Wiadomości

Hyundai Santa Fe po liftingu ma nową platformę. A więc to lifting czy nowa generacja?

Wiadomości 03.06.2020 62 interakcje
Piotr Szary
Piotr Szary 03.06.2020

Hyundai Santa Fe po liftingu ma nową platformę. A więc to lifting czy nowa generacja?

Piotr Szary
Piotr Szary03.06.2020
62 interakcje Dołącz do dyskusji

Co można zmienić przy okazji liftingu? Na przykład wygląd nadwozia, wyposażenie… a także platformę, na której samochód jest zbudowany. Na taki krok zdecydował się Hyundai, modernizując swojego SUV-a Santa Fe.

Przyzwyczailiśmy się, że większość modernizacji samochodów będących od jakiegoś czasu na rynku polega tylko na odświeżeniu ich wyglądu i specyfikacji wyposażenia czy układu napędowego. Oczywiście często poprawia się przy takich okazjach także zestrojenie zawieszenia czy układu kierowniczego, ale wsadzenie do starego auta nowej platformy to działanie spotykane raczej rzadko. Właśnie z taką operacją mamy do czynienia w przypadku Hyundaia Santa Fe, którego właśnie zaprezentowano w mocno odświeżonej wersji.

Hyundai Santa Fe lifting

Hyundai Santa Fe po liftingu – jak zmienił się wygląd?

Auto nadal jest bez problemu rozpoznawalne – kształt nadwozia pozostał taki jak do tej pory, a z boku najłatwiej dojrzeć nowe wzory 19- i 20-calowych felg. Elementy, które dotychczas były matowoszare, w topowej wersji wyposażeniowej będą teraz lakierowane w kolorze nadwozia. Więcej zmieniło się z tyłu – nowy jest zderzak i oświetlenie. To ostatnie jest teraz połączone listwą świetlną (podobnie jak w niektórych modelach Audi czy Porsche), która zastąpiła stosowaną dotychczas listwę chromowaną.

Hyundai Santa Fe lifting
Hyundai Santa Fe po modernizacji.
Dla porównania: auto obecnie dostępne w salonach.

Zdecydowanie najbardziej zmienił się przód auta. Nie jestem niestety przekonany, czy na lepsze – choć już przed modernizacją front był kontrowersyjny, to teraz wygląda jak twarz staruszka zdegustowanego wyglądem nowego BMW serii 4. I trochę jak ciężarówka, lub chociaż amerykański pick-up. Warto też zwrócić uwagę na nowe światła do jazdy dziennej, które przywodzą na myśl rozwiązanie stosowane przez Volvo („młot Thora”), tyle że obrócone do pionu i przedzielone.

Hyundai Santa Fe lifting
Po liftingu…
…i przed.

Zmiany czekają również we wnętrzu.

Najważniejszą z nich jest wymiana dolnej części konsoli centralnej. Pozbyto się z niej tradycyjnego drążka zmiany biegów, zastępując go przyciskami, jednocześnie podnosząc całość. Dotykowy ekran na szczycie konsoli urósł – jego przekątna to teraz 10,25 cala zamiast dotychczasowych 7 lub 8. Co prawda usunięto z jego obudowy przyciski i pokrętła, ale nie zrezygnowano z nich całkowicie, a po prostu przeniesiono niżej. Nadal mamy też do dyspozycji klasyczne przyciski do sterowania systemem wentylacji i klimatyzacji. Pojawiło się też nowe pokrętło służące do wyboru trybu jazdy – do dyspozycji będą opcje Smart, Sport, Comfort, Snow, Mud oraz Sand.

Za koło kierownicy trafił nowy, 12,3-calowy wyświetlacz zastępujący dotychczasowy panel wskaźników, do dyspozycji będzie też 8-calowy wyświetlacz HUD na przedniej szybie (zapewne za dopłatą). Z modyfikacji powinni się też ucieszyć ci, którzy lubią macać wnętrze tu i tam. Koreańczycy mówią, że w Hyundai Santa Fe po liftingu pojawiło się więcej miękkich materiałów wykończeniowych.

No dobra, ale co z tą nową platformą? Jakie korzyści da jej zastosowanie?

Raczej nie zmianę wymiarów – co prawda Hyundai nie podał jeszcze dokładnych parametrów w tym zakresie, ale, jak już wspomniałem, sylwetka nowego Santa Fe jest taka jak dotychczas. Spodziewałbym się więc, że nadal długość będzie wynosić około 4770 mm, a rozstaw osi – 2765 mm. Na więcej będą zapewne mogli liczyć Chińczycy, jako że już obecnie oferowana wersja jest na ich rynku dłuższa o 16 cm (i ma o 10 cm dłuższy rozstaw osi). Ale nawet w krótszej wersji oferowanej na Starym Kontynencie będzie można liczyć na 7 miejsc siedzących (opcjonalnie; standardowo 5).

Hyundai Santa Fe lifting

To, co ma się zmienić, to m.in. pewność prowadzenia i poziom bezpieczeństwa. To oczywiście standardowa marketingowa gadka, ale może mieć coś na rzeczy – nie ograniczono się bowiem jedynie do zestrojenia na nowo zawieszenia, ale zmieniono też punkty mocowania niektórych elementów (m.in. drążków kierowniczych). Nowe są też materiały pomagające w redukcji wibracji i hałasu, a w razie wypadku nowa platforma ma lepiej niż dotychczas absorbować energię zderzenia, ograniczając zarazem deformację kabiny pasażerskiej.

Hyundai Santa Fe lifting

Co pod maską?

Póki co Hyundai nabrał w tej kwestii wody w usta. Wiadomo jedynie, że nowy Santa Fe będzie teraz dostępny również jako hybryda i hybryda plug-in. Obie będą miały prawdopodobnie takie same parametry jak nowa Kia Sorento, co oznaczałoby zastosowanie silnika 1.6 T-GDI i moc systemową na poziomie 230-265 KM. O dieslach póki co nikt nic nie mówi, co jest o tyle ciekawe, że w autach sprzed liftingu są u nas dostępne wyłącznie „ropniaki” (o pojemności 2 lub 2,2 l i mocy od 185 do 200 KM). Ale być może także i w tej kwestii będzie można liczyć na napęd taki jak w Sorento – gorzej, że oznaczałoby to zastosowanie silnika 2,2-litrowego, co oznaczałoby wyższą akcyzę, a w konsekwencji – cenę.

Kiedy będzie można ocenić lifting Hyundaia Santa Fe na żywo?

We wrześniu – wtedy pierwsze auta mają zacząć trafiać do salonów. Wcześniej powinniśmy jeszcze poznać więcej szczegółów dotyczących wyposażenia, silników i – oczywiście – cen. W przypadku obecnie oferowanych samochodów, ceny zaczynają się od 175 400 zł (bez uwzględnienia promocji) za 185-konnego diesla z napędem na obie osie i 8-biegowym automatem, a kończą się na 245 600 zł za 200-konny model 2.2 Platinum (nie uwzględniając opcji, oczywiście).

Hyundai Santa Fe lifting

Trzeba będzie znowu zadać sobie to pytanie:

europejska słabo wyposażona klasa premium czy dopasione auto z Korei?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać