Historia / Samochody używane

6 samochodów, które za wcześnie trafiły na rynek

Historia / Samochody używane 23.01.2019 94 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 23.01.2019

6 samochodów, które za wcześnie trafiły na rynek

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk23.01.2019
94 interakcje Dołącz do dyskusji

Jeżeli producent decyduje się na stworzenie nowatorskiego, odważnego modelu, przed takim samochodem są dwie drogi. Albo stanie się przebojem i zrewolucjonizuje rynek, albo mało kto na niego spojrzy. Dziś skupię się na tym drugim przypadku.

Oto sześć samochodów, które nie stały się rynkowymi przebojami. Wcale nie dlatego, że były złe, niedopracowane czy bezsensowne. Każdy z nich ma swoje zalety i sporo uroku. Głównym wytłumaczeniem ich porażki (lub po prostu niewystarczającej sprzedaży) był niewłaściwy czas. Nie zawsze opłaca się wyprzedzać swoją epokę.

1. Toyota Urban Cruiser (2008-2014)

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

Odważnie stylizowany crossover segmentu B, produkowany przez cenioną, popularną markę – brzmi jak recepta na sukces, prawda? Otóż nie tym razem. Urban Cruiser jest na naszych drogach na tyle rzadkim widokiem, że gdy ostatnio kolega zobaczył taki wóz na ulicy, zrobił zdjęcie i wysłał mi z pytaniem „co to jest?”. We Włoszech czy w Hiszpanii widać tych aut trochę więcej, ale nadal nie można powiedzieć, by był to sukces. Dlaczego? Trudno powiedzieć. To nie jest zły model. Mógł mieć pod maską silnik benzynowy 1.33 albo diesla 1.4 D4D. Obie te jednostki są wystarczające i oszczędne. Co ciekawe – i niespotykane dzisiaj – wersja z dieslem występowała w wersji z napędem na cztery koła.

Czy za brak popularności Urban Cruisera odpowiadała stylistyka? Wątpię – w końcu jego następca, czyli CH-R, jest stylizowany jeszcze dziwniej i ustawiają się po niego kolejki. To chyba po prostu nie był jeszcze właściwy czas na ten model.

PS Na rynku amerykańskim Urban Cruiser występował jako Scion xD. Ale heca.

2. Honda HR-V I (1999-2006)

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

W przypadku HR-V mamy do czynienia z podobną historią. Japoński, niezbyt drogi crossover – dziś to gwarantowane tłumy w salonach. Ale pierwsze HR-V jakoś nie „zażarło”.

Co ciekawe, ten model powstał na platformie miejskiego Logo (kiedy ostatnio widzieliście jakieś na ulicy? Ja wczoraj, ale to dlatego, że sąsiad takim jeździ). Mógł mieć jednak napęd na cztery koła z CR-V. Stylistyka HR-V moim zdaniem broni się nawet dzisiaj. Ciekawostką jest obecność w gamie wersji 3d. Dziś by to nie przeszło, a wtedy odmiana 5d dołączyła do oferty dopiero po dwóch latach.

Prowadziłem kiedyś taką Hondę i wspominam to traumatycznie, ale głównie dlatego, że tamten egzemplarz był potwornie zaniedbany, miał zużyty każdy element zawieszenia i zużywał więcej oleju niż benzyny. HR-V w dobrym stanie jeździ po prostu jak nieco podniesiona osobówka.

Ten model nie był kompletną porażką, ale chyba w Hondzie liczyli na więcej. Być może pomogłyby mocniejsze silniki i większy bagażnik. Tak czy inaczej, nazwa HR-V wróciła do łask kilka lat temu, przy okazji premiery nowego crossovera. Zadebiutował w samą porę – ani za wcześnie, ani za późno.

3. Audi A2 (1999-2005)

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

Niektórzy się ze mnie z tego powodu śmieją, ale muszę to napisać. Jestem fanem modelu A2. Bardzo lubię jego wygląd, moim zdaniem jest idealnym przedstawicielem minimalistycznej, nowoczesnej stylistyki z końcówki XX wieku. Wiem, że niektórzy uważają, że wygląda jak kiosk na kołach… ale w ogóle mnie to nie interesuje. Jeżeli wśród czytelników są miłośnicy A2, niech się ujawnią!

To Audi było naprawdę rewolucyjne. Jego dopracowana pod kątem aerodynamiki karoseria została w wykonana z aluminium i tworzywa, dzięki czemu wóz był lekki. Miał przestronne wnętrze, ciekawy pomysł z maską, którą można otworzyć tylko w serwisie i był dostępny z silnkiem 1.2 TDI, który wtedy był niezwykle oszczędny i nowoczesny.

Klienci nie byli jednak gotowi, by płacić tak dużo (nawet 100 tysięcy złotych) za tak mały samochód. Czasy niedużych aut premium miały dopiero nadejść.

4. Opel Ampera (2011-2014)

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

Koncern General Motors ma już za sobą ciekawą, ale zapomnianą próbę z modelem elektrycznym. EV1 ujrzał światło dzienne w 1996 r. Miał niemal 140-konny silnik i mógł przejechać na jednym ładowaniu ponad 200 kilometrów. General Motors oferował go klientom w wyjątkowo nowoczesny sposób – nie można było po prostu dokonać zakupu, trzeba było leasingować wóz od producenta.

Niestety w 2002 r. stwierdzono, że program aut elektrycznych jest nieopłacalny i należy go zakończyć. Odzyskano więc auta od użytkowników, a następnie… prawie wszystkie zniszczono.

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

Widocznie EV1 pojawił się za wcześnie. Niestety jego duchowi następcy, czyli Opel Ampera i Chevrolet Volt, też nie zrobili kariery. Zwłaszcza Opel został już przez wielu zapomniany. Szkoda, bo to ciekawy wóz. Ma silnik benzynowy, ale nie jest on połączony z kołami i służy tylko do zwiększania zasięgu silnika elektrycznego. Do tego całkiem nieźle wygląda. Ale to ważny krok w historii Opla – nadchodząca przyszłość upłynie w tej marce pod znakiem elektryfikacji.

5. Volkswagen Golf Country (1990-1991)

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

Ostatnio mamy do czynienia z prawdziwą eksplozją mody na „uSUVianie” wszystkiego, co się da. Wersji z plastikowymi nakładkami na zderzakach i progach doczekał się nawet Ford Ka+, nie wspominając o Focusie.

Jednym z pionierów takiego segmentu był Volkswagen Golf drugiej generacji, a dokładniej – jego wersja Country. Miała nie tylko plastikowe nakładki i koło zapasowe przeniesione na tylną klapę, ale i prześwit zwiększony o 6 cm… no i porządny napęd na cztery koła. W sam raz w Alpy. Niestety klienci nie polubili tego pomysłu i po roku produkcja się skończyła.

Golf Country przeżywa swoją drugą młodość dopiero teraz: jako samochód kolekcjonerski. Jego ceny szybują w kosmos. No i ma więcej uroku, niż nowy Golf Alltrack.

6. Fiat 600 Multipla (1956-1969)

Samochody które trafiły na rynek za wcześnie

Multipla nie kojarzy się u nas najlepiej i niektórzy na dźwięk tej nazwy od razu rozpoczynają festiwal suchych żartów („zamykam garaż na noc, bo jeszcze ktoś podrzuci Multiplę, ha he!”). Boki zrywać.

Ale Multipla to też nazwa niedużego, wdzięcznego vana z przełomu lat 50. i 60. Powstał na bazie Fiata 600, więc miał 22- lub 29-konny silnik umieszczony z tyłu. Mieścił sześciu pasażerów i był pierwotnie opracowany z myślą o taksówkarzach.

Nie do końca wyszło. Segment minivanów zrobił karierę dopiero wiele lat później, za sprawą Chryslera Voyagera i Renault Espace. Dziś 600 Multipla jest wspaniałym sposobem na trolling. Można się wszystkim chwalić, że jeździ się Multiplą, a później obserwować ich zdziwione miny. Ale nie jest tanio.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie