Ciekawostki

Sami byście tego nie wymyślili. To SsangYong Actyon Sports z silnikiem V8

Ciekawostki 14.01.2021 60 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 14.01.2021

Sami byście tego nie wymyślili. To SsangYong Actyon Sports z silnikiem V8

Piotr Szary
Piotr Szary14.01.2021
60 interakcji Dołącz do dyskusji

Nie wiem, czy to auto zasługuje na koronę Króla Swapów, ale z pewnością jest bardzo blisko uzyskania takiego tytułu. Oto napędzany silnikiem LS3 V8 SsangYong Actyon Sports.

Istnieje taki mem: „LS swap all the things”, czyli „montujcie LS-y do wszystkiego”. Ale wszyscy wiemy, jak to zwykle z podobnymi hasłami bywa: są fajne, śmieszne i całkiem nieźle niosą się po sieci, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że ludzie nie zawsze mają odwagę, by rzeczone 8-cylindrowe silniki LS od General Motors pakować do wszystkiego co jeździ. Jednymi z ciekawszych projektów korzystających z V8 serii LS są m.in. Porsche 911 czy opisywana u nas niedawno Tesla Model S (która jest obecnie w trakcie budowy), ale dziś przychodzę do Was z czymś, co filozofom się nie śniło.

To SsangYong Actyon Sports z blisko 500-konną V-ósemką

SsangYong Actyon Sports V8
fot. Doug Harper

SsangYong to taka marka, która uparcie próbuje wypracować sobie w Europie lepszą pozycję rynkową. I może nie byłoby to takie trudne, bo te auta nie są wcale złe (a im nowsze, tym lepsze), ale w większości przypadków problem mogła stanowić stylistyka, która – delikatnie mówiąc – wymagała przyzwyczajenia. Pomińmy już Rodiusa 1. generacji, ale sprawy wcale nie miały się lepiej w przypadku modelu Actyon z 2005 r. Dziwny przód i linia boczna, która dopiero miała stać się modna za sprawą takich modeli jak choćby BMW X6, niestety nie sprawiły, że Europejczycy zapałali miłością do koreańskiego SUV-a.

Nieco lepiej wyglądał wprowadzony rok później wariant pickup o nazwie Sports, ale nadal pozostawał tu kłopot w postaci przodu auta. Przypominał on… w zasadzie to nie wiem, co przypominał, ale raczej nic ładnego. Później przeprowadzono lifting, ale miało to miejsce dopiero w 2012 r.

fot. Doug Harper

Mniejsza o liftingi. Na zdjęciach mamy auto pochodzące z pierwszej serii

Pojawia się tu od razu pytanie: ile zapłacono właścicielowi, żeby zgodził się przyjąć takie auto? co ten SsangYong robi w Stanach Zjednoczonych, skoro teoretycznie nie powinien się tam znaleźć? A dlaczego nie powinien – z tego prostego względu, że takich aut w USA nie sprzedawano, a chętni na import różnych ciekawych modeli muszą mieć sporo cierpliwości – póki nie minie 25 lat, pojazdu do Stanów ściągnąć nie można (choć oczywiście piszę to w dużym uproszczeniu). Innymi słowy, nawet zakładając, że auto ze zdjęć zostało wyprodukowane w 2006 r., to najwcześniej na jankeskiej ziemi mogłoby się pojawić w… 2031 r. A jednak jest tam już teraz i straszy intryguje przechodniów i innych kierowców; dotychczasowy właściciel Actyona wmawiał nawet zainteresowanym, że to prototypowy pickup Cadillaca.

No więc jak to możliwe?

Sprawę opisywał już w 2019 r. Jalopnik (choć wtedy jeszcze nie było mowy o żadnych V-ósemkach). Chodzi o to, że kilka takich aut ściągnęła swego czasu do USA firma Phoenix Motorcars, specjalizująca się w konwersjach spalinowych aut użytkowych na wersje elektryczne. Nie wiadomo, ile dokładnie Actyonów sprowadzono i ile faktycznie przerobiono na napęd elektryczny, ale faktem pozostaje, że właściciel opisywanego auta kupił je wraz z dwoma innymi egzemplarzami – wszystkie 3 SsangYongi były przechowywane w magazynie w Teksasie.

Tak wyglądał egzemplarz pokazowy Phoenix Motorcars. Były też egzemplarze użytkowane na drogach, niemal nie do odróżnienia od oryginału, jeśli pominąć napisy mówiące o napędzie elektrycznym.

Wszystkie te auta miały cechę wspólną: brak układów napędowych

Oprócz tego nie nadano im też numerów VIN, ale poza tym były kompletne i nieużywane (no, to akurat nie dziwi), po prostu nie doczekały się konwersji. A skoro już się ma do dyspozycji kilka koreańskich pickupów, to można puścić wodze fantazji. I przynajmniej w jednym zamontować silnik V8.

SsangYong Actyon Sports V8
fot. Doug Harper

Wybór padł na fabrycznie nową jednostkę 6.2 LS3. Ale nie jakąś lamerską, 430-konną wersję z Chevroleta Camaro, a model blisko 500-konny, znany również jako LS376/480 lub ten wzmocniony. Skąd różnica w mocy? Odpowiada za to inny od seryjnego wałek rozrządu… i tylko on. Całość połączono z 4-biegowym automatem 4L60E, który kieruje napęd wyłącznie na tylną oś. W tej sytuacji nie wypada już pytać, czy występują tu problemy z trakcją, tylko czy dzieje się to na wszystkich biegach. Wspaniały projekt!

Co z dopuszczeniem do ruchu?

Pora na najlepsze w tym wszystkim: SsangYong Actyon Sports V8 może się legalnie poruszać po amerykańskich hajłejach. Wszystko dzięki temu, że samochód został zarejestrowany jako kit-car, a żeby było to możliwe, to został mu nadany numer VIN.

SsangYong Actyon Sports V8
fot. Doug Harper

Samochód był nawet wystawiony na sprzedaż na Facebook Marketplace  za 20 tys. dol. (niecałe 75 tys. zł), ale ogłoszenie niestety zniknęło błyskawicznie. Ciekaw jestem, czy wóz tak szybko się sprzedał, czy zniknął z Marketplace z innego powodu. Tak czy owak, dozgonnie szanuję twórcę tego dzieła. Tak trzeba żyć.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać