TechMoto / Ciekawostki

Jak to działa i czy ma sens: wodorowanie silnika jako sposób na nagary

TechMoto / Ciekawostki 27.09.2018 22 interakcje
Piotr Szary
Piotr Szary 27.09.2018

Jak to działa i czy ma sens: wodorowanie silnika jako sposób na nagary

Piotr Szary
Piotr Szary27.09.2018
22 interakcje Dołącz do dyskusji

Nagar w silniku to wróg – tak powie nam niemal każdy mechanik samochodowy. Przyczyny jego powstawania mogą być różne – może być on efektem spalania mieszanki oleju silnikowego i paliwa. Na tak powstałego niepożądanego gościa ma jednak zaradzić usługa coraz bardziej popularna na Zachodzie: wodorowanie silnika. Teraz i w Polsce można zafundować naszemu silnikowi taki zabieg.

Wodorowanie – nazywane też dekarbonizacją – jest technologią znaną już od kilkunastu lat, choć rozwój jej popularności rozpoczął się dopiero w okolicach 2011-2012 roku. W stosowaniu wodoru do oczyszczania silnika przodują Stany Zjednoczone, Azja i Europa Zachodnia. Obecnie także w Polsce istnieje już wiele serwisów, które się tym zajmują.

Na czym polega wodorowanie?

Dekarbonizacja opiera się na procesie pyrolizy, czyli destylacji rozkładowej. Może być to termin znany właścicielom piekarników z funkcją pyrolizy, choć z oczywistych względów nie można obu tych technologii porównywać ze sobą. W piekarniku proces ten polega po prostu na znacznym podniesieniu temperatury, by dzięki temu brud i zaschnięte resztki uległy spopieleniu. Potem można je ręcznie usunąć. Rozbiórka silnika samochodowego w celu jego wyczyszczenia wiązałaby się z dużymi kosztami, których wodorowanie pozwala uniknąć.

Bezinwazyjność tej technologii jest jedną z jej największych zalet.

Aby przeprowadzić taką operację, do układu dolotowego pojazdu wprowadzana jest odpowiednia ilość mieszanki wodoru i tlenu. Nie potrzeba jednak żadnych wielkich i ciężkich butli, ponieważ pierwiastki te są pozyskiwane po prostu z wody destylowanej na drodze elektrolizy. Oczywiście proces elektrolizy nie byłby możliwy w normalnych warunkach, dlatego też obok wody destylowanej musi też być stosowany odpowiedni elektrolit. Są to jedyne środki, które trzeba uzupełniać w urządzeniu przeznaczonym do dekarbonizacji. Wspomniany elektrolit jest zapewniany przez niektórych producentów maszyn bez dodatkowych kosztów. Dlatego też realny koszt eksploatacji automatu do przeprowadzania pyrolizy nie przekracza 50-60 złotych miesięcznie, i to przy założeniu intensywnej eksploatacji – to jest przeprowadzania wodorowania więcej niż jednego silnika dziennie.

Wróćmy jednak do samej technologii. Wpuściliśmy do dolotu gaz… i co dalej?

Mieszanka wodoru i tlenu ma za zadanie sprawić, by temperatura w komorze spalania wzrosła w porównaniu ze zwykłą pracą silnika. Efektem jest rozpuszczenie nagaru między innymi na zaworach, pierścieniach tłokowych, zaworze recyrkulacji spalin czy turbosprężarce. Dzięki temu kultura pracy jednostki napędowej poprawia się, zmniejszają się opory ruchu, zużycie paliwa i emisja spalin – szczególnie zadymienie w silnikach Diesla. Nagary najczęściej dotykają silników z bezpośrednim wtryskiem paliwa, czyli prawie wszystkich nowoczesnych jednostek.

wodorowanie
fot. MFLER Group Limited

W niektórych przypadkach wodorowanie pozwala na ograniczenie dymienia nawet o blisko 70 procent.

Dodatkową korzyścią jest też możliwość odzyskania odrobiny mocy i momentu obrotowego, które kiedyś gdzieś uciekły. Wszystkie te zalety nie są okupione dużymi kosztami i ryzykiem. Według większości serwisów, dekarbonizację można przeprowadzić w każdym silniku będącym w dobrym stanie technicznym, niezależnie od przebiegu. Nawet przy przebiegach przekraczających 800 tysięcy kilometrów proces ten nie powinien wywołać żadnych problemów, jeśli tylko nie ma on żadnych niewykrytych wcześniej usterek.

Zabieg można przeprowadzić zarówno w silnikach zasilanych benzyną czy olejem napędowym, jak i gazem.

W przeciwieństwie do różnych chemicznych „płukanek”, wodorowanie nie wymagania wymiany żadnych filtrów czy płynów eksploatacyjnych. Czas trwania tej czynności to zwykle – zależnie od silnika i jego stanu – od 1 do 2 godzin, czyli niezbyt długo. Pierwsza pyroliza jest zalecana po przekroczeniu 50 tysięcy kilometrów, a kolejne – co roku, szczególnie w przypadku samochodów poruszających się głównie po mieście (chyba trochę za często, jak na mój gust). Koszt nie jest zbyt duży i wynosi około 250 złotych, zależnie od serwisu. Mogłoby się więc wydawać, że mamy do czynienia z samymi zaletami, aż tak różowo jednak nie jest.

Urządzenia używane do tego procesu są co prawda proste w obsłudze, ale muszą być odpowiednio dobrane do pojemności silnika samochodu.

Zwykle spotyka się podział na maszyny obsługujące jednostki do 4 litrów pojemności, oraz modele odpowiednie dla ciężarówek i autobusów (tj. do 20 litrów pojemności). Gdyby użyć urządzenia o zbyt wysokiej wydajności do przeprowadzenia zabiegu, mogłoby się to wiązać z wyciekiem wody z układu wydechowego – a wcześniej z uszkodzeniem na przykład katalizatora czy filtra cząstek stałych. Zdarzają się też mechanicy, którzy odradzają wodorowanie w silnikach starszych niż 20 lat, nawet jeśli wydają się być one w dobrej kondycji. Jeśli będziemy mieli pecha, motor może się rozszczelnić.

Koszt urządzenia? Kilkanaście tysięcy złotych, zależnie od producenta i modelu.

Wbrew pozorom, nie jest to zbyt wysoka cena. Przy założeniu poddawania zabiegowi jednego silnika dziennie, inwestycja może się zwrócić w pół roku, jeśli tylko warsztat nie narzeka na brak klientów. A biorąc pod uwagę opinie z sieci, gdzie właściciele samochodów potwierdzają mniejsze dymienie, lepszą dynamikę i zmniejszone zużycie paliwa, klientów zabraknąć nie powinno. A może ktoś z Czytelników miał już z taką operacją do czynienia? Chętnie poznamy Wasze opinie na ten temat, zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie