarów – twierdzą źródła agencji Reuters.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda w 100 procentach uczciwie. Złote sztabki oznaczone są za pomocą symboli stosowanych przez szwajcarskie rafinerie. Gdyby było inaczej, byłyby zapewne bez trudu identyfikowane. Ale w tym przypadku sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Bizblog.pl poleca:

Wyrafinowane oszustwo

Rozmówcy agencji sami przyznają, że rzeczywistą skalę fałszerstwa trudno jest wiarygodnie ocenić. Wszystko przez to, że sztabki rzeczywiście produkowane są niemal ze szczerego złota. Cała różnica może ewentualnie polegać na tym, że zamiast standardowego 99,99%, dostaniemy 99,98% lub nawet 99,90%. Różnice są więc bardzo nieznaczne. Przedstawiciele rafinerii podkreślają, że nawet oni mają problem z określeniem, czy sztabka została wyprodukowana legalnie.

Skoro więc złoto jest naprawdę złotem, to w czym problem? Ano w tym, że pieczęć od uznawanej rafinerii złota oznacza, że kruszec pochodzi z legalnego źródła. Jeżeli oszuści je podrabiają, może to oznaczać (i zapewne oznacza), że złoto pochodzi z krajów, które nie mogłyby go legalnie sprzedać na rynku. Ergo – prawdopodobnie zasilają portfele grup terrorystycznych albo dyktatorów z niektórych państw afrykańskich, Wenezueli czy Korei Północnej.

Przepisy, które temu zapobiegają przyjęto m.in w USA. Klauzula zawarta w ustawie Dodda-Franka zobowiązuje amerykańskie firmy do ujawniania, skąd pochodzi złoto, którym obracają. Amerykański rząd chce bowiem wiedzieć, czy nie został one wydobyty w jednym z krajów Ameryki Środkowej i nie służy do finansowania konfliktów zbrojnych w tym regionie.

Rafinerie się zbroją

Agencja podaje, że fałszywe sztabki wchodzą na rynek prawdopodobnie przez Azję – za pomocą dealerów w Japonii, Tajlandii i Hong Kongu.

Rafinerie powoli jednak reagują. Szwajcarki Metalor ogłosił, że nakłada na sztabki plamki atramentu, które oglądane pod światło, mają się zachowywać jak znaki wodne na banknotach.

Firma zadecydowała też, że będzie pozyskiwać kruszec tylko od dużych przemysłowych dostawców. To z jednej strony zabezpieczenie przed oszustwami, z drugiej decyzja ta nie uderza zbyt mocno w interesy Metalora. Złoto z rzemieślniczych kopalń stanowi tylko 5 proc. kruszcu oczyszczanego przez spółkę. Dodatkowe zabezpieczania ma też Valcambii. Ta rafineria skanuje z kolei powierzchnię sztabek, a następnie umożliwia sprawdzenie za pomocą aplikacji, czy wyszła ona spod jej maszyn.

Ucieczka od dolara

Rola zabezpieczeń w obrocie złotem będzie rosła wraz ze wzrostem popytu na ten kruszec. Zapotrzebowanie rośnie wraz z rosnącym przekonaniem o nadciągającym kryzysie (ew. spowolnieniu gospodarczym). W ostatnich dniach cena uncji przekroczyła 6 tys. zł., co oznacza, że wartość królewskiego metalu poszła w górę o 1/4 od początku roku.

Wzrosty napędzają przede wszystkim kraje, starające się zmniejszyć swoje uzależnienie od dolara z Rosją na czele. Nasi wschodni sąsiedzi odpowiadają za za 40 proc. zakupów złota, które trafia do banków centralnych, oraz za 6 proc. światowego popytu. Na potęgę złoto skupują też Chiny, Kazachstan, Turcja, Ekwador, Katar, Kolumbia oraz polski NBP.