Felietony

Motoblender 20: Peugeot płynie przez ocean. Zajmie mu to 8 lat

Felietony 21.07.2018 184 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 21.07.2018

Motoblender 20: Peugeot płynie przez ocean. Zajmie mu to 8 lat

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski21.07.2018
184 interakcje Dołącz do dyskusji

Już po raz 20. odpalam Motoblender, czyli wpis, w którym miksuję najciekawsze wiadomości motoryzacyjne z zeszłego tygodnia z tymi najmniej ciekawymi i polewam subiektywnym sosem. Przestawiamy na ON i jazda!

Na początek nius o tym, że Peugeot ma zamiar wrócić do Stanów Zjednoczonych w 2026 r. Za każdym razem wprawia mnie to w osłupienie i chichot. Ostatnio rozmawiałem z moim kolegą, z którym planujemy wyprawę w 2019 r. Wymaga ona nieco przygotowań i powiedziałem, że zajmę się tym po wakacjach. Kolega wyraził zdziwienie, że tak wcześnie, po co? Co w takim razie powiedzieć o Peugeocie, który będzie potrzebował ośmiu lat, żeby dotrzeć ze swoimi produktami do USA? Po pierwsze, to oznacza, że modele, którymi chcą zawojować Stany zaczną opracowywać dopiero za jakieś 3 lata. I lepiej, żeby to były duże SUV-y albo pickupy, bo Amerykanie uważają głównie takie wozy. Ale może też być tak, że po prostu wsadzą na statek parę 308-mek, jakiegoś 508 sedana i 5008 z automatem, zrobią tratwy z beczek i będą nimi płynąć przez ocean w tempie 3 mil morskich na dzień, popłyną na południe, opłyną Amerykę Południową od strony Ziemi Ognistej i potem od zachodu zawiną do portu w Seattle. To brzmi prawdopodobnie. Na pewno bardziej prawdopodobnie niż to, że ktoś w USA po 35-letniej przerwie z własnej woli kupi Peugeota.

FIA nie pozwoliła startować zawodnikowi z naklejkami „Make America Great Again”

Nie wiedziałem nawet, że jest taki zawodnik jak Santino Ferrucci, enfant terrible serii Formuła 2. Najpierw wjechał w swojego kolegę z zespołu, za co został zdyskwalifikowany na 4 wyścigi. Ponadto wjeżdżając do boksu w trakcie wyścigu ponoć rozmawiał przez telefon komórkowy (lub tylko trzymał go w ręku). Potem próbował nakleić na swoim bolidzie hasło „Make America Great Again”, ale nie dopuszczono go do startu. Ciekawy człowiek, myślę że dobrze sprawdziłby się jako populistyczny polityk. Robiłby idiotyczne rzeczy i ludzie by się cieszyli. Tymczasem oczywiście popieram decyzję FIA, która nie dopuszcza żeby na bolidach pojawiały się slogany polityczne, niezależnie z której strony.

Zmiana oznaczeń paliw sprawia, że bezradnie drapię się w głowę

Dla uproszczenia postanowiono oznaczyć paliwa tak samo w całej Unii Europejskiej. Żeby było łatwiej, oznaczenie składa się z litery i z liczby oznaczającej udział biokomponentów. I teraz uważajcie, jakie litery wybrano:
E – dla benzyny

B – dla oleju napędowego.

Dlaczego ze wszystkich liter w alfabecie jako oznaczenie oleju napędowego wybrano B jak benzyna? Przecież to już nie jest przypadek. To czysty trolling. Naprawdę trudno w to uwierzyć. W każdym niemal kraju słowo „benzin” w różnych wersjach jest mniej lub bardziej znane, a olej napędowy to najczęściej „diesel” albo „gazole” albo „gasoleo”. Tylko Francuzi mówią na benzynę „essence”, ale w żadnym kraju olej napędowy nie zaczyna się na B. Urzędnicy unijni robią z nas głupków.

Z lewej Corolla, pośrodku Passat.

Co z przyszłością Dodge’a i Chryslera? W tym pierwszym przypadku zaczyna się coś klarować

Szczegółowo opisywaliśmy przyszłość Fiata, o której rozwodził się ustępujący Sergio Marchionne. Opowiedział też wtedy o Alfie, Maserati i RAM-ie. Temat Dodge’a i Chryslera nieszczególnie wypłynął. Niektórzy nawet sądzili, że te marki zostaną zlikwidowane. Otóż ponoć nie zostaną, ale jak powiedział szef grupy FCA na rynki amerykańskie Steve Beahm, konieczna będzie reforma linii modelowych. W Dodge’u wytną Grand Caravana (to jeszcze go robią?) i Journeya (JESZCZE GO ROBIĄ???), w Chryslerze trzeba będzie pożegnać się z modelem 300, który ma akurat sporą rzeszę fanów (w odróżnieniu od Dodge’a Journeya), bo nie pasuje do nowego image’u Chryslera. Marka ta ma stać się nudna, jak powiedział Steve Beahm, nazywając ją „people movers brand”. To akurat nie będzie zbyt trudne zadanie. Gorzej z Dodge’em, bo ma się stać marką sportową, takim amerykańskim Abarthem. Dlatego dalej będzie produkował Challengera i Chargera oraz będzie robił wersje Hellcat z różnych innych samochodów. Szczególnie ta ostatnia koncepcja bardzo mnie zainteresowała. Żądam Fiata 500L Living w wersji Hellcat!

Co druga sprzedana w Europie Toyota to hybryda

Toyota sprzedała w Europie w tym roku już 560 000 samochodów, licząc łącznie marki Toyota i Lexus. No i spoko, chociaż to niewiele w porównaniu ze sprzedażą na innych kluczowych rynkach, takich jak Chiny czy Stany Zjednoczone. Ale to w Europie udział aut hybrydowych w ogólnej sprzedaży Toyoty przekroczył 46% i rośnie dalej. Ostatnio znajoma mojej żony chciała kupić sobie nowy, mały samochód, ale koniecznie z „automatem”. Yaris Hybrid był oczywistym wyborem i został już nawet zaliczkowany.

Tak, znam bardzo wielu dziennikarzy motoryzacyjnych, którzy twierdzą, że hybryda nie jest fajna bo silnik wyje podczas przyspieszania. Tak jakby 3-cylindrowy silnik benzynowy z turbo brzmiał jakoś szczególnie lepiej. Nie znam natomiast żadnego dziennikarza motoryzacyjnego, który jeździłby hybrydą na co dzień. To dziwne, bo te samochody z mojego punktu widzenia (a podkreślam, że jestem graciarzem z krwi i kości) nie mają żadnych wad. Wciskasz guzik i auto jedzie. Nie musisz się martwić o nagrzewanie silnika, o to że zgaśnie przy ruszaniu, o to żeby co jakiś czas pojeździć trochę po trasie i wypalić DPF. I to nie jest moja subiektywna opinia (wyjątkowo), tylko obiektywny fakt.

Auris Hybrid

HHO z magnetyzerami

Mam więc taką refleksję, jaka stale nachodziła mnie, gdy w prasie lata temu oglądałem reklamy super cudownych środków obniżających spalanie. Wystarczyło coś wlać do silnika, np. zaaplikować mu dotrysk HHO, albo dodać magnetyzery, a gdy połączyło się magnetyzery z HHO to silnik po prostu pracował za darmo, pobierając energię z powietrza. I w tych reklamach pisano: producenci samochodów NIE CHCĄ, ŻEBYŚ O TYM WIEDZIAŁ!!! No dobrze, kombinowałem sobie, to skoro nie chcą, to czemu tego nie stosują? Przecież gdyby zamontowali HHO i magnetyzery już w fabryce, to ich samochody stałyby się superoszczędne i zmiażdżyliby konkurencję. Wszystko to wydawało mi się podejrzane.

Pojawia się więc taka kwestia: większość producentów w Europie postawiła na diesle. Toyota postawiła na hybrydy. Inni producenci wiedzieli o autach hybrydowych, ale inwestowali w diesle. Inni producenci mogli przejechać się, sprawdzić, rozłożyć na kawałki hybrydową Toyotę, a mimo to przez lata zlewali ten temat i pompowali forsę w wynalazek Rudolfa Diesla jako „znane zło”. Inni producenci widzieli, że hybrydy bardzo mało palą i zupełnie się nie psują, ale pomijali je wzrokiem, uznając za dziwactwo. To prawie tak, jakby wiedzieli o tych magnetyzerach i HHO, ale ich nie stosowali. Toyota konsekwentnie budowała wizerunek producenta aut hybrydowych, a diesle traktowała jako zło konieczne. I nagle, gdy diesle są na cenzurowanym, a ich sprzedaż gwałtownie spada, te miliardy wrzucone w rozwój aut hybrydowych procentują, bo… nie bardzo jest konkurencja. No tak, jest Kia i Hyundai. Fajne są te hybrydy Kii i Hyundaia, szczególnie Niro. Ale Toyota ma gamę hybryd, możesz sobie wybrać, czy chcesz małą, dużą czy brzydką. Nagle napęd hybrydowy jest jak te magnetyzery. Trzeba było pójść w nie 15 lat temu, Volkswagenie.

I na koniec, skoro mowa już o Volkswagenie, oto model, który można łatwo przegapić: Tayron.

To nie żart. W Chinach będzie kolejny SUV Volkswagena: Tayron. Choć sami producenci narzekają, że rynek chiński jest zbyt zatłoczony i jest na nim za dużo marek i modeli, to Volkswagen zdaje się zupełnie nie przejmować tą sytuacją i oto jest, nowy Tayron, nowy SUV dla młodych i aktywnych, o którego nikt nie prosił. Tayron uzupełni gamę, na którą składać się będzie 5 SUV-ów: Tharu, Tiguan, Tayron, Teramont i Touareg. Dzięki temu kupujący będą mieli… no właśnie nie wiadomo co będą mieli, bo zupełnie nie jestem w stanie zwizualizować sobie powodu, dla którego ktoś miałby wybrać Tayrona zamiast Tiguana, chyba że na przykład będzie o połowę tańszy. W każdym razie wygląda to tak, jakby ktoś tam siedział w dziale produktowym i nieustająco multiplikował bliźniaczo podobne SUV-y, wymyślając im nazwy na literę T. Za 5 lat może się okazać, że chińska gama SUV-ów VW oprócz Tharu, Tiguana, Tayrona, Teramonta i Touarega składa się jeszcze z Timona, Turbota, Talbota, Trumpa i Tarantuli.

VW Tayron

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie