Sprawdziłem, czym handlują na jarmarkach świątecznych. Stacjonarne Temu
Spodziewałem się zalewu wygenerowanych grafik, a zastałem tanią chińszczyznę. Przedświąteczny handel pokazuje, że technologia wciąż przegrywa z hurtownią.

Wybrałem się na jarmark przedświąteczny w pewnym bliżej nieokreślonym mieście. Nie podaję dokładnej lokalizacji, bo nie chodzi o rozliczanie konkretnych sprzedawców z jednego placu. Zresztą podobne drewniane budki, łańcuchy lampek i grzane napoje można będzie znaleźć w całym kraju.
Ceny na miejscu oczywiście nie należały do niskich. Za jedzenie trzeba zapłacić tyle, że człowiek zaczyna podejrzewać, iż serwowaną kiełbasę wcześniej pieczołowicie masowano, a kubek parującego grzańca dojrzewał w dębowej beczce przez ostatnie dekady. Jarmarki od dawna nie służą do robienia rozsądnych zakupów. Płaci się tam za klimat, dekoracje i możliwość zmarznięcia w gęstym tłumie. Nawet jeśli to 25 budek na krzyż.
Oczekiwania kontra rzeczywistość

Zaskoczyło mnie jednak coś innego. Przed wyjściem spodziewałem się masowego zalewu sztucznej inteligencji: grafik z postaciami o sześciu palcach, reniferów o anatomii psa i Mikołajów patrzących jednocześnie w trzy strony.
W końcu od kilku lat słyszymy, że algorytmy odbiorą pracę grafikom, fotografom oraz rękodzielnikom, wypełniając każdy wolny skrawek przestrzeni publicznej.
Tymczasem na miejscu cyfrowej rewolucji prawie nie było widać. Na kilkanaście rozwieszonych banerów zaledwie dwa wyglądały na wygenerowane przez AI.
Ktoś podkręcił kolory na kilku zdjęciach produktów, usunął tło i na tym nowoczesne narzędzia się skończyły. Zabrakło masowej produkcji cyfrowych aniołków, nawet w mniejszym mieście, gdzie oszczędność na pracy grafika powinna być mocnym argumentem biznesowym. Fakt, gdzieniegdzie na torbach czy zapalniczkach znalazły się koty-AI, psy-AI i aniołki... tak, AI-owe. Ale, co piszę z zaskoczeniem, tylko ułamek wszystkich rzeczy.
Hurtownia wygrywa z rękodziełem

Zamiast technologii alejki zalała masa przedmiotów wyglądających tak, jakby dopiero co wyładowano je z wielkiego kontenera, którzy przypłynął z Chin.
Na straganach dominowała powtarzalna galanteria, tanie ozdoby, świecidełka i przedmioty, których przeznaczenie pozostawało kompletną zagadką.
Wszystko to leżało dumnie obok produktów z etykietą rękodzieła, choć w wielu przypadkach największego nakładu ręcznej pracy wymagało rozcięcie folii ochronnej z paczki i opłacenie cła z Chin.
Duża część oferty wyglądała tak, jakby czas zatrzymał się kilkanaście lat temu. Projekty stworzono z myślą o starszych klientach, którzy szukają drobnego upominku i nie analizują fabrycznego rodowodu towaru. Błyszczy, ma świąteczny napis i mieści się w torbie.
Kto korzysta z narzędzi AI?
Niewykluczone, że przeceniliśmy tempo technologicznej transformacji. Narzędzia generatywne świetnie wypadają w korporacyjnych prezentacjach i dyskusjach o przyszłości rynku pracy, ale znacznie gorzej radzą sobie z przenikaniem do drobnego handlu.
Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego zaledwie 13,7 proc. małych polskich firm korzysta z AI - podczas gdy w dużych przedsiębiorstwach jest to niemal 60 proc.
Jaki jest powód tego? Może drobni przedsiębiorcy nadal nie potrafią sprawnie obsługiwać tych programów? Albo zwyczajnie nie widzą potrzeby ich wdrażania.
Odbiorca odwiedzający jarmark nie obruszyłby się, gdyby zobaczył grafikę wygenerowaną w kilka sekund. Ale to go nie obchodzi w sumie, bo woli dostać do ręki błyszczącą torebkę, drewniany napis i coś ładnego dla cioci. Sztuczna inteligencja miała przejąć przestrzeń publiczną, ale pod drewnianą budką przegrywa z drogą kiełbasą i towarem prosto z kontenera.
Miniaturka wygenerowana przez Gemini
Dziennikarz Spider's Web, redaktor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.