Awaria w Elektrowni Ostrołęka. Do rzeki mogło trafić pięć ton oleju. GIOŚ zapowiada kontrolę

Na skutek awarii do rzeki miał dostać się olej turbinowy. Zabezpieczający Narew przez weekend strażacy twierdzą, że nie ma już żadnego zagrożenia. W Ostrołęce dzisiaj mają pojawić się przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Fot. Sylwester Górski /Wikipedia.org/CC BY-SA 4.0

Pechowy weekend w Ostrołęce. Najpierw Ostrołęckie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji poinformowało, że część mieszkańców może mieć kłopot z dostępem do wody, a potem okazało się, że w tym samym czasie szerokim łukiem najlepiej omijać Narew. Do rzeki miały bowiem dostać się zanieczyszczenia z pobliskiej Elektrowni Ostrołęka. 

Przedstawiciele Elektrowni Ostrołęka szybko poinformowali, że chodzi o olej turbinowy. Wyciek szacowany był na od 3 do nawet 5 ton. To spowodowało zanieczyszczenie rzeki Narew na odcinku 35 km. 

Rzeka Narew na Mazowszu została skażona na odcinku 35 km od zespołu Elektrowni w Ostrołęce. Do środowiska w wyniku awarii dostał się olej turbinowy TU 32, a nie jak początkowo przypuszczano mazut. Olej turbinowy jest szkodliwy dla środowiska wodnego – informowała Agnieszka Borowska,rzeczniczka Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. 

Na czym polegała awaria w elektrowni Ostrołęka?

Spółka Energa w komunikacje wyjaśniła, że w ostrołęckiej elektrowni doszło do rozszczelnienia chłodnicy oleju uszczelniającego Turbozespołu nr 1. Dzięki szybkiej reakcji miało udać się wyłapać ok. 80 proc zanieczyszczeń. 

Ze wstępnych szacunków wynika, iż do rzeki przedostało się zaledwie ok. 0,6 m3 oleju. W chwili obecnej PSP i Energa Elektrownie Ostrołęka SA prowadzą intensywne działania na rzece mające na celu neutralizację pozostałych zanieczyszczeń olejowych. Jednocześnie EEO SA dementuje wcześniejsze doniesienia medialne o wycieku mazutu. Ustawione na rzece rękawy absorbcyjne i zapory gwarantują, że zaistniała sytuacja nie wpłynie negatywnie na środowisko naturalne i nie zaszkodzi ekosystemowi Narwi – czytamy w komunikacie spółki

Ministerstwo środowiska: będzie kontrola w Ostrołęce

Służby ratownicze akcje zakończyły w niedzielę. Wg ich zapewnień nie ma już żadnego zagrożenia. 

Po wycieku oleju do Narwi, w miejscach, gdzie zostały w sobotę rozstawione zapory, rzeka jest już czysta – informował media oficer prasowy z Komendy Powiatowej w Makowie Mazowieckim młodszy kapitan Bartosz Kołodziejski. 

To, że mieszkańcy Ostrołęki nie mają już się czego martwić potwierdzają również tamtejsi urzędnicy.

W miejscach, w których pozostały plamy oleju (np. zakola rzeki) strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej i Państwowej Straży Pożarnej neutralizują zanieczyszczenie odpowiednimi środkami – tłumaczy Piotr Potulski, kierownik Biura Prasowego Urzędu Miasta Ostrołęki.

Na tym jednak sprawa się nie kończy. Do drzwi Elektrowni Ostrołęka zapukać mają inspektorzy ochrony środowiska. Taką kontrolę zapowiedział minister środowiska Henryk Kowalczyk. 

Elektrownia Ostrołęka będzie o sobie dawać znać

Trzeba trzymać kciuki, żeby więcej takich awarii nie było. Ale to i tak nie będzie gwarantować złej sławy Elektrowni Ostrołęka. Rok temu zaczęła się tam budowa – kosztem 6 mld zł – bloku węglowego 1000 MW. Budowa ma trwać 5 lat i pracować przy niej będzie nawet 5 tys. ludzi. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zarzeka wszędzie gdzie może, że to będzie w Polsce ostatni tego typu blok węglowy. Ten w Ostrołęce ma być zabezpieczeniem energetycznym dla wschodu Polski.

To wszystko dzieje się w przededniu przyjazdu całego świata do Katowic – na Szczyt Klimatyczny ONZ. Polacy są na tyle przynajmniej konsekwentni, że zagranicznych gości witają orkiestra górniczą. A jak już ktoś, w przerwie w wycieraniu oczu ze zdumienia, miał jednak jakieś wątpliwości, to skutecznie je rozwiał prezydent Andrzej Duda, który w stolicy województwa śląskiego grzmiał, że Polska stała, stoi i stan węgle będzie. 

O tym, e Elektrownia Ostrołęka ma szansę wyprzedzić Elektrownie Bełchatów, która od lat „rozsławia” nasz kraj (wg ustaleń Komisji Europejskiej w 2018 była największym trucicielem Europy) zdają sobie sprawę mniejszościowi akcjonariusze inwestycji. Fundacja ClientEarth – Prawnicy dla Ziemi złożyła w ich imieniu pozew w sądzie.

Ten blok już w momencie budowy jest spisany na straty. Analizy ekonomiczne są jednoznaczne, a rynek wyraża liczne obawy o sens ekonomiczny projektu. Spółka ponosi prawną odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem finansowym wynikającym ze zmian klimatu. Enea zaś przymyka oko nawet na dobrze udokumentowane ryzyka finansowe dla tego projektu – przekonuje Peter Barnett z Fundacji ClientEarth.