Grosz do grosza i robią się tysiące. Kierowcy twierdzą, że Bolt ich skubie z kasy i idą do sądu

Kierowcy oskarżają Bolta o celowe zaniżanie stawek za przejazd. Bolt zaprzecza. W odpowiedzi redakcja Bizblog.pl dostała serię dowodów z błędnie wyliczonymi wartościami kursów.

Fot. JB/Bizblog.pl

Algorytm aplikacji przewozowej jest wyrocznią. Ten od Bolta przypomina jednak Temidę. Wartość kursów zmienia się w sposób kompletnie niezrozumiały dla kierowców i pasażerów. I nie da się tego wytłumaczyć działaniem mnożników, na które lubią powoływać się platformy.

O tym, że algorytm aplikacji Bolta bardzo dowolnie podchodzi do tematu naliczania należności za kursy po raz pierwszy pisaliśmy w kwietniu tego roku. Kierowcy skarżyli nam się, że apka obcina im wartość kursów w 8 na 10 przejazdów.

Bolt tłumaczył ten błąd zmianą sposobu działania aplikacji. Zamiast widełek klienci zaczęli dostawać konkretne kwoty. Zdaniem przedstawicieli platformy nieprawidłowości były czymś naturalnym, wynikały z okresu przejściowego.

Od tego czasu minęło dokładnie osiem miesięcy. Kierowcy policzyli sobie, że Bolt zaniżał im wypłaty przez 10 miesięcy. Sytuacja miała ulec zmianie dopiero niedawno. Nie zmienia to jednak faktu, że regularnie jeżdżący kierowca mógł w tym czasie tracić 300-400 zł tygodniowo. To tysiące złotych w skali roku, a platforma chwali się, że obecnie korzysta z niej ok. 30 tys. kierowców.

Kierowcy idą do sądu

Osoby jeżdżące dla Bolta przestały już wierzyć w przypadki. Cześć z nich już od wakacji szykuje przeciwko spółce pozew zbiorowy. Z informacji, do których dotarł Bizblog.pl wynika, że dokument jest już niemal gotowy. Kierowcy będą domagać się od firmy skorygowania należności za kursy z ostatnich miesięcy.

Na czym polega błąd? Mój informator pokazuje garść screenów z systemu i wyjaśnia na poniższym przykładzie. Kurs trwa 19 minut, a kierowca pokonuje w tym czasie 11 km. Zgodnie z cennikiem Bolta przejechanie kilometra w Warszawie kosztuje 1,3 zł, a każda minuta jazdy to dodatkowe 25 groszy. Do tego należy doliczyć jeszcze 4 zł za „trzaśnięcie drzwiami”.

Bolt wyliczył, że kierowcy należy się za to 21,89 zł. Biorę do ręki kalkulator. Przeliczam dla pewności kilka razy. Urządzenie jest nieubłagane, za każdym razem wychodzi mi 23,05 zł (od tej sumy muszą później odliczyć 20 proc. prowizji dla Bolta).

To nieznaczna różnica, ale model działalności takich firm jak Uber czy Bolt zakłada, że kierowcy cały czas są w ruchu. Na pojedynczym przejeździe zarabiają niewiele, klucz do sukcesu tkwi w tym, że są w trasie niemal cały czas. Niektórzy w ciągu godziny potrafią wykonać 5-6 kursów. Zakładając, że w czterech przypadkach system utnie tylko złotówkę, tracą 4 zł za godzinę pracy.

Straty? 800 zł miesięcznie

To jednak dość optymistyczne założenie, bo fora internetowe roją się od wpisów, w których kierowcy udowadniają błędy w aplikacji. Poniżej widzimy zaniżenie wartości kursu o ponad 4 zł.

Tygodniowo wykonuję 100-120 kursów. Średnio 70 z nich jest zaniżonych o kilka złotych. W tym roku mogłem tracić w granicach 800 zł miesięcznie

– szacuje na szybko jeden z moich rozmówców.

Przypomnijmy, że systematyczne zaniżanie wartości kursów miało trwać 10 miesięcy. Oznacza to, że regularnie jeżdżący kierowca mógł stracić w tym czasie 8 tys. zł.

To nie wszystko. Błędy pojawiają się również po stronie klientów. Nacięli się na nie dziennikarze Wirtualnej Polski. Dwóch z nich zamówiło przejazd o tej samej godzinie i na tej samej trasie. Przy miniaturce samochodu nie pojawiła się niebieska strzałka sugerująca pojawienie się mnożnika. Cena przejazdu powinna być więc identyczna. Jeden kurs kosztował jednak 23,16 zł, a drugi (przed promocją) 23,68. Podobne zjawisko zauważyli kilka miesięcy temu użytkownicy Wykopu.

Czasem chodzi o kilkanaście groszy, czasem o 1,20 zł. Nie spotkałem się z sytuacją, by różnice w cenie kursu przekroczyły 2 zł, ale takie historie zdarzały nam się nagminnie

– tłumaczy nam jeden z kierowców.

Niby tylko 50 groszy różnicy. Zdaniem moich rozmówców takie drobne rozbieżności są na porządku dziennym. Bolt podaje, że w całym kraju korzysta z usług 30 tys. kierowców. Policzmy, niech każdy z nich wykona jeden podbity kurs dziennie. Przy tych kilkudziesięciu groszach daje nam to 15 tys. zł dziennie. A dla klienta różnica jest praktycznie niezauważalna.

Poprosiłem Bolta o wyjaśnienia.

Bolt korzysta z mechanizmu wyceny z góry, co oznacza, że cena każdego kursu jest obliczana przy zamówieniu na podstawie odległości, przewidywanego czasu dojazdu i aktualnego popytu

– odpowiedziało biuro prasowe.

Firma dodaje, że czasami kwota zmienia się podczas jazdy. Na przykład pasażer prosi kierowcę o dodatkowe postoje podczas kursu lub kierowca musi wybrać inną trasę ze względu na wzmożony ruch uliczny lub dlatego, że prosi o to pasażer.

W takich przypadkach cena przejazdu jest ponownie obliczana, a kierowca i pasażer widzą ostateczną kwotę za przejazd po jego ukończeniu

– tłumaczy Bolt.

Moim zdaniem nie wyjaśnia to jednak, dlaczego dwóch pasażerów jadących tą samą trasą i o tej samej godzinie, dostaje dwie różne wyceny kursów.

Zobacz najnowsze w Bizblog.pl