Felietony / Wiadomości

Niemcy nie mają limitu prędkości na autostradach, a i tak się go trzymają. Zaskakujące badania

Felietony / Wiadomości 16.09.2021 301 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 16.09.2021

Niemcy nie mają limitu prędkości na autostradach, a i tak się go trzymają. Zaskakujące badania

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski16.09.2021
301 interakcji Dołącz do dyskusji

Wydawało by się, że brak limitu prędkości na autostradach zachęci Niemców w swoich szybkich samochodach, by stale pędzili z prędkością maksymalną. Otóż jest to zupełna nieprawda, co potwierdzają badania (a przy okazji potwierdza się moja teoria).

Skoro w Niemczech nie ma limitu prędkości na autostradach, to można by teoretycznie uznać, że obecnie – w dobie bardzo szybkich samochodów – wszyscy drą tam dwie paki przez cały czas, a potem się zabijają, zamieniając w płonącą kulę zgniecionej blachy. Tak jednak nie jest, a niemieckie autostrady są bardzo bezpieczne. Być może są bezpieczne również dlatego, że po prostu prawie wszyscy jadą tam z tą samą prędkością, znaną jako „prędkość zalecana”, czyli ok. 130 km/h. Potwierdza to poniższe badanie.

77% niemieckich kierowców jedzie po autostradzie z prędkością mniejszą lub równą 130 km/h

12% jedzie z prędkością między 130 a 140 km/h (nadal przepisową jak na warunki polskie)

ok. 10% jedzie ponad 140 km/h, ale mniej niż 160 km/h

poniżej 1% kierowców jedzie szybciej niż 160 km/h.

Badanie wykonał koloński Instytut Rozwoju Ekonomicznego. Oczywiście wyniki są uśrednione, bo na przykład podano, że stacje pomiarowe w Nadrenii Północnej-Westfalii, zbierając dane w okresie 4 miesięcy, wykazały że w godzinach 22-4 rano na pustych odcinkach autostrady aż 4% kierowców jechało powyżej 160 km/h, czyli ponad 4 razy więcej niż normalnie. Nie spowodowało to jednak lawinowego wzrostu wypadków w tych miejscach.

Brak limitu prędkości na autostradach nie oznacza braku limitu prędkości w głowie

Najwyraźniej Niemcy nie bardzo chcą jechać cały czas w opcji „trampek w parkiet”. Zapewne skutecznie zniechęca ich wysokie zużycie paliwa oraz konieczność utrzymywania ogromnej koncentracji przy takiej prędkości, a jeśli ktoś jeździ stale po autostradach od urodzenia (jak wielu Niemców), to wie również, że przyspieszenie ze 130 do 160 km/h przeważnie nie powoduje, że dojedziemy szybciej. Po prostu spalimy więcej paliwa i będziemy musieli częściej zwalniać, ciągle dohamowując z powodu pojawiania się wolniejszych pojazdów na lewym pasie. Ostatecznie będzie to więcej stresu i nerwów, w najlepszym razie pozwalając na zaoszczędzenie czegoś w rodzaju dwóch minut na godzinę. Dawno doszedłem do tego wniosku, a to oznacza, że jestem co najmniej tak samo mądry, jak nasi niemieccy przyjaciele. W linkowanym artykule zaryzykowano nawet twierdzenie, że brak limitu prędkości w Niemczech niczego nie zmienia, ponieważ gdyby przeprowadzić takie badania autostradowe w innych krajach Europy, to też pewnie wyszłoby, że 80% kierowców zawsze jeździ przepisowo, kilkanaście procent troszkę przekracza, a tylko jakiś margines coś naprawdę odwala.

Przy okazji: zmniejszenie limitu z 90 do 80 km/h na drogach pozamiejskich we Francji nie zmniejszyło liczby wypadków. Po prostu to nie prędkość 90 km/h była ich przyczyną.

Napisałem na początku, że potwierdza się moja teoria

Brzmi ona od lat tak samo: wyedukowane, świadome społeczeństwo nie potrzebuje zakazów i nakazów w każdej dziedzinie życia. Są one zbyteczne i można je derogować, i nic się nie stanie. Obywatele sami będą zachowywali się przyzwoicie, ponieważ będą po prostu uznawać, że to jest dla nich korzystniejsze. Zasady współżycia społecznego wystarczą im na co dzień, żeby wszyscy byli zadowoleni. A jak osiągnąć ten wspaniały, pożądany stan? To proste – obdarzając społeczeństwo kredytem zaufania i przestając ściskać je coraz mocniej za mordę. Na to jednak żaden rząd, zwłaszcza w Polsce, nigdy się przecież nie zgodzi.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać