REKLAMA

Testowałem dotykowego MacBooka. Nie tylko ekran zaskoczył

Od kilku dni macam pierwszego dotykowego MacBooka Pro i już wiem, że najnowszym topowy laptop Apple’a skradnie masę serc i portfeli. Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko jednej rzeczy.

Testowałem dotykowego MacBooka. Nie tylko ekran zaskoczył
REKLAMA

Piekło zamarzło, Wisła popłynęła w górę, a ryby mówią ludzkim głosem o nowym komputerze Apple’a. Zaprezentowany pod koniec października 2026 r. nowy model MacBooka Pro z 2026 r. ma matrycę zupełnie nowego typu o marketingowej nazwie PROLED XDR, ale zanim przejdziemy do omawiania specyfikacji powiedzmy o najważniejszym. Teraz ekran można sobie macać.

REKLAMA
MacBook Pro (2026) ma warstwę dotykową

Jak działa dotykowy ekran w MacBooku Pro?

Oczywiście podobnie jak w przypadku składanych smartfonów, gdzie musieliśmy siedem lat czekać na iPhone’a Duo, tak i w tym przypadku maszyny z Windowsem miały warstwy dotykowe już od dawien dawna. Wypowiadał się na ich temat zresztą krytycznie sam Steve Jobs, który twierdził, że coś takiego nie ma sensu, bo „powierzchnie dotykowe sprawdzają się lepiej, gdy są umieszczone na płasko”.

Dwie dekady i dwóch prezesów Apple’a później firma zdecydowała się jednak stworzyć laptopa, w którym ekran wykrywa dotyk jako dodatkową, okazjonalną formę interakcji. I trzeba to podkreślić: nadal do obsługi tego komputera używa się przede wszystkim gładzika lub myszy, a tym samym kursora, oraz klawiszy, a paluch to dodatek - aczkolwiek w niektórych przypadkach niezwykle użyteczny!

REKLAMA

Na szczęście macOS został już w pełni przystosowany do obsługi paluchem

Ekran wykrywa te same gesty, co gładzik, więc możemy przeskakiwać trzema paluchami pomiędzy wirtualnymi pulpitami, odpalać Expose albo Mission Control bezpośrednio z jego poziomu, a także obsługiwać okna. Ich przesuwanie, zmiana rozmiaru, zaznaczanie fragmentu tekstu w edytorze, przybliżanie map, obracanie modeli 3D, a szkicowanie lub składanie podpisu na NDA… To wszystko śmiga.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
REKLAMA

Świetnie sprawdza to się również w aplikacjach z pakietu Apple Creator Studio. W takim Logicu ręcznie sterujemy kilkoma wirtualnymi instrumentami, w Pixelmatorze dosłownie dotykamy obrabianych zdjęć, a w Final Cucie precyzyjnie manipulujemy timeline’em nie odrywając drugiej dłoni od klawiatury. Pojawił się nawet gest „pociągnij, żeby odświeżyć” w desktopowej przeglądarce internetowej Safari.

I to nadal nie koniec dobrych wieści dotyczących panelu w MacBooku Pro (2026)

Wyglądające jak przewrócony na bok sygnalizator świetlny trio ikonek w rogu okna się teraz powiększa, gdy chcemy je dotknąć palcem, by np. zamknąć lub zminimalizować apkę - niczym w iPadOS-ie. Apki firm trzecich, o ile nie mają w pełni autorskiego interfejsu, też działają super. Niektóre, w tym np. DaVinci Resolve dostały już update’y dodatkowo poprawiające obsługę paluchem.

REKLAMA

Warstwa dotykowa jest przy tym cieniutka, co sprawia wrażenie, że faktycznie dotykamy treści na ekranie, a nie grubej tafli szkła, która je przykrywa. Nie ma też co się obawiać, że będzie widoczna gołym okiem, jak to czasem ma miejsce w laptopach innych firm, zwłaszcza z tej niższej półki cenowej. Apple zdecydował się tu na technologię on-cell eliminującą takie problemy.

Zawias w laptopie niestety nie otwiera się pod kątem 180 stopni

Apple zaprojektował też od nowa… zawias

Nadal da się wygodnie tego MacBooka Pro, podobnie jak jego poprzedników, otworzyć jedną ręką, ale klapa teraz mniej się gibie, gdy ekran faktycznie dotykamy. Kamerka do wideorozmów o nazwie CenterStage, naturalnie z funkcją podążania kadru za nami i podglądem biurka DeskView, nauczyła się z kolei wykrywać drgania i eliminować je podczas wideorozmów, gdy macamy matrycę.

REKLAMA

Nie liczcie jednak na to, że otworzycie klapę na pełne 180 stopni tak, aby położyć ekran na płasko, o zawijaniu klawy na spód komputera nie mówiąc. Nie ma tym samym tutaj trybu „namiotu”, aby pokazać komuś prezentację niczym na iPadzie ani tym bardziej używać go w połączeniu z Apple Pencilem. Dotyk w laptopie może już jest, ale Apple przecież nadal chce sprzedawać iPady.

A jak wypada Dynamiczna Wyspa zamiast notcha?

W górnej części ekranu nie mamy już staromodnego prostokątnego wycięcia kryjącego obiektyw, tylko malutką pastylkę znaną z iPhone’ów. Co prawda w szczupłej klapie nie zmieścił się moduł True Depth potrzebny do działania Face ID, a uwierzytelniamy się nadal skanerem linii papilarnych Touch ID, ale i tak to świetna wizualna oraz funkcjonalna zmiana na plus.

REKLAMA
Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

macOS wyświetla u góry widżety na wzór Live Activities z iPhone’a i to tam trafia chociażby zminimalizowany odtwarzacz multimediów, informacja o połączeniu się z AirPodsami, głośności itd. Wchodzenie tu w interakcję zarówno dotykiem, jak i kursorem - co jest wygodniejsze, bo jest na górze matrycy - okraszone jest takimi pulsującymi animacjami. To naprawdę fajny bajer.

REKLAMA

Szkoda tylko, że te nowe powiadomienia dostępne są tylko na nowym sprzęcie!

Fakt, iż w wycięciu schowano obiektyw nie zmienia faktu, iż ta 12-megapikselowa kamerka do wideorozmów schowana w Dynamicznej Wyspie rzuca się w oczy cały czas za sprawą tej pastylki. Próba przykrycia jej pełną czarną ramką wypada również źle - jest za gruba, gdyż nowe oczko odstaje od krawędzi wizualnie bardziej niż starszy notch. Nabywcy tej maszyny będą musieli się z nią po prostu polubić.

Oczywiście wspomniane widżety z pewnością w zaakceptowaniu Dynamicznej Wyspy pomagają. Sam z kolei strasznie żałuję, że tych dymków… nie da się wyświetlać poza główną matrycą w nowym MacBooku Pro! Na zewnętrznym ekranie podpiętym do niego trafiają do rogu, a na moim Maku mini z Apple Studio Display, gdzie zainstalowany jest ten sam system operacyjny macOS 27, nie ma ich wcale. Ech.

REKLAMA
Dynamiczna Wyspa w laptopie jest super

A co ten ekran PROLED XDR z nowego MacBooka Pro jeszcze potrafi?

Przede wszystkim więcej niż jakikolwiek panel stosowany dotychczas w komputerach Apple’a. Jasność do 1000 nitów w trybie SDR oraz nawet 2000 nitów przy obsłudze HDR-a, kontrast 10000000:1 oraz świetne odwzorowanie kolorów to najwyższa półka jak na sprzęt z tej kategorii. Zdjęcia tego nie oddają, ale polecam przyjrzeć się tej maszynie w sklepie, jak będziecie mieć okazję - robi wrażenie.

REKLAMA

Nie ma tu również efektu bloomu i poświaty dookoła jasnych treści na ciemnym tle znanej z paneli ze strefowym podświetleniem. Każdy piksel świeci tutaj niezależnie. Domyślnie komputer uruchomił się zaś, co mnie nieco zaskoczyło, w klasycznym trybie Display P3, ale stało się tak zapewne ze względu na fakt, iż przenosiłem dane ze swojej starszej maszyny, czyli wspomnianego Maka mini.

W ustawieniach wybrałem, aby komputer zachowywał zgodność z Display P3 i Adobe RGB

Ta nowość to świetne wieści dla pracowników branży kreatywnej, którzy działają przy projektach nie tylko digitalowych, ale i do druku, by mieli pełną kontrolę nad tym, jak finalne obrazy będą wyglądać. Dobrą wiadomością jest również to, że jasność ekranu może spaść do zaledwie jednego nita, gdy ktoś korzysta z laptopa w zaciemnionej salce konferencyjnej lub np. jest DJ-em na koncercie.

REKLAMA
Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Panel nazywany PROLED XDR to wyświetlacz typu Tandem OLED, co jest technologią znaną już z iPadów Pro, odświeżany jest oczywiście z częstotliwością do 120 Hz. Jego rozdzielczość wynosi przy tym 3472 x 2266 pikseli, co przekłada się na obszar roboczy o wielkości 1736 na 1133 punktów. Po przesiadce ze Studio Display , gdzie jest ich 2560 na 1440, było mi na nim nieco zbyt ciasno.

REKLAMA

Na szczęście macOS daje nam opcję przeskalowania interfejsu

Ustawiłem komputer MacBook Pro (2026) tak, aby wyświetlał tychże punktów 2064 na 1346, co dało mi nieco oddechu. Co prawda nadal momentami brakuje mi przestrzeni, zwłaszcza w pionie, ale przynajmniej guziki już nie wydają się za duże względem tego, co obok nich widać, a i tak nadal łatwo trafić w nie paluchem, więc jak na laptopa i tak jest super.

No a jeśli o wielkości już mowa, to MacBook Pro (2026) z dotykowym ekranem dostępny jest w dwóch rozmiarach: z 14,2-calową matrycą znaną z poprzednich modeli i z ciut większą niż ostatnio 16,3-calową. W obu przypadkach mamy przy tym do czynienia z jeszcze cieńszymi ramkami niż w poprzednich modelach, a wszystkie cztery rogi, czyli zarówno u góry, jak i u dołu, są tu zaokrąglone.

REKLAMA
Ramki zaokrąglone są nie tylko u góry, ale i u dołu

MacBook Pro (2026) zachwyca zarówno gabarytami, jak i specyfikacją

Oba modele są przy tym szczupłe, gdyż 14- i 16-calowy model mierzą kolejno 1,5 cm oraz 1,6 cm grubości, a ich waga to odpowiednio 1,38 i 1,82 kg. Mimo to nawet w tej mniejszej i do tego bazowej wersji komputer dostępny jest z potężnym chipem Apple M5 Pro z 15 rdzeniami CPU i 16 rdzeniami GPU wraz z 24 GB pamięci zunifikowanej oraz terabajtem przestrzeni dyskowej.

Do tego dochodzą rzecz jasna opcje rozbudowy, w tym do procesora Apple M5 Pro z 18 rdzeniami CPU i 20 rdzeniami GPU (co jest swoją drogą standardem w wersji większej). Co dalej? A chociażby Apple M5 Max również z 18 rdzeniami CPU i nawet 40 rdzeniami GPU oraz 128 GB zunifikowanej pamięci o przepustowości do kosmicznych 614 GB/s i 16-terabajtowym SSD rozpędzającym się do 14,5 GB/s.

Możemy też dołożyć do tego sobie szkło nanostrukturalne

Ten dodatek, który dobrze znam z monitorów z linii Apple Studio Display oraz iPadów Pro, eliminuje refleksy świetlne - aczkolwiek akurat w testowanym egzemplarzu go nie zamontowano. Na pokładzie jest natomiast sześć głośników grających głośno i czysto, i to strojonych tak, by dobrze brzmieć nawet przy zamkniętej klapie, wraz z zestawem trzech mikrofonów.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Po zakupie nikt nie powinien też narzekać na dostępne porty. Mamy do dyspozycji trzy złącza USB-C z obsługą Genlocka oraz protokołu Thunderbolt 5 o przepustowości 120 Gb/s, najnowszego MagSafe’a i HDMI obsługujące 8K w 60 FPS-ach lub 4K w 240 klatkach na sekundę. Do tego dochodzi gniazdo SD obsługujące karty pamięci SD XC 4.0 typu UHS-I i UHS-II.

Co jeszcze warto wiedzieć o MacBooku Pro (2026)?

Do maszyn podepniemy też 3 w przypadku M5 Pro lub nawet 4 w egzemplarzach z M5 Max klasyczne monitory, a jedno gniazdo Thunderbolt 5 obsłuży dwie sztuki Studio Display XDR w pełnej rozdzielczości 5K przy 120 Hz-ach. Znajdziemy tu tym wszystko, czego po laptopie moglibyśmy w obecnych czasach oczekiwać… i jeszcze trochę. Na pokładzie mamy chip Apple N1 (Wi-Fi 7, Bluetooth 6).

Wydajność jest, do czego chipy o architekturze ARM od Apple’a nas już przyzwyczaiły, taka sama niezależnie od tego, czy podpięliśmy kabel zasilający, czy też nie. Komputer ładować możemy przy tym zarówno za pomocą magnetycznego złącza MagSafe, które chroni go przed przypadkowym ściągnięciem ze stołu, gdy ktoś zahaczy o kabel, jak i poprzez port USB-C.

Zdjęcie wyświetlone na pulpicie jest autorstwa fotografa Paula Reiffera

Laptop może być przy tym naturalnie ładowany prosto z odpowiedniego monitora

Laptopy obsługują przy tym szybkie ładowanie, przy czym 14-calowy model wymaga do tego zasilacza o mocy 96 W, a 16-calowy notebook potrzebuje ładowarki o mocy 140 W. Żadnego z nich nie znajdziemy, rzecz jasna, w pudełku - ale do tego w przypadku Apple’a zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Kostki najpierw zniknęły z pudełek z iPhone’ami, a ostatnio przyszła pora na laptopy.

Szkoda jedynie, że nadal pudło jest… takie duże! W praktyce przez to, że nie ma wycięcia na ładowarkę oraz samego zasilacza, teraz wypełnia je przede wszystkim powietrze. Mam nadzieję, że z czasem Apple zmieni projekt na bardziej kompaktowy. Tyle dobrego, że kabel z końcówką MagSafe i to pasujący kolorystycznie do laptopa, który może być czarny albo srebrny, jest w zestawie.

MacBook Pro (2026) to nie jest laptop stacjonarny

Apple obiecuje, że maszyny mogą działać na jednym ładowaniu do 24 godzin z dala od gniazdka podczas streamingu wideo w przypadku 16-calowej wersji i 22 godzin w przypadku 14-calowej z nieco mniejszym akumulatorem. Podczas przeglądania stron internetowych ten czas wynosi z kolei 17 i 14 godzin. Oczywiście pod pełnym obciążeniem ten czas będzie krótszy. A o ile?

Cyberpunk 2077 na MacBooku działa świetnie…

To już zależy od wykonywanego właśnie zadania i na tym etapie tego jeszcze nie stwierdzę, bo korzystam z tego komputera dopiero kilka dni, ale podczas pisania tego tekstu ładunku w ogniwie w zasadzie… nie ubywa. Istotne jest zaś to, że można bez przeszkód na tej maszynie pracę biurową poza domem możemy wykonywać w zasadzie cały dzień. Albo i kilka.

MacBook Pro (2026) dobrze radzi sobie również z grami wideo

Na próbę odpaliłem na nim Cyberpunka 2077 w najnowszej wersji, czyli polską grę, która po aktualizacji poprawiającej oprawę graficzną potrafi zapocić naprawdę potężne skrzynki. Nie mam najlepszej możliwej konfiguracji laptopa, a i tak w przypadku MacBooka Pro z Apple M5 Pro w wersji z 18 rdzeniami CPU i 48 GB pamięci zunifikowanej produkcja bez problemu śmigała - i to nawet bez kabla!

Uruchamiała się domyślnie w natywnej rozdzielczości 1725 na 1078 pikseli, a przy tym mogła działać z włączonymi bajerami takimi jak ekstrapolacja klatek czy też dynamicznym upscalingiem rozdzielczości z użyciem algorytmów MetalFX. Dodam, że mowa tutaj o ustawieniach z kategorii Wysokie i to z pełnym RayTracingiem, przy czym maszyna i w ramach wewnętrznego testu utrzymywała zawsze ponad 60 FPS-ów.

…i to na wysokich ustawieniach graficznych z Ray Tracingiem

Rozgrywa w Cyberpunku 2077 również była, rzecz jasna, płynniutka

Zmiana ustawień na jeszcze bardziej obciążający podzespoły path tracing sprawiała z kolei, że pojawiały się dropy nieco poniżej 60 kl./s., ale mimo to Cyberpunk 2077 pozostawał w pełni grywalny, a wyglądał już naprawdę zjawiskowo - a wydajność była w zasadzie identyczna nawet jak w tle miałem odpalony zestaw swoich apek do pracy oraz zamknięciu ich wszystkich.

To zapewne zasługa wprowadzonego jakiś czas temu w macOS trybu gry, a przeprojektowany układ chłodzenia względem poprzednich modeli sprawnie radzi sobie z odprowadzaniem ciepła nawet przy dłuższej sesji z grą. Aż chciałoby się rzucić wszystko, pojechać do Night City i zarobić trochę eurodolarów. Te w końcu zdecydowanie by się po zakończeniu testów mi przydały!

Ile kosztuje MacBook Pro (2026) i czy warto go kupić?

O specyfikacji nowego komputera Apple’a wiecie już to, co najważniejsze. To świetny sprzęt, który sam chętnie wrzucałbym do plecaka, gdybym potrzebował poza domem dostępu do woła roboczego. Problem w tym, że mówimy o laptopie niemożebnie drogim jak na możliwości zwykłych konsumentów. Ceny zaczynają się od 15 tys. złotych za bazowy 14” model, a zatrzymują na 73 749 zł za najbardziej wypasiony.

Wi-Fi 7 w MacBooku (2026) potrafi się ładnie rozpędzić

Pamiętajmy jednak, do kogo te sprzęty są kierowane. MacBook Pro z dotykowym ekranem to nie jest zabawka dla geeków, tylko sprzęt dla profesjonalistów, którzy będą wykorzystywać go do pracy. Grupą docelową są profesjonalni muzycy, graficy i filmowcy, u których ten sprzęt będzie na siebie zarabiał i rychło się sam spłaci. Jestem też pewien, że przypadnie do gustu programistom

MacBook Pro (2026) z ekranem dotykowym to zbawienie dla deweloperów apek mobilnych

Apki na iPhone’y i iPady kodowane na MacBooku Pro (2026) można teraz testować bezpośrednio na MacBooku Pro (2026) z użyciem palucha. Laptop będzie też świetną maszyną do korzystania z LLM-ów i innych sztucznych inteligencji odpalanych lokalnie, a nie w chmurze, co pozwoli zaoszczędzić na tokenach. Chipy z rodziny Apple Silicon od lat projektowane są z myślą właśnie o tym

W układach z rodziny Apple M5 Pro i M5 Max, poza 16 rdzeniami NPU, każdy rdzeń GPU dostał akcelerator neuralny pomagający w obliczeniach związanych z AI. Benchmarki wskazują również to, że nowy laptop z Apple M5 Pro podczas obsługiwania promptów jest prawie 11 razy szybszy niż Apple M1 Pro, a jeśli porównać ze sobą chipy M5 Max i M1 Max to różnica jest 12-krotna.

Niepozorny sprzęt ma masę mocy obliczeniowej

Generowanie obrazów z użyciem AI działa z kolei ok. ośmiokrotnie szybciej, a renderowanie 3D w Redshifcie to mniej-więcej pięciokrotny wzrost wydajności na przestrzeni pięciu generacji. Wedle szacunków Apple’a nowe procesory M5 Pro i M5 Max radzą sobie podczas obsługi sztucznej inteligencji cztery razy lepiej od odpowiednio chipów M4 Pro i M5 Max, które i tak były i są nadal świetne

Łyżką dziegciu pozostają natomiast Apple Intelligence i Siri AI

Ze sztucznej inteligencji i nowej wersji asystenta od Apple’a nadal nie możemy korzystać normalnie w języku polskim i nie zapowiada się, by coś się w tym zakresie w przewidywalnej przyszłości zmieniło. Tyle dobrego, że w przypadku komputerów możemy aktywować asystenta w tej nowej wersji, jeśli przełączymy interfejs np. na angielski. Na sprzętach mobilnych u nas takich opcji nie ma.

Podobnie wygląda to w Europie w przypadku funkcji iPhone Mirroring, czyli klonowania obrazu z telefonu na komputerze. I przyznam, ze to wkurza mnie podwójnie, bo nie dość, że czekamy na to już ponad rok, to aż chciałoby się taki zduplikowany z iPhone’a ekran na komputer obsługiwać paluchem, a to możliwe jedynie, jeśli mieszkamy pod odpowiednią szerokością i wysokością geograficzną.

SSD w MacBooku Pro, test wydajności

Nie zmienia to jednak faktu, iż mamy do czynienia z najlepszym laptopem Apple’a

MacBook Pro z ekranem PROLED XDR to nie zwiastun nowej dotykowej ery, tylko przede wszystkim klasyczny fenomenalny laptop z dodatkową przydatną okazjonalnie nową funkcją. Osobom, które chciałyby mieć dotykowego MacBooka, ale nie potrzebują rakiety, pozostaje mieć nadzieję, że Apple zacznie montować nowe panele i zawiasy z czasem również w sprzętach z tej niższej półki cenowej.

Najlepszym z punktu widzenia konsumentów rozwiązaniem byłoby wybieranie warstwy wykrywającej dotyk jako dodatkowo płatną opcję w konfiguratorze. Dzięki temu sami moglibyśmy decydować, już przy kasie, czy chcemy za możliwość obsługi macOS-a palcem dopłacać, czy też nie. Nie jestem przy czym przekonany, czy dotyk to dodatek dla każdego, ale z pewnością znajdą się entuzjaści tej nowości.

I to pomimo faktu, że legendarny szef Apple’a nie był do tego przekonany.

Steve Jobs wspominał już dawno temu o tym, że z punktu widzenia ergonomii nie jest to najszczęśliwszy pomysł i trudno nie przyznać mu w tym racji. Przez ostatnie kilkanaście lat, od kiedy słowa na ten temat z jego ust padły, w naszej anatomii nic się z kolei przez ten czas również nie zmieniło. Pamiętajmy jednak, że to dodatek, a nie nowy podstawowy sposób interakcji z komputerem.

Apple pomyślał nawet o dodatkowej stabilizacji kamerki, gdy dotykamy ekranu palcem

Obsługa ekranu w laptopie z użyciem dotyku nie jest czymś, co kompletnie zmienia sposób, w jaki korzystamy z komputera, ale… i tak sam czasem sięgałem paluchem do panelu w poprzednio testowanych Makach. Wynikało to z przyzwyczajenia po latach korzystania doraźnie z tego sposobu interakcji w tabletach, do których podpięte miałem klawiatury z gładzikiem.

Pozostaje teraz tylko jedno pytanie: kiedy dostaniemy macOS na iPada?!

Jeśli o tym już mowa, to ja nadal mam nadzieję, że… pojawi się opcja zainstalowania macOS-a na tabletach Apple’a! Skoro mówimy tu o desktopowym softwarze dostosowanym już do obsługi palcem i mobilnym hardwarze z tymi samymi procesorami, które trafiają do komputerów, to nie ma już naprawdę żadnych ku temu przeciwskazań - poza oczywiście względami ekonomicznymi.

Apple chciałby sprzedać nam i MacBooka, i iPada. Granica między tymi sprzętami zatarta jest jednak jak nigdy wcześniej. No i kto wie, może po składanych telefonach i dotykowych laptopach przyjdzie czas na iPada z macOS-em? MacBook obsługiwany paluchem sprawił, że naprawdę czekam na taki sprzęt. Na razie jednak musimy zadowolić się tym, co mamy: fenomenalnymi laptopami do zadań specjalnych.

Wisienka na torcie w topowym MacBooku Pro (2026) to powrót świecącego logo

Dotyk jako dodatek to miła niespodzianka i lepiej mieć do niego dostęp niż go nie mieć. Trzeba tylko wrzucić do torby lub plecaka szmateczkę z mikrofibry. Po paru dniach testów odcisków zbyt wielu nie widzę, a świecąca niezwykle jasno matryca i tak maskuje je podczas pracy, gdy pracuję - ale pewnie się pojawią i będą wkurzać, jeśli się zapomnę i zacznę przed komputerem wcinać coś tłustego!

PS A, no i na koniec warto wspomnieć o tym, że w przypadku tego modelu od razu można rozpoznać, że ktoś korzysta z tego najnowszego MacBooka Pro. Na klapie pojawiło się podświetlane logo Apple’a, za którym tęskniłem od lat!

Piotr Grabiec
Redaktor

Dziennikarz działu technologie, w Grupie Spider’s Web od 2012 r. Ekspert w tematyce Apple'a, który w swoich tekstach skupia się również na telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą działu Spider's Web Rozrywka, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.

REKLAMA
REKLAMA