Testy aut nowych

35 km na prądzie za 15 zł, czyli kiedy nie opłaca się szybka ładowarka

Testy aut nowych 19.05.2020 99 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 19.05.2020

35 km na prądzie za 15 zł, czyli kiedy nie opłaca się szybka ładowarka

Adam Majcherek
Adam Majcherek19.05.2020
99 interakcji Dołącz do dyskusji

Hybrydy plug-in są super, o ile umie się z nich korzystać. Czasem można przepłacić. 

Od kilku dni jeżdżę Mitsubishi Outlanderem PHEV. Producent chwali się, że to jedyna hybryda plug-in w tej klasie umożliwiająca szybkie ładowanie. No to pojechałem ją szybko naładować.

Ostatnio polubiłem się z PHEV-ami.

To te modele hybryd, które można ładować z gniazdka. W przeciwieństwie do tych, które ładują się tylko podczas jazdy i są najpopularniejsze. Nie, nie zamierzam pisać o przewadze jednych nad drugimi, bo każde z tych rozwiązań ma swoich zwolenników i przeciwników, którzy mają swoje racje.

Jeżdżąc hybrydowym Volvo XC60 przekonałem się, że przy moim typowym korzystaniu z auta, hybryda ładowana z gniazdka byłaby dla mnie samochodem optymalnym. Mogłaby być jedynym autem w rodzinie, które na co dzień jeździłoby na prąd, a gdy trzeba, służyłoby za rodzinny autobus na dowolnie długim dystansie. 

Outlander PHEV, którym jeżdżę teraz, utwierdził mnie w tym przekonaniu. 

Na szczegółowy raport przyjdzie jeszcze czas, ale teraz jest dobry moment na tzw. przedwpis, czyli co udało mi się odwalić w ramach tego testu.

Zabrałem Mitsubishi na weekend do teściów. Mieszkają w bloku, a w ich mieście jest jedna szybka ładowarka. Ja Outlandera na co dzień ładuję ze zwykłego gniazdka w garażu pod blokiem płacąc ok. 60 gr za 1 kWh energii, więc pełne ładowanie kosztuje mnie ok. 6 zł. U teściów w bloku takiej możliwości nie miałem, postanowiłem więc wykorzystać okazję i szybciutko załadować się na profesjonalnej ładowarce prądu stałego (DC).

Spodziewałem się, że skoro ładowarka jest szybka, to faktycznie zajmie to chwilę.

Podjechałem pod urządzenie, podpiąłem wtyczkę CHAdeMO do gniazda i okazało się, że niewielki – w porównaniu z akumulatorami samochodów elektrycznych – akumulator mojego Outlandera (13,8 kWh), na doładowanie do 80 proc. potrzebuje aż 25 minut. Jak na ten typ łącza, które w wersji 2.0 teoretycznie potrafi obsłużyć nawet 400 kW, to trochę długo. Szczególnie, że to 25 minut oznaczało naciągnięcie 7,56 kWh energii i zwiększenie zasięgu elektrycznego do 35 km.

Wygląda to tak a nie inaczej, bo szybkie ładowanie w przypadku Outlandera oznacza ładowanie z mocą do 22 kW. Jak na hybrydę plug-in, jest faktycznie szybkie. Gdyby jednak w tym czasie do ładowarki podjechał jakiś samochód w pełni elektryczny, gotowy na ładowanie ze znacznie wyższą mocą (np. 40, 100, czy 150 kW), jego właściciel pewnie pomstowałby, że zająłem mu jedyną ładowarkę w mieście na głupoty.

Mitsubishi Outlander PHEV ładowanie

Ładowarka u teściów działa w ramach jakiegoś pilotażowego programu i można z niej korzystać bezpłatnie, ale gdybym korzystał z urządzenia  jednego z popularnych operatorów, płacąc 1,97 zł za kWh, wydałbym na to jakieś 15 zł.

Gdy po 25 minutach wybiło 80 proc. samochód sam zakończył ładowanie.

Powyżej tej wartości prędkość ładowania znacznie słabnie, bo dalszy proces odbywa się z mniejszą mocą, by nie zaszkodzić akumulatorom. Sprawdziłem, czy przy takim stanie naładowania da się uruchomić uruchomić ładowanie ponownie – owszem, licznik ruszył i dobił do 95 proc., ale doładowanie kolejnych 2,5 kWh zajęło następne 25 minut. W sumie zebrałem energię na przejechanie 44 km. 

50 minut ładowania, 44 km zasięgu.

Gdybym korzystał z komercyjnego rozwiązania, zapłaciłbym za to prawie 20 zł. Sporo dość.

Czy to znaczy, że PHEV-y są jednak bez sensu?

Nie, to oznacza, że możliwości, jakie daje elektryfikacja, trzeba najpierw zrozumieć i potem korzystać z nich z głową. Hybryda plug-in jest wspaniała, gdy możesz podłączyć ją sobie do zwykłego gniazdka w domu. Ładuje się przez noc, jak telefon, a potem wsiadasz i kilkadziesiąt kilometrów przejeżdżasz za grosze. Outlander PHEV ze swoją mocą ładowania 22 kW może być nawet wspanialszy niż inne plug-iny, jeśli jeździsz często na krótkich odcinkach, a do tego masz w domu odpowiednio przygotowaną instalację elektryczną, dzięki której naładujesz go w pół godziny. Jeśli nie, ładowanie ze zwykłego gniazdka trwa między 3,5 (prąd 16A) a 7 godzin (prąd 8A). 

Co więcej, jeśli koniecznie chcesz nim jeździć na prądzie, a nie masz w okolicy nawet zwykłego gniazdka elektrycznego, możesz skorzystać z trybu charge, który naładuje akumulatory do 80 proc. korzystając z silnika spalinowego. Ile to potrwa? Tego jeszcze nie sprawdziłem i raczej nie sprawdzę, bo to byłaby sztuka dla sztuki. Póki co, dalej będę jeździł za grosze, ładując akumulator po każdym powrocie do domu. To zaczyna być całkiem zabawne.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać