Testy aut nowych / Relacje

Pojechałem Dacią Duster 1.3 TCe 150 do Mielna. Ta miejscowość to skrystalizowana polska popkultura

Testy aut nowych / Relacje 17.06.2019 238 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 17.06.2019

Pojechałem Dacią Duster 1.3 TCe 150 do Mielna. Ta miejscowość to skrystalizowana polska popkultura

Michał Koziar
Michał Koziar17.06.2019
238 interakcji Dołącz do dyskusji

Rzesze Polaków kochają Dacię Duster. Równie wielu moich rodaków uwielbia legendarne Mielno. Kiedy dostałem do testów rumuńskiego SUV-a z nowym, 150-konnym silnikiem 1.3 TCe, nie miałem wyboru, musiałem pojechać do znanej imprezowni by sprawdzić, która z tych dwóch rzeczy jest bardziej rasowa.

Duster to niezwykły samochód, który jest bardzo polski, choć zawiera francuską technologię i powstaje w Mioveni. Zaraz wytłumaczę wam dlaczego, ale widać to już po reakcjach w naszej redakcji. Temat rumuńskiego SUV-a Dacii sprawia, że widać u nas zabory. Zachodnia sekcja redakcji nienawidzi Dustera, wschodnia uwielbia. Nie jest jednak tak, by Dacia tylko dzieliła i postanowiłem to udowodnić jadąc do miejsca, które łączy Polaków ze wszystkich województw. Mielno, nadchodzimy!

Znana nadmorska imprezownia od jakiegoś czasu jest symbolem przaśności, taniej rozrywki, kiczu i niezbyt wyszukanego lansu. Może i nie jest to Lazurowe Wybrzeże, ani nawet Makarska, ale trudno mi uwierzyć, że nie ma żadnych atutów, skoro jest tak popularne wśród Polaków. Ktoś powie, że głównie wśród tych z małych miast i będzie się odcinać od takiego kiczu. To głupia argumentacja, kultura małych miast i wsi jest nawet bardziej polska niż wielkomiejska, sztuczna europejskość. Po prostu my, Polacy, mamy w zwyczaju odcinanie się od ludowych zwyczajów i rozrywek.

Niemal nikt nie powie otwarcie, że chciałby spędzić wakacje w nadmorskiej melanżowni, a potem Mielno i tak pęka w szwach. Podobnie jest z Dacią Duster. Panuje moda na wyśmiewanie jej, a komentujący na naszej stronie oburzają się, kiedy informujemy ich, że masowo czytają artykuły o rumuńskiej marce. Tymczasem tani SUV sprzedaje się w naszym kraju świetnie. Dlatego właśnie zdecydowałem, że skonfrontuję te dwa rzekomo wyklęte zjawiska popkultury.

dacia duster wakacje 2019

Wstawanie wcześnie to zbędny wysiłek.

Postanowiłem, że skoro ma być rasowo, to na pełen zycher. Umówiłem się z kolegą Tomkiem na wyjazd w poniedziałek i oczywiście nie wstaliśmy rano, by wcześnie wyruszyć i nacieszyć się każdą godziną nad morzem. Przecież nikt na urlopie nie wstaje o 6 rano, szanujmy się. Wyjechaliśmy więc dopiero po porannych godzinach szczytu. Oto historia, która rozpoczęła się krótko przed południem.

Ruszamy do Mielna.

Tomek jest już w aucie. Na dworze upał dochodzący do 30 stopni. Na szczęście klimatyzacja przyjemnie chłodzi… na razie. Szybki postój przy sklepie, zakup zimnych napojów i wyjeżdżamy na obwodnicę. 150-konny silnik Dustera zapewnia świetną dynamikę, choć auto jest dość duże, błyskawicznie osiągamy prędkość przelotową. Przy sprawnym rozpędzaniu się moją uwagę zwraca przyjemny dźwięk turbiny, rasowo świszczącej na wyższych obrotach.

dacia duster wakacje 2019
Nowość w Dacii Duster, 150-konny silnik 1.3 TCe.

Przed nami kilkaset kilometrów autostradą, więc zaraz za węzłem Konotopa włączam tempomat, którego obsługa jest wspaniale prosta i przyjemna. Rozsiadam się w fotelu, a z radia płynie muzyka. Choć w okolicach 130-140 km/h szum powietrza zaczyna być zauważalny, nie przeszkadza w rozmawianiu. Śmiertelnie nudna autostrada to też dobra okazja by przetestować audio. Tradycyjnie procedurę rozpoczynam od wyzerowania dziwacznie ustawionej korekcji. Szybko stwierdzamy, że jakość dźwięku jest wystarczająca, by bez przykrości słuchać muzyki, jednak na tym zalety sie kończą.

dacia duster wakacje 2019
Perfekcyjnie prosty w obsłudze tempomat. Wciskamy ten przełącznik, osiągamy właściwą prędkość i potwierdzamy przyciskiem na kierownicy.

Doły dobrze wybrzmiewają, ale są muliste. Za to audio Dacii kompletnie nie radzi sobie ze średnimi i wysokimi tonami. Góra wręcz syczy, środek jest płaski i sterylny. Sytuację nieco ratuje delikatne podbicie bassów i ścięcie wysokich i średnich tonów, ale wtedy dla odmiany niektóre utwory zaczynają brzmieć jak zza ściany. Trudno, do słuchania DJ-a Hazela nie potrzeba niczego poza mocnymi dołami.

Drogi wojewódzkie, czyli środowisko naturalne Dacii.

Skoro już wiemy, że nie ma co się bawić w melomanów w Dusterze, pozostaje ustawić niską głośność i zająć się rozmową o wszystkim i o niczym. Jednym z tematów jest zachowanie SUV-a na autostradzie. Miękko i bezproblemowo pokonuje kilometry, choć najlepiej czuje się w okolicach 130 km/h. Przy 140 km/h zaczyna się już nieco nerwowo bujać. Zauważalnie rośnie też wtedy spalanie. Nie spieszy nam się, przestawiam tempomat na 130 km/h i jedziemy dalej. Jak przystało na wysokie auto, każdy boczny podmuch wymaga delikatnego kontrowania kierownicą.

Docieramy do połowy drogi, pora zjechać z autostrady. Zdecydowaliśmy się skorzystać ze wskazówek Google Maps, który każe nam ominąć Bydgoszcz drogami wojewódzkimi. Jak się okazuje, to świetny wybór. Choć nawierzchnia robi się dramatycznie zła, Duster dosłownie płynie po nierównościach. Zawieszenie rewelacyjnie wybiera dziury, nawet te największe w kabinie są odczuwalne jako drobne wibracje. Nie musimy zwalniać, Dacia czuje się na złych drogach jak ryba w wodzie.

Środowisko naturalne Dacii Duster, tu akurat ze świeżo położonym asfaltem.

Po raz pierwszy myślę sobie, że wiem skąd ta miłość Polaków do Dustera. Przecież nasza ojczyzna nadal nie jest krajem kojarzonym z rewelacyjnymi nawierzchniami. Choć sieć dróg szybkiego ruchu jest coraz gęstsza, prawdziwie polskie nadal są te szosy wojewódzkie z 5 warstwami łat. Tam właśnie Duster czuje się najlepiej, dużo lepiej od dość nisko zawieszonych i twardych SUV-ów innych marek. Kolega Mikołaj też wspominał o tym w swoim teście.

Polska jest piękna tam, gdzie się jej wstydzicie.

Zatrzymujemy się przy sklepie na wsi. Frugo, kabanosy, batonik Prince Polo i można jechać dalej. Krajobraz zaczyna się zmieniać. Drogi są coraz gorsze, a ja dostrzegam, że zawieszenie to największa zaleta Dacii. Pozwala docenić miejsca i widoki, które w każdym innym współczesnym aucie bym ominął, bojąc się o miskę olejową. Piękne krajobrazy polodowcowe, z jeziorami, pagórkami i szpalerami drzew wzdłuż wąskiej drogi. Do tego czerwieniące się przy szosie maki. Wsie z drewnianymi domami i zabytkowymi pocztami oraz kościołami.

https://spidersweb.pl/autoblog/dacia-duster-nowy-silnik-1-3-tce/
Maki rosnące wzdłuż drogi wyglądały zjawiskowo.

Obaj podziwiamy otaczający nas krajobraz, co chwilę wykrzykując równoważniki zdań wyrażające zachwyt. Ileż się traci jadąc głównymi trasami czy nudnymi do bólu autostradami. Polska wieś jest piękna. Tak, właśnie ta prowincja, której wielu z nas się wstydzi, wyzywa od zaścianków, pogardza. Tam nadal czuć ducha Polski, nie na sterylnej autostradzie, która w każdym kraju jest taka sama. Widać, że wsie się modernizują, ale wcale nie straciły swojego charakteru. Nie udają na siłę, że są Europą zachodnią, widać w nich tę charakterystyczną polską mieszankę niemieckiego porządku i wschodnich kolorów, swobody i ludowości. Nawet szyldy nie są irytujące.

Dobrze, że droga była pusta, bo trudno oderwać oczy od polskich krajobrazów.

Bliżej Mielna atmosfera zaczyna robić się gorąca.

Przez całą drogę upał nie ustaje. Odkąd zaczęliśmy jechać wolniej temperatura w aucie dziwnie się podnosi. Coś jest nie tak z klimatyzacją. Nic nie dają zmiany ustawień. Nawet na „low” jest źle, podkręcenie siły nawiewu też nic nie daje, jedynie można wyczuć, że odrobina chłodu pojawia się raz na kilka minut. Czuć charakterystyczny zapach, który pojawia się tuż po wyłączeniu klimatyzacji. Po kilkunastu minutach walki i sprawdzeniu wszystkich możliwych ustawień kończą nam się pomysły. W środku Dacii panuje temperatura jak w piekarniku.

dacia duster wakacje 2019
Lo? Chyba LoL.

Zjeżdżamy na chwilę do lasu by się ochłodzić. Duży prześwit Dustera sprawia, że bez zmartwień możemy wjechać głęboko w upragniony cień drzew. Dalej jedziemy już z otwartymi oknami, klimatyzacja nie ma zamiaru współpracować, a 30 stopni i ostre słońce nie ułatwiają sprawy. Ależ mamy szczęście, upał to idealny moment na awarię klimatyzacji. Swoją drogą, trochę to niepokojące – takie problemy w aucie z przebiegiem rzędu 10 tys. km. Zawsze powtarzam, że trasy bez awarii są nudne, więc teraz mam za swoje.

dacia duster wakacje 2019
Chłodzenie Dustera w cieniu drzew.

Nasze męki zakańcza burza, na którą trafiamy około 100 km od celu. Choć widoczność jest tragiczna, auto nadal prowadzi się pewnie. Trzeba tylko pamiętać, by nie ruszać gwałtownie, przednionapędowy Duster ze 150-konnym silnikiem łatwo zrywa wtedy przyczepność. Grad i ściana deszczu szybko się kończą, ale przyniosły upragniony chłód. Ostatni odcinek trasy przejeżdżamy już w umiarkowanej temperaturze rzędu 23 stopni.

dacia duster wakacje 2019
Bezstresowa jazda w burzy.

Witamy w Mielnie.

Do celu zostało kilkadziesiąt kilometrów, a my już widzimy, że jesteśmy blisko. Zewsząd atakuje nas szyldoza, milion zachęt do wynajęcia apartamentów, zjedzenia czegoś w restauracji itp. Tuż przed samym Mielnem mijamy komis z samochodami „premium”. Cała oferta składa się z aut bardziej nachalnych i wulgarnych niż ekskluzywnych. To niechybny znak, że jesteśmy blisko.

Zakręt, czerwone światło. Podnoszę oczy znad ekranu systemu multimedialnego, dostrajam ostrość i jestem w lekkim szoku. Opowieści nie kłamały. Przed nami początek promenady z centrum gastronomicznym. Jasny budynek upstrzony feerią barwnych szyldów. Po oczach biją napisy „turecki kebab”, zmieszane z rybami. Wszystko upchane tak, by nie zostało za dużo pustego miejsca. Ruszamy, mijamy promenadę, kątem oka widzę tylko, że dalej jest jeszcze więcej pstrokatych kolorów.

dacia duster wakacje 2019

Szukamy miejsca do zaparkowania, mijając sklepy monopolowe 24h, ustawione niemal jeden za drugim. Skręcamy w lewo, w stronę morza. Wjeżdżamy w schludną uliczkę handlową, tutaj można kupić ubrania, sprzęt sportowy i leki. Co ciekawe, nie ma żadnego ciuchexu. W całym Mielnie nie widać ani jednego second-handu, który jest stałym elementem każdej polskiej miejscowości turystycznej. Cóż, szmatex nie pasuje do wizerunku szpanera..

Wczuwamy się w klimat.

Nasz cel w Mielnie: wczuć się w klimat tego miejsca. Parkujemy auto i zbieramy się by, odwiedzić jedną z mnóstwa kebabowni. Na dzień dobry zaczepia nas uprzejmy ogorzały pan, który chwali moje długie włosy i wspomina lata 70. Dopytuje się nas, czy przyjechaliśmy tu zabalować. Cóż, niby tak, ale nie do końca.

Idziemy wzdłuż parkingu w stronę promenady. Ulica handlowa była zupełnie zwyczajna, taka jak w każdej nadmorskiej, europejskiej miejscowości. Za to tuż przy samym deptaku dostrzegam coś na wskroś polskiego. Stary, nieco zaniedbany dom, a pod nim rasowy p…lnik. Zwłoki fotobudki, europalety, blachy dachowe, elementy jakichś namiotów, słowem – swojsko.

dacia duster wakacje 2019
R A S O W O Ś Ć

Skręcamy w prawo w stronę morza. Tutaj zaczyna się największa koncentracja wszystkiego.

Kicz uderza nas prawym prostym, brzydota poprawia ciosem pod żebra, pstrokata tandeta zwala z nóg. Przed oczami mienią mi się napisy, zlewając się w jeden, wyglądający jak „salon alkoholi smażenie tureckich gier”. To jest nokaut, i to brutalny. Opieram się o cymbergaj, by się nie przewrócić. Chwilę zajmuje mi ogarnięcie wzrokiem wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Praktycznie w jednym miejscu można kupić kebaba, smażoną rybę, alkohol, lody, pamiątki i zmarnować kasę grając na automatach. Po prawej szyldy zajmują każdy wolny centymetr. Po lewej w górę pną się jakieś kamienicopodobne potworki. Daszki, wieżyczki, jest wszystko. W tych pseudoretrobudynkach umieszczono jakieś sklepy, rzekomo drogie. Nie takie serio ekskluzywne, tylko zawierające produkty średniej jakości w zawyżonej cenie, idealne do taniego szpanu.

Tak źle, że aż dobrze.

Powoli dochodzimy do siebie. Gdzieś niedaleko przejeżdża żółty Plymouth Prowler powarkując wydechem. Idziemy do typowej budki z kebabem. Nie wygląda zbyt zachęcająco, a do tego jeszcze nie ma sezonu, dla bezpieczeństwa wybieramy wersję z kurczakiem. Tak, wiem, że to nieprawilne, ale zazwyczaj drobiem trudniej się zatruć. Siadamy już nieco oswojeni i zaczynamy jeść wyrób kebabopodobny. Jest zjadliwy i na tym kończą się zalety. Rozglądamy się dookoła, dostrzegając coraz więcej szczegółów.

dacia duster wakacje 2019
Polska potrawa narodowa, A.D. 2019

O dziwo, jeśli już w pełni zaakceptujemy nachalną tandetę Mielna da się w nim dostrzec pewien urok. Przyglądając się otoczeniu zacząłem dostrzegać coraz więcej rzeczy sprzed lat. Salon gier, jak z wakacji w dzieciństwie. Maszyny, w których 2 zł można zamienić na gumową piłeczkę albo gluta. Nieśmieszne koszulki z napisami „najlepszy stryjeczny wujek brata ciotki na świecie”. Kręcone lody z automatów, oczywiście z kolorowymi polewami.

dacia duster wakacje 2019
Nieśmieszne gadżety to obowiązkowy asortyment.

Powoli dojadamy wątpliwej jakości kebab w picie i zaczynamy próbować mocniej wczuć się w Mielno. Co może robić dwóch młodych mężczyzn w imprezowni? Oczywiście, że szukać „nowych koleżanek”. Nie ma wyboru, trzeba uruchomić Tindera. W końcu jeszcze w Warszawie jedna sympatyczna kobieta zaczepiła nas na światłach i chwaliła Dustera. Na pewno nam się uda. Chwilę udajemy, że to ma jakikolwiek sens, wyrzucamy papierki po kebabie i ruszamy dalej na spacer nad morze.

dacia duster wakacje 2019
Raz na rok się udało, więc musieliśmy się pochwalić. Wiem, to żałosne.

Stary znajomy.

To już zaledwie 100, może 200 m. Mijamy głównie emerytów oraz Niemców z dziećmi, ewidentnie sezon jeszcze się nie zaczął. Przed wejściem na plażę znajduje się pomnik morsa, symbolu miasta. Wyślizgany przez ludzi, którzy dosiadają go, by zapozować do zdjęcia.

dacia duster wakacje 2019

Jeszcze kilkanaście kroków i widzę mojego starego znajomego, Bałtyk. Nie widzieliśmy się już chyba 5 lat. Nadal jest tak samo zimny i piękny. Jego surowa uroda brutalnie kontrastuje z pstrokatym kiczem Mielna. Nagle przez szum fal przebija się ryk przypominający zdenerwowanego niedźwiedzia. To mężczyzna w trudnym do określenia wieku, który ewidentnie spał na plaży i właśnie się obudził. Brudna odzież, nieobecny wzrok i niemrawe ruchy wyraźnie wskazują, że ma za sobą ciężką noc.

W czasie kiedy on dobudza niecenzuralnymi okrzykami swojego kolegę, przechodzimy na taras obok. Ładny, z barierką, zadbany. Patrzymy chwilę na morze. Odhaczone, jest dość chłodno więc nie czujemy potrzeby wchodzenia do wody. Pora dalej eksplorować miasto.

Nie byłeś w Mielnie, jeśli nie zabalowałeś.

Cofamy się do przecznicy biegnącej równolegle do brzegu. Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to wielki klub, przyozdobiony bannerem ze złotą myślą: „Nie byłeś w Mielnie, jeśli nie byłeś w klubie Bajka”. Wzniosłe hasło. Obok jakieś plakaty z DJ-em Hazelem. Niestety, my nie mamy ani pigułki, ani koszulki z wisienką, a klub jest zamknięty. Trudno, wygląda na to, że jednak nie byłem w Mielnie.

dacia duster wakacje 2019

Naprzeciwko Bajki znajduje się kilka knajp tematycznych i delikatesy, z wnętrze stylizowanym na lata 30. Dalej wzdłuż tej uliczki nie ma czego szukać, kolejne wejście na plażę po prawej, po lewej cicha uliczka. Tutaj pewnie mieszkają Ci, którzy nie mają ochoty imprezować i chcą odrobiny spokoju. Wracamy z powrotem na promenadę.

dacia duster wakacje 2019
PRL na jednej ulicy z DJ-em Hazelem

Tam już szaleje nasz nowy znajomy z plaży. Biega pokrzykując od baru do baru. Dopytuje się, o której zamykają i jeśli nie trzymają się idealnie podanej godziny, to wydziera się, że mają natychmiast zamknąć. Innym wygraża, że wróci i sprawdzi. Mamrocze coś o zaprowadzaniu porządku. Ot, lokalny folklor.

My idziemy do lodziarni. Zamawiamy kręcone lody. Ja wybieram oczywiście takie z pasującą do klimatu miejsca, niebiesko-zieloną polewą. Pani za ladą wydaje się obrażona, że coś zamawiamy, przygotowuje lody bez używania takich bzdur jak rękawiczki. Co z tego, że przed chwilą tą sama dłonią dotykała pieniędzy. Mój lód jeszcze przed tym jak go dostałem zdążył zacząć się topić, bo zanim poszła zanurzyć go w polewie musiała odebrać telefon i pogadać z przyjaciółką. Podając go nie przerywa rozmowy.

dacia duster wakacje 2019

Czuję się, jakbym cofnął się w czasie. Kiedyś zawsze to tak wyglądało, ale dzisiaj takie podejście do klienta i higieny to rzadkość. Cóż, zjadamy lody i wracamy do auta. Pora zwiedzić resztę Mielna. Po drodze mijamy odwrócony dom. A jakże, różowy.

dacia duster wakacje 2019

Tu jest wszystko.

Przerwa od jazdy samochodem pozwoliła mi zwrócić uwagę na pracę napędu. Manualna, 6-biegowa skrzynia Dustera pracuje dość dziwnie. Przede wszystkim bardzo trudno jest wyczuć sprzęgło. Działa trochę jakby było sterowane mechanicznie i linka nie była nasmarowana. Opór zmienia się skokowo, bez jakiegoś wyraźnego schematu, czasami da się też wyczuć coś na kształt wibracji, które zazwyczaj towarzyszą skrzypieniu. Niezwykle trudno jest dynamicznie zmienić bieg z 1 na 2 bez szarpnięcia przy wysprzęgleniu. Sam lewarek ma przyzwoity skok, ale wygina się i sprawia wrażenie bardzo delikatnego. Nic też nie izoluje go od szarpnięć układu napędowego. Wystarczy położyć na nim rękę i dodać gazu by poczuć ruch silnika.

Przemieszczamy się w poprzek Promenady, a Dacia świetnie wpasowuje się w krajobraz. Niby SUV, czyli prestiż, ale tani. Zupełnie jak Mielno, którego reprezentacyjna część usilnie próbuje udawać bogatą.

dacia duster wakacje 2019

Ruszamy dalej w miasto. Podjeżdżamy pod urząd gminy, żywcem wyrwany z PRL.

dacia duster wakacje 2019

Mijamy kolejne bary i sklepy z alkoholem. Obok starych poniemieckich budynków stoją PRL-owskie maszkarony i w miarę współczesne potworki. Cały przekrój polskiej architektury użytkowej w jednym miejscu. Niestety, w najbardziej kiczowym wydaniu. Tuż przed kempingami trafiamy na kolejny, pstrokato przyozdobiony klub o dźwięcznej nazwie Harem. Na pewno odbywają się tam bardzo kulturalne i dystyngowane imprezy.

Dalej nie ma już nic ciekawego. Smutne wesołe miasteczko i jezioro Jamno, które jest de facto przerośniętą sadzawką.

dacia duster wakacje 2019

Kolejne 10 monopolowych 24/7 i kempingi, poza tym zwykła nadmorska miejscowość. Pora wracać. Pomoże nam nawigacja, która wygląda paskudnie, ale działa całkiem dobrze.

dacia duster wakacje 2019

Mielno to przekrój polskiej popkultury.

Zapewne po tym opisie spora część z was ma już Mielno za coś na kształt piekła antykultury, braku estetyki i wszystkiego co paskudne. W pewnym sensie macie rację, ale nie do końca. Jakiś czas temu zachwyciła mnie książka Ziemowita Szczerka o wiele znaczącym tytule „Siódemka”. Autor na przykładzie drogi krajowej nr 7, bawiąc się konwencją powieści drogi, pokazał pełen przekrój polskiej popkultury. Biegnącą przez środek naszego kraju trasę przedstawił jako kręgosłup wszystkiego, co charakterystyczne dla krajobrazu i ludzi znad Wisły. To świetna, zabawna i prowokująca do refleksji książka.

Wróćmy jednak do Mielna. Moim zdaniem Szczerek go nie odwiedził i tylko dlatego wybrał drogę krajową nr 7. Mielno to cała polska popkultura w jednym miejscu, przerysowana i skondensowana. Jest tu wszystko – agresywny, niezbyt estetyczny kapitalizm pod postacią szyldozy, jest socjalizm z jego smutnymi, klockowatymi budynkami. Jest szybkie jedzenie, zarówno kebab wywodzący się z dalekich krajów, jak i tradycyjne zapiekanki. Są restauracje z polską kuchnią oraz pizzerie. Jest architektoniczny nieład, nieudane modernizowanie starych budynków. Sklepy monopolowe i apteki na każdym rogu. Knajpy gdzie puszczają Lady Pank i melanżownie, gdzie gra DJ… sami wiecie jaki. Schludne uliczki i przydomowe p…niki. Salony gier i kulturalne kawiarnie.

dacia duster wakacje 2019
Największy salon gier przy promenadzie.

Nie musimy się wstydzić.

Jakbyśmy się nie wypierali, to elementy naszej codzienności. Wszystkie te elementy składają się na polską popkulturę, w której wszyscy jesteśmy zanurzeni. To prawda, że Mielno jest przerysowane, przesadzone, doprowadzone do groteski. Ale nie trzeba patrzeć na nie z odrazą. Amerykanie szczycą się imprezowo hazardowym, przesadnie kolorowym Las Vegas i kiczowatymi przydrożnymi barami. Nie widzą nic złego w bikini z flagą i temu podobnych tandetnych gadżetach. W zasadzie czemu my też nie możemy zaakceptować takiego Mielna, jako wytworu naszej popkultury? Przecież ona z definicji jest kiczowata w każdym narodzie. Po prostu przyjmijmy to do wiadomości i przestańmy się wstydzić.

dacia duster wakacje 2019
Ta ulica udaje, że jest niemiecka.

Każdy z nas od czasu do czasu zatapia się w te ludowe zwyczaje, nawet jeśli udaje, że robi to ironicznie. Odcinanie się od nich nic nie da, co najwyżej pozę nowobogackiego.

Dacia Duster vs. Mielno

Pora odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie: co jest bardziej rasowe, Duster czy Mielno? W ostatecznym starciu posłużę się moją autorską punktacją za rasowość.

dacia duster wakacje 2019
Obowiązkowy zimny łokieć w Dacii Duster.

Dacia Duster.

Wygląd: nie jest to może arcydzieło stylistyczne, ale w wersji Prestige nie wieje taniochą pokrytą udawanym splendorem. Po prostu uczciwy SUV. W środku ewidentnie widać i czuć, że to tanie auto. Mimo wszystko wnętrze zostało estetycznie zaprojektowane. Fotele są wygodne, a z tyłu może spokojnie jechać 2 dorosłych osób.
Punkty rasowości: 0/2

Wrażenia ogólne: Dacia prowadzi się w większości sytuacji pewnie. Układ kierowniczy działa przyzwoicie, widoczność jest dobra. Silnik 1.3 TCe zapewnia bardzo dobre jak na tę klasę osiągi. Można wręcz powiedzieć, że Duster w tej wersji jest szybszy niż wygląda. Z drugiej strony skrzynia biegów i sprzęgło działają dość dziwnie. Zawieszenie jest dostosowane do wiejskich, złych dróg.
Punkty rasowości: 1/2

Jakość: Wnętrze wykonane w większości z bardzo tanich materiałów. Lewarek zmiany biegów sprawia wrażenie jakby miał zamiar się złamać. Klamki z zewnątrz też chętnie by się urwały. Awaria klimatyzacji w prawie nowym samochodzie. Poza tym dość solidnie zmontowana, ale to nie wystarczy.
Punkty rasowości: 2/2

Cena: 75 tys. zł w takiej wersji jak testowana, czyli Prestige z silnikiem 150-konnym oraz m. in. automatyczną klimatyzacją i przeciętnie użytecznymi kamerami wspomagającymi parkowanie. Kwota w pełni adekwatna do oferowanego za nią SUV-a. Bez udawania, że to jakiś drogi prestiż.
Punkty rasowości: 1/2 (Punkt tylko za nazwę wersji, czyli „Prestige”)

dacia duster wakacje 2019

Mielno.

Wygląd: wszystko zmieszane ze wszystkim. Dziki kapitalizm, socjalizm, nowoczesność, szyldoza, knajpy tematyczne, kluby itp. skondensowane na małej przestrzeni. Bardziej rasowo się nie da.
Punkty rasowości: 3/2

Wrażenia ogólne: Mało atrakcji poza jedzeniem i piciem alkoholu oraz szeroko pojętym niezbyt wyszukanym imprezowaniem. Za to można kupić kicz każdego rodzaju. Nie było tylko baloników.
Punkty rasowości: 2/2

Jakość: szkoda strzępić klawiatury.
Punkty rasowości: 2/2

Cena: Mały, niedobry kebab za 16 zł. Mierne lody za 8zł. Rzeczy, które normalnie są tanie, tutaj mają dołożone po kilka zł do ceny i udają, że są coś więcej warte. Przoduje w tym nazywanie tutejszych kebabów tureckimi. Koło prawdziwych nawet nie stały.
Punkty rasowości: 2/2

dacia duster wakacje 2019

Ostateczny werdykt.

Suma punktów rasowości:
Dacia Duster: 4
Mielno: 9
Zdecydowane zwycięstwo Mielna. Ta miejscowość to niekwestionowany król rasowości, jej skrystalizowana forma. Dacia nie miała szans, ale to w zasadzie dobrze dla niej. Choć dobrze wpisuje się w polską popkulturę, będąc jednocześnie tanim autem i SUV-em, uważanym za znak prestiżu. Choć jej wnętrze jest tandetne, układ napędowy dziwnie pracuje i miała problemy z klimatyzacją, to jednak oferuje dobre osiągi i świetne zawieszenie na polskie drogi. Do tego jest wygodna, pojemna i ma spory bagażnik. Poza tym na łącznym dystansie przeszło 1200 km udało nam się uzyskać wynik średniego spalania na poziomie 7,7 l na setkę.

I najważniejsze – nadaje się na wyjazd do Mielna.

dacia duster wakacje 2019

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie