Felietony

Nie ma żadnego sensu, żeby Ford wprowadzał Bronco do Europy. Nikt tego nie kupi

Felietony 17.07.2020 297 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 17.07.2020

Nie ma żadnego sensu, żeby Ford wprowadzał Bronco do Europy. Nikt tego nie kupi

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski17.07.2020
297 interakcji Dołącz do dyskusji

Czytałem ostatnio na jakichś grupach off-roadowych pełne nadziei pytania „czy nowe Bronco będzie dostępne w Europie?”. Moim zdaniem nie będzie – ani „duże”, ani mały model Sport.

Moi znajomi z USA nie mogą powstrzymać swojej ekscytacji Bronco. Są już artykuły, w których dziennikarze mieli okazję posiedzieć w nowym aucie i są nim oczywiście zachwyceni. Znam nawet osobę, która już zamówiła sobie „duże” Bronco. To superważna premiera dla Forda i supertrudny czas dla Jeepa – sprzedaż Wranglera niemal z pewnością spadnie.

ford bronco

Trzy powody, dla których Bronco nie trafi do Europy

Pierwszy to oczywiście emisja CO2 „dużego” modelu. Przypomnę w tym miejscu, że zaprezentowana gama modeli Bronco to wariant duży w odmianie 2d i 4d oraz mniejszy, zaledwie 4,4-metrowy model Sport, czyli typowy kompaktowy SUV. Duże Bronco może mieć pod maską albo 2.3 EcoBoost, albo 2.7 V6, też EcoBoost. Z 2.3 EcoBoost może się łączyć siedmiobiegowa skrzynia manualna (pierwszy bieg jest terenowy, rusza się z dwójki), ale może być też automat z 10 biegami, seryjnie łączony z silnikiem 2.7 V6. Obie opcje oznaczają zdecydowanie zbyt duże zużycie paliwa jak na europejskie standardy. Nawet stosując liczne triki laboratoryjne, pewnie ostateczna emisja CO2 wypadłaby gdzieś w okolicy 200 g/km, a przypomnę, że nie może przekraczać 95 g/km. Jakimś rozwiązaniem byłoby zaoferowanie Bronco jako hybrydy plug-in, ale opracowanie takiego wariantu dla wszystkich pięciu klientów zainteresowanych Bronkiem w Europie oznaczałoby fantazyjne palenie pieniędzy. A Ford przecież musi oszczędzać.

Ponadto w Europie auta terenowe są bardzo mało popularne, i to jest drugi powód. Defender w swojej terenowej postaci miał marginalną sprzedaż, nowego wcielenia nie widziałem jeszcze na ulicy ani razu. Klasa G swoją popularność kończy na rosyjskiej granicy i to patrząc od wschodu. Jeep Wrangler mógłby nie istnieć i nikt by nie zauważył. Przez krótki czas popularne było Suzuki Jimny – na tyle popularne, że Suzuki szybko je wycofało ze sprzedaży. Cholerni klienci ustawiali się w kolejkach, przez to są same kłopoty, lepiej wycofajmy. Ale ono było małe i słodkie, a Bronco jest wielkie, klockowate i ma wygląd brodatego rednecka w czerwonej czapce z daszkiem. Europejczycy uciekają w panice.

ford bronco europa
Siedmiobiegowy manual

Kradzież sygnału telewizyjnego

I jeszcze trzeci powód: nazwa Bronco nic u nas nie znaczy. Skojarzenia praktycznie zerowe, tzn. fani motoryzacji kojarzą, że był taki model Forda, i to tyle. Paru świrów jeszcze wspomni OJ Simpsona i jego brawurową ucieczkę Fordem Bronco po autostradzie. Szkoda, że ten utalentowany człowiek nie może być ambasadorem najnowszego modelu. To znaczy w sumie by mógł, bo już od 2017 r. nie siedzi w więzieniu. Polecam kiedyś przestudiować listę zarzutów, jakie w swoim życiu usłyszał OJ Simpson. Od poważnych, jak napad z bronią w ręku (za który trafił do więzienia na 9 lat) aż do kradzieży sygnału telewizyjnego i pływania łodzią motorową w strefie zakazu żeglugi. Widzicie, odbiegłem od Bronco, bo ta nazwa po prostu nijak mi się nie kojarzy. Nie ma więc sensu pompowanie jej w Europie.

Ale przecież jest jeszcze Bronco Sport

To prawda, jest – i ten model ze swoim silnikiem 1.5 EcoBoost (trzycylindrowym) byłby o wiele lepiej widziany w Europie. Nie jest to terenówka, żadnej ramy tu nie ma z wyjątkiem tej pomocniczej pod silnikiem, silnik ułożony w poprzek napędza wszystkie koła – ale można byłoby bez problemu zrobić wersję FWD, żeby emitowała mniej dwutlenku. Na Europę mógłby dostać silnik 1.0 EcoBoost i wariant hybrydowy z wtyczką, czyli plug-in. Europejczycy lubią kompaktowe SUV-y, no to czemu nie?

ford bronco europa

No temu nie, że jest już Puma i Kuga, i nie należy psuć im sprzedaży. Przesadna wewnętrzna konkurencja nie jest niczym dobrym, co potwierdzi pewnie grupa Volkswagena. Poszczególne modele w niej od lat podżerają się nawzajem. Zresztą znowu trzeba byłoby lepić cały marketing i przekonywać, że ten samochód jest taki specjalny, że dzięki niemu się wyróżnisz, ruszysz w nieznane, jest dla młodych i aktywnych, i ma tyle fajnych i ciekawych rozwiązań (faktycznie ma, ale to inny temat).

Zwracam uwagę na logo Bronco zamiast Forda, czyli kolejny koń w gamie po Mustangu.

A wszystko to razem sprawiłoby jedynie, że spadłaby sprzedaż innych modeli z gamy. No to ja trochę ich rozumiem, że im się nie chce. Europejczycy to nie Amerykanie i jak na razie niemal wszystkie koncepcje „samochodu globalnego” – również te autorstwa Forda – upadły. Niech sobie rednecki latają Bronkiem, a my możemy dla odmiany cieszyć się z Pumy.

Jakiej Pumy?

.

.

.

.

.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać