Przegląd rynku

Poniedziałkowy przegląd ofert: lans na nadmorskim bulwarze, ale po taniości

Przegląd rynku 27.07.2020 588 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 27.07.2020

Poniedziałkowy przegląd ofert: lans na nadmorskim bulwarze, ale po taniości

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski27.07.2020
588 interakcji Dołącz do dyskusji

Walu spalił BMW Wojtasa. Nie ma czym jechać do Mielna. Na ratunek pędzi przegląd ofert.

Kto by się spodziewał, że nie można targać po asfalcie samochodu, z którego wylało się paliwo? Na pewno spodziewał się tego laweciarz, który nie chciał tego robić, ale uległ po namowach właściciela. Resztę tego „śmiesznego” filmiku pewnie znacie. Gorzej, że teraz chłopaki nie mają czym jechać nad morze. Nie ma czym polansować się po bulwarze, obczajać lasek i puszczać z pokładowego systemu audio przebojów takich zespołów jak Piękni i Młodzi, Jorrgus czy oczywiście FERRARI. Może być nawet Sławomir z Weselnym Pytonem.

Pytonie, skąd wziąć na to szmal?

Pieniędzy zawsze jest za mało, a nad polskim morzem jest już tak drogo jak za granicą, albo nawet drożej. Polscy przedsiębiorcy z branży turystycznej i gastronomicznej biją rekordy chciwości. Nie ma obowiązku jeździć na wakacje, jak nas nie stać, prawda? No właśnie. Ale skoro już ustaliliśmy, że trzeba, to potrzebny będzie wóz. Oto specyfikacja istotnych warunków przeglądu ofert, czyli SIWPO:

  • jak najniższa cena
  • jak najwyższa wartość lansu
  • wszystko jedno jaki silnik
  • liczy się żeby był ładny z zewnątrz.

Ośmiu zawodników, w kolejności tym razem najzupełniej przypadkowej.

Oczywistość

Marka – BMW, typ nadwozia – kabriolet, sortuj – od najtańszych. Może mało oryginalnie, ale jeśli chcemy podobać się grupie docelowej, trzeba skupić się na bezpiecznych rozwiązaniach. Na pewno są ryzykanci, którzy wyrwą coś na ostatnie auto w tym przeglądzie, ale to może potrwać, może nie starczyć nam czasu nad tym morzem. Problem w tym, że ceny wcale nie są niskie. Na BMW kabrio trzeba przeznaczyć ok. 10 tys. zł. Niestety najtańszy egzemplarz E36 Cabrio trzeba odrzucić, ponieważ nie otwiera się dach. Trzeba byłoby otworzyć go siłą i tak zostawić – może to jest jakiś plan. Może jednak lepszym planem jest wydanie nieco wyższej kwoty na świetnie wyglądające E36 318is. Jego opis to lista wad, co nie działa – bardzo mi się to podoba. Z wyjątkiem krzywego koła nic nie powinno przeszkodzić w zadaniu lansu na bulwarze, auto ma fantastyczny kolor, jasną tapicerkę, a to że nie działa klima czy wydech lekko popiarduje, nie stanowi o powodzeniu misji. Opcjonalnie mamy bardziej skromne, ale chyba lepiej utrzymane E36 za 7800 zł z różowymi rantami felg. W sumie mając 7990 zł możemy zaatakować też egzemplarz w kolorze czerwonym. Czerwony jest szybszy, wiedzą o tym wszystkie nadmorskie foczki. Tyle że silną konkurencją cenową dla niego jest złote E46 „w angliku” zarejestrowane w Polsce. Moim zdaniem kiera z prawej to zaleta tego auta, kierowca ma lepszy ogląd na piesze przechadzające się po karwiańsko-jastarniańskiej promenadzie.

samochód na wakacje
Oferta z OLX od pana Andrzeja

Gwiazda

Mercedesy są dużo tańsze, tak jakby ich lansopotencjał spadł znacząco w stosunku do BMW. To dziwne, ale mogę nie znać się na gustach młodych imprezowiczek z Chałup. Warto jednak spojrzeć, co oferuje nam marka z gwiazdą. Kabriolety pomijam, bo jedyne tanie cabrio z czterema miejscami to CLK W208, czyli coś co wygląda jak okular, ale nie jest nawet okularem. Ja to bym postawił na lans czymś takim, ale wiem że to nie ma żadnego sensu i trzeba iść w sprawdzone wzorce. Oto najtańsze W124 coupe kosztują mniej niż 8000 zł. Tak, wiem że ten ma kolor odchodów i felgi do zmiany, ale tanio jest. Ofertą z rozsądku jest jednak dopiero auto za ok. 10 000 zł, na przykład w niebywałym kolorze. Należy wrzucić mu osiemnastki (można pożyczyć przecież od kogoś) i ruszać na podbój Dębek lub Karwieńskich Błot.

Można też spróbować czegoś nieoczywistego i zobaczyć, za ile da się wyrwać najtańszą klasę S. S-klasa to jednak S-klasa, nie ma sobie równych, a to że ma ponad 20 lat i trochę ją gryzie, nie będzie widoczne na pierwszy rzut oka, zwłaszcza po zmroku. I cyk, beng, wprowadzamy kryteria, i proszę, oto jest – V8 4.3 za 6500 zł, skrzynia czasem wchodzi w tryb awaryjny, ale wątpię żeby działo się to podczas kruzingu 20 km/h. Doskonały wybór na tani lans, jest tylko jeden problem – auto nigdy nie widziało gazu, więc zanim dojedziemy nad to morze, to może zdarzyć się tak, że wydamy całą kasę na paliwo.

Zdjęcie: PABLO

Cztery… kółeczka

Pierścienie, ringi, co tam chcecie. Sporo sobie życzą sprzedający za Audi z nadwoziem otwartym – sporo jak na samochód, którym nie da się kręcić bączków i palić gumy, a bez tego trudno sobie wyobrazić skuteczny lans nad morzem. Ale nie zniechęcajmy się i zobaczmy, co można kupić. Charakterystyczną cechą oferty rynkowej Audi jest duży udział „anglików”, które nie występują tak licznie w przypadku BMW. Trzeba położyć na stół ok. 8000 zł, żeby wejść w posiadanie modelu Cabriolet. Nie wiem tylko czy cokolwiek, co wygląda jak 80 B4, może jeszcze kojarzyć się z lansem. Rozsądne A4 B6 kosztuje znacznie więcej, chyba że ma zagubione kwity. W sumie na kwitach się nie jeździ, a rejestracja z BMW może akurat nie spłonęła. Założyć i rura w stronę Jarosławca!

W odwodzie pozostaje tetetka. Auto obecnie pogardzane, wkrótce stanie się youngtimerem. Można kupić taki wóz za mniej niż 10 tys. zł, i to ofert nie brakuje. Jeśli leciutko wyjdziemy ponad 10 tys. zł, znajdziemy kabrio z gazem. Moim zdaniem lans jest gwarantowany, pozostaje tylko problem, kogo na ten samochód wyrwiemy, bo może się okazać, że zamiast dziewcząt, do środka pchają się nam przystojni chłopcy. A co to szkodzi? Wiecie jak to mówią, żeby życie miało smaczek…

Oferta z OLX. Zdjęcie: Olga

Woldzwagen

Tak się mówi, Woldzwagen. Nie jest to może marka z górnej półki z szafki z prestiżem, ale bez problemu da się znaleźć coś, czym zadamy lansu nad morzem. I nawet niekoniecznie musi to być Golf Cabrio. Choć oczywiście ceny tego akurat auta, zwłaszcza patowersji „trzy i pół” obecnie oscylują w granicach trzech i pół tysiąca złotych. Odrzucam New Beetle, bo to antyteza lansu, Corrado jest już za drogie (poniżej 15 tys. zł nic nie znajdziemy), śmiesznie tanie są Phaetony – ale zakup takiego wozu za mniej niż 15 000 zł oznacza, że dojedziemy nim ewentualnie do mechanika na lawecie, a tam zostawimy kolejne 15 000 zł. No to co nam zostaje? Trzeba po prostu poszukać czegoś dziwnego, czegoś co zwróci uwagę, jakiegoś conversation startera. Na przykład Harlequina. Moim zdaniem to fajny pomysł na zwrócenie na siebie uwagi, bo kolorowość tego auta bardziej przykuwa uwagę niż głęboka czerń jakiegoś nowoczesnego SUV-a. Raczej nie przejedziemy niezauważeni, a to już połowa sukcesu. Może zwrócimy uwagę innej grupy docelowej, np. dzieci, ale to już kwestia preferencji.

samochód na wakacje
Oferta z OLX. Autor nie podpisał się.

Fiat 126p

Tak, klasyki musiały pojawić się w tym przeglądzie. A konkretnie Maluch. Poza red. Michałem, który nienawidzi Malucha (nie wiemy dlaczego), samochód ten wzbudza jednoznacznie pozytywne emocje. Jest to raczej zainteresowanie na zasadzie „haha, jeździ Maluchem po bulwarze, pewnie więc ma poczucie humoru i dystans do siebie, może warto spróbować” – pewnie obiekty, które interesuje wyłącznie BMW, na Malucha nawet nie spojrzą, ale należy poszerzać krąg zainteresowań, a nie go zawężać.

Ceny Maluchów uspokoiły się. Poza okazjonalnymi szaleńcami, sprzedający zauważyli, że szczyt mody trochę minął. I tym sposobem za niecałe 4000 zł możemy kupić sobie FL-a. A FL był najlepszym Maluchem w ogóle. Nawet mniej kosztują zupełnie niepoważane do dziś wersje EL. Znalazłem też bardzo taniego BIS-a, kusi mnie jako projekt, ale dziś nie o tym mówimy. Ma być lans. Zatem bardzo mi przykro, ale zwycięzca może być tu tylko jeden. Niech przemówi zdjęcie:

Zdjęcie z OLX, fot. Wojtek

Nie wiem, czy to się da przebić, i czy typy z E36 Cabrio nie będą pluć sobie w brodę, że nie poszli w klasykę późnego PRL-u.

Cuore Sportivo

Lans na Alfę Romeo? Spróbujmy. Obstawiam GTV, ponieważ wygląda niezwykle dziwnie – może przestarzale, może już niemodnie, ale raczej nikt jej nie przeoczy. Tradycyjnie dla tego typu samochodów, kabrio jest nieco droższe niż coupe. Wersję z nadwoziem otwartym można wyrwać za niecałe 10 tys. zł, jeśli pogodzimy się z tym, że występuje problem z otwieraniem dachu. Tymczasem w cenie 7500 zł czeka na nas czerwone coupe. Ma kolor ROSSO CORSA, a to oznacza FERRARI. Za niewiele więcej znajdziemy niebieskie, ale za to ze sprawną klimatyzacją. Na pewno nie można liczyć na totalną bezawaryjność, ale jeśli nawet taka Alfa się zepsuje na promenadzie w Jastrzębiej Górze, to możemy przekuć to w dowcip, mema i wiral, i narobić sobie milion instastories „ja i moja laweta” lub coś w tym rodzaju. Wiem, że tu pod maską jest dwulitrowy Twin Spark, ale nie ma to żadnego znaczenia, jeśli średnia prędkość naszego przejazdu będzie oscylować w granicach 20-30 km/h.

samochód na wakacje
Zdjęcie z oferty od pana Mirosława.

Amerykański mięsień

Kolega podpowiedział mi, żebym koniecznie spojrzał na coś amerykańskiego. Nikt nie chce tych aut, a są bardzo okazałe i przeważnie mają wielkie silniki. Z zewnątrz nie widać, że wnętrze wykonano z plastikowego wiadra, albo raczej dwóch wiader, które do siebie nie pasują. I rzeczywiście, mamy tu z czego wybierać. Kwota 7 do 7,5 tys. zł – tu zaczynają się oferty Chryslera Sebringa Cabrio. W środku straszy prawdziwa skóra i lipne drewno. BARDZO mocnym kandydatem jest wóz za 7999 zł. Ma LPG i felgi 19-calowe, które podnoszą jego walor wizualny i wydaje się dzięki nim być wart dziesięć razy tyle. Letniczki nie muszą wiedzieć jaka to marka, ważne jest pierwsze wrażenie, a tu jest ono piorunujące. Światła władysławowskich klubów będą się odbijać w tych wolno toczących się felgach.

oferta z OLX, fot. klient

No ale czy należy iść w Sebringa, skoro już za 11 597 zł czeka na nas czarny Mustang? Do ideału mu daleko, ale cena jest całkiem rozsądna. Mustang to jednak Mustang, jaki by nie był. Logo z szarżującym koniem zawsze na propsie, poza tym koń w logo to znowu właściwie FERRARI.

Niestety, najtańsze Camaro kosztuje 13-15 000 zł, więc właściwie odpada. Pozostaje żałować, że nie szukamy auta do lansu za 25 kafli, bo ceny Corvette C4 są obecnie nie do pobicia. Niewiele zostaje z aut amerykańskich, bo co, mamy się lansować Jeepem Grand Cherokee? Jedyny powód lansu w tym wozie to obecność pięciu osobnych głowic w dieslu. Ej bejbe, mam pięć głowic, chcesz obejrzeć? Nie, to nie zadziała. Ten wóz też nie wydaje się mieć potencjału, każdy kto w nim siedzi wygląda jakby miał 123 lata.

Odrzucam wszystkie małe pypcie jak Mini czy MX-5

MX-5 z powodu dwuosobowości, Mini – bo to raczej modny wózek na zakupy dla kobiety. Ewentualnie niemodny, jeśli mowa o generacji z lat 2001-2006. I zostają nam na koniec dwie propozycje: pierwsza to Range Rover P38. Są one coraz rzadsze i śmiesznie tanie. Wiadomo, że będzie beznadziejny, ale widziałem ostatnio ładnie wymytego i błyszczącego P38 na dużych felgach. Robił robotę, ludzie się patrzyli, nie widać na pierwszy rzut oka że „nowy nie jest”. To jednak propozycja dla odważnych, a przy okazji trzeba być trochę koneserem. No i zostaje nam Saab 9-3 Cabrio, ewentualnie 900 NG Cabrio – to właściwie to samo. Co śmieszne, to ceny tej generacji są takie same, jak ceny generacji opracowanej już w całości przez GM. Pod warunkiem, że ta druga ma kierownicę po prawej stronie. Ale w sumie chyba zaszedłem za daleko, Saab w kabrio i angliku to już nie jest żaden lans, to już jest niestety trochę obciach i bezsilne wołanie „zwróćcie na mnie uwagę, błagam!”.

Oferta z OLX, fot. PP

Niestety, chłopaki. Macie tylko jedno wyjście

Idziecie do wypożyczalni i bierzecie na weekend Dodge’a Challengera za jedyne 1500 zeta. Niemal pewne, że odniesiecie jakieś sukcesy na polu towarzyskim. Gorzej gdy okaże się, że cały Hel wpadł na ten sam pomysł i utkniecie w korku złożonym z supersamochodów-pożyczaków. Wtedy największym wygranym będzie gość, który nad morze przyjechał na motocyklu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać