Testy aut nowych

Jeżdżąc Kią e-Soul, hamowałem przy użyciu lewej ręki. Tak powinno być w każdym samochodzie

Testy aut nowych 27.06.2020 66 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 27.06.2020

Jeżdżąc Kią e-Soul, hamowałem przy użyciu lewej ręki. Tak powinno być w każdym samochodzie

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk27.06.2020
66 interakcji Dołącz do dyskusji

Rajdowcy czasami hamują lewą stopą, a ja robiłem to lewą ręką. Pozwoliła mi na to Kia e-Soul. Byłem zachwycony.

Kilka lat temu miałem okazję sporo pojeździć Skodą Citigo dostosowaną do potrzeb osób niepełnosprawnych. Miała „zwykły” gaz i hamulec (a sprzęgła nie, bo to wersja z potworną, zautomatyzowaną skrzynią), ale można było też przyspieszać i hamować ręcznie. Dokładniej – przy użyciu specjalnej wajchy, zamontowanej po prawej stronie, obok lewarka wyboru przełożeń. Aby dodawać i odejmować gazu, należało kręcić gałką: trochę tak, jakby odkręcało się kran. Z kolei hamowanie odbywało się poprzez pchanie całej wajchy od siebie.

Nie było łatwo

Oczywiście, mogłem jeździć Skodą „normalnie”, z użyciem nóg. Ale byłem ciekawy, czy przyzwyczaję się do ręcznego sterowania wozem, więc próbowałem. Dozowanie gazu? Żaden kłopot. Ale z hamowaniem szło trudniej. Miałem duży problem, by zwolnić z odpowiednią siłą. Zwykle robiłem to tak gwałtownie, że pasażer miałby szansę bliżej zapoznać się z przednią szybą, gdyby tylko nie był przypięty.

Kia e-Soul

Z tym właśnie kojarzy mi się „ręczne” hamowanie

Od przejażdżek Skodą minęło kilka lat. W międzyczasie pod moim domem zaczęły się pojawiać przeróżne samochody, w tym te elektryczne i hybrydowe. Mam w nich swoją ulubioną funkcję. To korzystanie z systemu odzyskiwania energii w taki sposób, by do minimum ograniczyć wciskanie pedału hamulca.

Zwykle polega to na tym, że po ustawieniu odpowiedniej siły rekuperacji (np. na poziom trzeci z trzech), wóz mocno zwalnia po puszczeniu gazu. Na tyle, że nie trzeba już dotykać hamulca. W większości aut, nie da się tak jednak zatrzymać do zera. Ewentualnie wymagałoby to pustego odcinka przed autem. Takiego o długości pasa startowego.

Jest kilka wyjątków

Jednym z nich jest Nissan Leaf z jego systemem e-Pedal. Po jego włączeniu da się bez kłopotu zatrzymać do zera – wystarczy zdjąć nogę z gazu. Samochód zwalnia jednak ze stałą siłą, więc w praktyce podczas dojeżdżania do świateł trzeba co jakiś czas lekko dodawać gazu, a potem znowu ujmować, by zatrzymać się dokładnie tam, gdzie chcemy.

Kia e-Soul ma inne rozwiązanie

Kia e-Soul

Spędziłem niedawno tydzień z nową, kanciastą Kią, która w Polsce jest dostępna wyłącznie z napędem elektrycznym. O tym, jak (i czy w ogóle) mi się podobało, napiszę kiedy indziej. Teraz postanowiłem omówić to, co jest w niej najciekawsze.

Kia E-Soul ma bowiem za kierownicą łopatki, którymi reguluje się siłę odzyskiwania energii, a co za tym idzie – to, jak mocno zwalnia, gdy nie wciskamy prawego pedału. Kierowca ma do wyboru aż cztery, a właściwie pięć stopni. Od zera, kiedy zwalniania praktycznie nie czuć, aż po trójkę, kiedy utrata prędkości jest mocna, a kierowcy z tyłu widzą nasze światła stopu. Szkoda tylko, że za każdym razem, gdy włącza się silnik, trzeba wszystko ustawiać od nowa. Niby to nic trudnego, ale byłoby lepiej, gdyby wóz „pamiętał”, jak lubimy jeździć i hamować.

Soul w trzecim trybie nie zatrzyma się jednak do zera.

Najpierw – owszem – skutecznie wytraci prędkość, ale przestanie zwalniać przy ok. 10 km/h i zacznie się z tą szybkością toczyć. Nie zatrzymamy się tak, chyba że będziemy akurat wtaczać się pod wysoką, stromą górę. Wtedy może się uda.

Ale gdy jadąc na „trójce”, podczas zwalniania wciśniemy do siebie lewą łopatkę, auto włączy tak mocne odzyskiwanie energii, że może się bez problemu zatrzymać. Nie trzeba ruszać stopą, wystarczą palce u lewej ręki. W ten sposób można też po prostu przyhamowywać w normalnym ruchu.

Cały proces odbywa się płynnie.

Kia dała mi kolejną w życiu szansę na hamowanie ręką. Tym razem mogłem to robić bez narażania innych na kosztowną wizytę u dentysty. E-Soul zwalnia zdecydowanie, ale płynnie, bez szarpania. Dokładnie tak, jakbym z wyczuciem hamował nogą.

Po dwóch dniach przyzwyczaiłem się do tego na tyle, że np. w czasie godzinnej przejażdżki, dotknąłem „klasycznego” hamulca tylko raz – odruchowo, gdy auto przede mną nagle się zatrzymało, a ja musiałem uniknąć kolizji. Być może ręką też dałbym radę, ale wolałem nie ryzykować.

Oprócz tego, w sytuacji dojeżdżania do świateł, hamowania przed skrętem, a nawet przy parkowaniu, używałem wyłącznie lewej łopatki. Gdy po tygodniu oddałem Kię i przesiadłem się do pewnego sportowego auta spalinowego, byłem rozczarowany, że muszę hamować klasycznie, nogą. Nuda!

Polecam wam spróbować

Nowy sposób wytracania prędkości jest rewelacyjny. Każde auto powinno tak potrafić. Wreszcie to jakaś malutka rewolucja (no, rewolucyjka…) w skostniałym świecie obsługi podstawowych funkcji samochodu. Czekam na kolejne.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać