Przegląd rynku

Poniedziałkowy przegląd ofert: siedmiomiejscowe SUV-y do 40 tys. zł

Przegląd rynku 06.08.2018 40 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 06.08.2018

Poniedziałkowy przegląd ofert: siedmiomiejscowe SUV-y do 40 tys. zł

Adam Majcherek
Adam Majcherek06.08.2018
40 interakcji Dołącz do dyskusji

Nasze założenie: duży SUV, którym na co dzień będzie można bezpiecznie wozić dzieci, a od święta dołożyć jeszcze dziadków i pojechać za miasto, a może nawet na urlop. 

Jadąc na wakacje, nawet z dzieciakami, chciałoby się odpocząć. A najlepszy sposób na to, to zabrać ze sobą dziadków. Van będzie niepraktyczny na co dzień, a do tego nie wygląda specjalnie dobrze. Siedmiomiejscowych kombi już dawno nie ma, zostają SUV-y. 40 tysięcy nie pozwoli na wybrzydzanie, ale można już znaleźć coś godnego polecenia.

Volvo XC90

XC90 produkowano 12 lat, auto słynie z funkcjonalności, poziomu bezpieczeństwa i ponadprzeciętnej trwałości. Ma doskonale zabezpieczone przed korozją nadwozie i szereg systemów bezpieczeństwa chroniących pasażerów. Jako pierwszy SUV na świecie otrzymał system kontroli trakcji zapobiegający przewróceniu się przy nagłym omijaniu przeszkody. To model, który mimo wieku można śmiało polecić. 

Mimo wieku, bo w tej kwocie można myśleć o egzemplarzach, które mają ok. 13-15 lat. Najłatwiej na rynku wtórnym znaleźć pięciocylindrowego turbodiesla konstrukcji Volvo, ale nie ma co spodziewać się po nim sportowych osiągów w żadnej z trzech wersji mocy. Szczególnie z automatyczną skrzynią biegów, która do 2005 r. nie imponowała jakością ani szybkością działania. Jeśli jednak nie zależy nam szczególnie na sportowych doznaniach, wersja z turbodieslem jest godna polecenia. Oczywiście najlepiej z pełną historią serwisową.

Do szybkiej jazdy lepiej nadadzą się silniki benzynowe, z 4,4-litrowym V8 Yamahy na czele. Godna rozważenia jest też wersja z turbodoładowanym silnikiem 2.5. Do 100 km/h rozpędza się w niecałe 10 sekund, dzięki czemu mimo gabarytów nie będzie zawalidrogą, a ta jednostka dobrze współpracuje z instalacją LPG, co znacznie obniży koszty eksploatacji. 

Taki silnik ma egzemplarz z ogłoszenia, a cena 30 900 zł pozwala na zmieszczenie się w zakładanym budżecie nawet z instalacją LPG. A tę lepiej zakładać samemu, niż kupić auto z zainstalowaną, bo przynajmniej można zdecydować, jaką chce się założyć i powierzyć montaż sprawdzonemu wykonawcy. Egzemplarz z ogłoszenia, w dość emeryckim, ale eleganckim zestawie kolorystycznym, wyposażony jest w manualną przekładnię, co w przypadku tego modelu jest zaletą – automatyczne skrzynie biegów to problem numer jeden używanych XC90. Sprzedający twierdzi, że auto jest bezwypadkowe i zgadza się na kontrolę stanu auta w stacji diagnostycznej – takie odwiedziny to konieczny element jazdy próbnej przed zakupem.

Jeep Commander 

Zakładany budżet pozwoli na przymiarkę do największego z Jeepów. To idealna propozycja dla kogoś, kto kupując wielkiego SUV-a stawia przede wszystkim na jego walory praktyczne, a stylizację nadwozia stawia daleko z tyłu. Kanciate nadwozie obiecuje ponadprzeciętną przestrzeń bagażową, choć dwa fotele w bagażniku (wyposażenie standardowe), trochę ją ograniczają, bo nie tworzą jednej płaszczyzny z podłogą. Commandery sprzedawane w Europie mają napęd na cztery koła w systemie Quadra-Drive, za to auta ze Stanów mogą mieć także napęd na tylną oś.

W zasadzie każdy silnik montowany w Commanderach można uznać za godny polecenia. Najpopularniejsze są trzylitrowe turbodiesle Mercedesa. Mają wysoki moment obrotowy (510 Nm) i są ponadprzeciętnie trwałe, za to sporo palą. Zdarzają się im awarie wkładu wtryskowego. Problem dotyczy głównie aut z wysokimi przebiegami, a w zakładanym budżecie trudno będzie znaleźć godny polecenia egzemplarz. Łatwiej o benzynowe 3,7 V6 – np. takie jak z ogłoszenia powyżej. Współpracuje z 5-biegowym, klasycznym automatem i nadaje się do zamontowania instalacji gazowej. Przy średnim, katalogowym zużyciu paliwa na poziomie 12,5 l/100 km to element warty rozważenia. 

Przed zakupem koniecznie trzeba obejrzeć podwozie pod kątem rdzy i wsłuchać się w pracę dyferencjałów. Jeśli pracują głośno, lepiej zrezygnować z zakupu, bo naprawy tych elementów są trudne i często bezowocne. 

Mitsubishi Outlander

Gdy był nowy, wszyscy chcieli go z dwulitrowym dieslem od Volkswagena. Ale dziś odradzamy pomysł zakupu tej wersji. 2.0 DID to konstrukcja wyposażona w pompowtryskiwacze, więc trzeba się spodziewać problemów z niewydolną pompą oleju, czy nawet pęknięta głowica. Znacznie bezpieczniej postawić na diesla 2.2, takiego jak w aucie z powyższego ogłoszenia.

Początkowo 2.2 pochodziło od Peugeota, ale w 2010 r. wymieniono je na jednostki z rodziny MIVEC produkowane przez Mitsubishi – mocne i generalnie niezawodne. Niestety, z dostępnością osprzętu do tych silników nie jest najlepiej. Tym bardziej dobrze jest sprawdzić przed zakupem auto w serwisie. Jeśli to kogoś przeraża, lepiej postawić na starszy egzemplarz, z silnikiem Peugeota. Trafiają się takie również w poliftowym nadwoziu, z przodem Jet Fighter. Trzeba zajrzeć pod spód – zdarzają się uszkodzenia podwozia wynikające z braku osłon chroniących podzespoły. 

Wersje z silnikiem wysokoprężnym warto rozważyć jeszcze z jednego powodu – w przeciwieństwie do benzynowych, w których stosowano przekładnię CVT, w dieslach mamy tradycyjną przekładnię hydrokinetyczną, o wiele mniej awaryjną. W CVT po 150 tys. km zdarzają się problemy z zużytym pasem napędowym.

Land Rover Discovery 

40 tys. zł to kwota, przy której można już myśleć o zakupie Land Rovera Discovery, ale w tym przypadku bylibyśmy szczególnie ostrożni. Owszem, za te pieniądze można kupić model trzeciej generacji, ale z silnikiem 2.7 TDV6, zaprojektowany przez inżynierów z PSA. Tę jednostkę trapią problemy z trwałością układu wtryskowego i z panewkami. Trzeba uważać na egzemplarze z zawieszeniem pneumatycznym, które jest awaryjne, a to element wyposażenia seryjnego wersji z siedmioma miejscami. Diesle trapią też wycieki paliwa. Psują się pompy niskiego ciśnienia paliwa, szwankują koła pasowe osprzętu. Nawet w autach bezwypadkowych zdarzają się przypadki samoczynnego pękania szyberdachu – to dowód przeciętnej sztywności nadwozia. Przy zakupie auta nie warto oszczędzać, bo mści się to potem w serwisie. 

Właściwie przy zakładanym budżecie lepiej  postawić na model drugiej generacji. Była znacznie mniej zaawansowana technicznie, i dzięki temu trwalsza. I również mogła mieć siedem miejsc.

Nissan Qashqai+2

Ci, którzy z dodatkowych foteli w bagażniku planują korzystać bardzo sporadycznie, mogą rozważyć zakup siedmiomiejscowego Qashqaia. Sporadycznie, bo fotele w bagażniku tego modelu są wyjątkowo ciasne i niepraktyczne. Nadadzą się tylko na krótkie podróże. Za to QQ+2 będzie bardziej przyjazne w użytkowaniu na co dzień, bo w przeciwieństwie do zaprezentowanych powyżej, ma nadwozie o długości tylko 4,5 metra i jest dostępny z napędem na przednią oś, co oznacza oszczędności w zużyciu paliwa.

W zakładanym budżecie można myśleć o egzemplarzu po face liftingu. Warto, bo samochody po zmianach są lepiej wykończone. Nie ma co się bać nawet podstawowej wersji silnikowej – 1.6 o mocy 117 KM. To trwała jednostka zapewniająca niezłą dynamikę. Ale jeszcze lepiej wybrać 142-konną dwulitrówkę, która zapewnia odczuwalnie lepsze osiągi, a nie jest przesadnie paliwożerna. Można rozważyć montaż instalacji LPG, ale obie jednostki benzynowe nie mają hydrauliki zaworowej i łatwo doprowadzić do wypalenia gniazd zaworowych. 

Diesel 1.5 dCi kusi niskim zużyciem paliwa, ale okrył się zła sławą z powodu awarii układu wtryskowego oraz obracających się panewek. Szczęśliwie w Qashqaiach problemy z wtryskiwaczami rozwiązał problem montażu wtryskiwaczy Denso, zamiast mniej trwałych Delphi, ale problemu z panewkami nie udało się rozwiązać. Z tego powodu dobrze jest profilaktycznie skrócić okres między zmianami oleju do 10 tys. km. A jeszcze lepiej – zamiast 1.5 wybrać 2.0 dCi, ale ta wersja będzie odczuwalnie droższa. 

Qasqai to rekordzista pod względem przeprowadzonych akcji serwisowych. Przed zakupem warto więc odwiedzić ASO i sprawdzić, czy interesujący nas egzemplarz miał poprawione wszystko co trzeba.

40 tys. to kwota, która pozwala na myślenie o siedmioosobowym SUV-ie. Pytanie tylko, czy to samochód, który rozwiąże problem wakacyjnego transportera. Zwykle po rozłożeniu dodatkowych foteli w bagażniku zostaje niewiele miejsca i trzeba się wspomagać bagażnikiem dachowym. Z drugiej strony – to najsensowniejszy sposób na to, by od czasu do czasu podróżować w więcej niż 5 osób.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie