Wiadomości

Hybrydy Toyoty ładują się same podczas jazdy – prawda czy fałsz?

Wiadomości 05.04.2020 75 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 05.04.2020

Hybrydy Toyoty ładują się same podczas jazdy – prawda czy fałsz?

Adam Majcherek
Adam Majcherek05.04.2020
75 interakcji Dołącz do dyskusji

Jednym z celów reklamy jest wywoływanie emocji. Ostatnia kampania Toyoty wzbudza ich całkiem sporo.

Lubię uczyć się od ludzi, którzy maja praktyczną wiedzę w kwestiach, które są mi obce. Jako że nie użytkuje samochodu elektrycznego na co dzień, z przyjemnością dokształcam się korzystając z doświadczeń tych, którzy faktycznie nimi jeżdżą. Źródła wiedzy są różne – od oficjalnych opracowań mądrych instytucji, przez fora internetowe i facebookowe grupy użytkowników.

Ostatnio na jednej z takich grup rozgorzała dyskusja na temat reklamy Toyoty.

Konkretnie tej:

Część dyskutujących uznała, że ta reklama „jest kłamliwa i zmanipulowana”, a „za te samo ładujące się hybrydy powinni ich zamknąć”. Ktoś nawet wspomniał, że w Norwegii wstrzymano kampanię Lexusa, który reklamował tam swoje samoładujące się hybrydy (self-charging hybrid). 

Czy faktycznie reklama jest taka zła, że Toyota zasługuje na odsądzenie od czci i wiary?

Obejrzałem ją kilka razy, bez czytania między wierszami i dopowiadania tego, czego w niej nie ma. 

I wychodzi mi, że technicznie nie ma w niej nieprawdy. W końcu faktycznie do ładowania akumulatorów w zwykłych hybrydach (tzn. nie plug-in) m.in. Toyoty nie trzeba korzystać z gniazdka elektrycznego. A wręcz się nie da. 

W reklamie nikt nie twierdzi, że to rozwiązanie lepsze niż ładowanie elektryka, czy hybrydy plug-in. A faktem jest, że w uproszczeniu, tak jak w czasie jazdy ładuje się zwykły akumulator 12V w każdym innym aucie, tak tu ładują się akumulatory, które w pewnych sytuacjach służą do napędzania kół. Jasne, do napędzania samochodu w głównej mierze wykorzystywany jest silnik spalinowy, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla środowiska. Zresztą Toyota wcale tego nie ukrywa i pod filmem zamieszcza link do strony, na której szczegółowo to opisano. 

Niuans polega na tym, że ten silnik spalinowy nie działa po to, by ładować akumulatory układu elektrycznego. To efekt uboczny jego pracy. A skoro ten efekt uboczny finalnie prowadzi do mniejszego zużycia paliwa pojazdu – nie widzę powodu do zżymania się na Toyotę, że promuje opracowaną przez siebie technologię. Szczególnie, że w międzyczasie prawie zupełnie wyrzuciła z oferty silniki Diesla, a dziś dzięki hybrydom może się pochwalić najniższą średnią emisją CO2 w Europie.

Na marginesie, w Norwegii też nie zakwestionowano kwestii samoładowania się. 

Tam problemem było stwierdzenie, że ładowanie odbywa się „bez kosztów dla kierowcy”. A to nie prawda, bo gdyby nie zatankował auta i nie ruszył w trasę, to nic by się samo nie naładowało. Do stwierdzenia „self-charging hybrid” urząd pretensji nie miał. 

Ja mam za to pretensję o polskie tłumaczenie.

Na samym końcu reklamy pojawia się plansza „Samoładujące elektryczne napędy hybrydowe”. No i to akurat jest bzdura. Napęd hybrydowy jest hybrydowy, bo łączy w sobie dwa napędy – elektryczny i spalinowy. Bez któregokolwiek z nich nie byłby już hybrydowym.

Elektryczny napęd hybrydowy to coś jak czarna zebra w biało-czarne paski. Ale że hybryda Toyoty ładuje się w czasie jazdy – tak jest. I to normalne działanie hybryd, nie tylko tych od Toyoty. Awanturowanie się o to oznacza, że ktoś ma za dużo wolnego czasu. Ale to chyba jak my wszyscy teraz.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać