REKLAMA

Twórcom Call of Duty: Modern Warfare 4 wróciła odwaga. Czekałem latami - recenzja

Przez lata scenarzyści serii Call of Duty tchórzliwie chowali się za organizacjami terrorystycznymi, kartelami oraz uzbrojonymi ultranacjonalistami. Modern Warfare 4 to pierwsza odsłona od lat, gdzie twórcom wróciła odwaga. Efekt? Najlepsza kapania od lat.

Twórcom Call of Duty: Modern Warfare 4 wróciła odwaga. Czekałem latami - recenzja
REKLAMA

Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc delikatny polski wątek w finałowej misji. Wspomnienie naszego kraju, w kontekście jego podboju, było trafionym dopełnieniem kampanii. Modern Warfare 4 w końcu nazywa rzeczy po imieniu. Twórcy nie chowają się już za organizacjami terrorystycznymi i kartelami.

REKLAMA

Call of Duty: Modern Warfare 4 to pierwsza odsłona od lat, gdzie wojna jest totalna

Nareszcie nie gonimy za kartelami narkotykowymi. Nie walczymy ze zwidami wywołanymi gazem bojowym. Nie odwiedzamy fikcyjnych państw. Zamiast tego bierzemy udział w pełnoskalowym konflikcie między Koreą Północną i Południową. Liczna piechota, pojazdy opancerzone, czołgi, ofiary wśród cywili oraz wojenny terror - jest tu wszystko.

Misje w skórze szeregowego Parka, walczącego z najeźdźcami z północy, przypominają starszemu graczowi najlepsze, co Modern Warfare miało do zaoferowania. Wybuchy, ruiny, uciekający cywile, bezmiar przemocy i potężna siła ognia - wszystko to umiejętnie złożone w filmową sekwencję, która trwa po pół godziny na misję, ale mija niczym pół minuty.

REKLAMA

Nowe Call of Duty rozdziela koreańską wojnę misjami o mniejszej skali, gdzie jako renegat Price (zabił amerykańskiego generała w poprzedniej odsłonie) działamy na własną rękę. Większość takich etapów broni się zaskakująco niezła, zwłaszcza sekwencje pościgowe. Już dawno nie widziałem tak efektownej ucieczki jak ta w Nowym Jorku. Świetnie to wyreżyserowali.

Ofensywa odbijająca miasto z rąk północy to kwintesencja Call of Duty, jakie uwielbiam
Walki w Korei mieszają otwarte przestrzenie z bitwami o każdy wieżowiec

Modern Warfare 4 to ostatnia odsłona serii, ale jednocześnie pierwsza, w której stawka obchodzi gracza

Skala MW4 sprawia, że poprzednie odsłony wydają się o niczym. Typowe zapychacze. Dopiero teraz zabijamy hydrę, zamiast ucinać jej głowę. W końcu wiemy, kto pociąga na sznurki i chwała niech będzie scenarzystom, że to nie jakiś agent CIA, ultranacjonalista zerwany ze smyczy czy skorumpowany generał USA. Tego obawiałem się najbardziej.

REKLAMA

W oryginalnej trylogii Modern Warfare Rosja napada na Europę i USA, co stanowiło solidny fundament narracji. Inwazja jednej Korei na drugą nie ma aż takiego ładunku, ale pociąga lawinę prawdopodobnych wydarzeń. Takich, które są istotne dla każdego człowieka na Ziemi, a nie tylko amerykańskich agencji wywiadowczych. Rosyjskie wojska się przemieszczają. Jankesi się wycofują. Bliski Wschód aż kipi. Jest mięso.

Po latach oczekiwania, w Activision pęka filozofia ogłaskiwania wszystkich urażonych. Z autorytarnymi krajami takimi jak Chiny czy Rosja na czele. Zauważyliście, jak ostatnie odsłony biły głównie w USA, skorumpowanych agentów i chciwych generałów? To nareszcie się zmienia. Znowu mamy silny sojusz Zachodu i jasno określonego wroga. Jest po co i za co walczyć.

REKLAMA

Do tego Modern Warfare 4 to zaskakująco brutalna odsłona. Misję w Korei Północnej zapamiętam na długo

Podczas grania jako siły zachodnie, celowe strzelanie do cywilów kończy się przerwaniem misji. Ale kiedy wcielamy się z żołnierza Północnej Korei, wszystko się zmienia. Gra nie wymusza, ale pozwala na… eliminację całej wioski, mieszkaniec po mieszkańcu! Potężny kontrast w porównaniu do misji w Nowym Jorku czy Paryżu jest zamierzony i od razu wyczuwalny.

Moja ulubiona misja z MW4 ma miejsce w Korei Północnej i może się zakończyć bez wystrzału...
...ale nie musi

Sekwencja w Korei Północnej, chociaż pozbawiona klasycznej wymiany ognia, jest dla mnie drugą najlepszą misją kampanii. Przepiękna wizualnie. Bogata pod względem drobnych wyborów moralnych. Ciekawa z punktu widzenia możliwości przespacerowania się po Korei Północnej. Zawsze marzyłem, aby odwiedzić ten kraj, a CoD stanowi tego pewną namiastkę.

REKLAMA

Trup ściele się gęsto nie tylko w państwie Kima. Scenarzyści zaskakująco lekko i brutalnie rozstają się z popularnymi bohaterami, będącymi w serii od lat. Wystarczy kilka misji, a gracz zdaje sobie sprawę: cholera, tutaj każdy może dostać kulkę. Nie ma świętości. Takie podejście umiejętnie podkręca stawkę. Złapałem się na kibicowaniu, aby konkretny heros przeżył scenę przerywnikową. Takich emocji żaden CoD nie wzbudził we mnie od wielu, wielu lat.

Niestety, odważne podejście do kampanii kłóci się z bezpiecznym, mocno konsolowym multiplayerem

Kapitalna rozgrywka sieciowa z Modern Warfare (2019) pozostaje niedościgniona. W MW4 lokacje są mniejsze, do pomieszczeń zawsze prowadzą minimum dwie ścieżki, a pokonani wrogowie wyrastają przeciwnikom na plecach, o ile ci przystaną chociaż na chwilę. Jest ciasno i intensywnie. Wyłączasz mózg, włączasz blokadę skoku spustów na padzie.

REKLAMA

Zdaję sobie sprawę, że wielu - być może nawet większość - fanów Call of Duty lubi takie intensywne, wysoce powtarzalne starcia na małych przestrzeniach. Sam wolę jednak multiplayer z 2019 roku, gdzie było miejsce dla każdego: nie tylko szarżujących królów rankingu, ale też camperów albo ludzi grających grupowo i zachowawczo.

Misje w Paryżu to wizualny rarytas. Też na konsoli (PS5 Pro)
Tylko po co te płytki pancerza w kampanii fabularnej?

Dlatego mój ulubiony tryb to póki co Linia Frontu. W niej gracze zawsze odradzają się w bazie, przez co starcie nabiera nieco bardziej usystematyzowanego, frontowego charakteru. Ryzyko wroga na plecach jest mniejsze, a manewry po skrzydłach mają ogromną wartość taktyczną. Aż się człowiekowi przypominają czasy pierwszych, drugowojennych Call of Duty.

REKLAMA

Multiplayer pozostaje więc dobrze znanym rytuałem 6v6. To klasyczny fast food.

Nieco spowolniony względem szalonego Black Ops 7, ale wciąż dynamiczny, szybki i z zaledwie kilkoma sekundami rozdzielającymi wymianę ognia. Dla mnie przyjemny na 30 minut dziennie, ale w większych dawkach bardziej frustruje niż daje przyjemność. Za to na plus, w porównaniu do poprzednich odsłon, jest więcej linii strzału, a mniej ostrych zakrętów. Gracze rzadziej wpadają na siebie, co uważam za dobry, świadomy zabieg.

Jestem natomiast rozczarowany projektem aren. To zbiory uliczek i kontenerów udających pomieszczenia, bez wyraźnego charakteru czy logiki. A przecież kapitalne Crown Raceway z MW2 dowodzi, że nawet małe i ciasne mapy mogą mieć sporo duszy. W MW4 wszystko jest generyczne do bólu, a potencjał takich miejscówek jak Nowy Jork kompletnie niewykorzystany. Najlepsze mapy - jak Lithium - są niezłe, ale nie znajdziemy w nich przebłysku geniuszu.

REKLAMA

Ktoś może teraz napisać: przecież jest też tryb wojny naziemniej na 64 graczy. Ano jest. Tylko co najwyżej przeciętny. Nie ma tu przesuwanej linii frontu, jak w MW2019. Zamiast tego jest seria gonitw i przejmowanie pustych punktów. Starcia w stylu baza na bazę praktycznie nie występują. Pod tym względem naprawdę lepiej odpalić Battlefielda 6, który dorobił się w końcu kilku niezłych map.

Pamiętacie idiotyczną walkę z bossem-czołgiem w Modern Warfare 2? Tu tego nie ma
Tryb na 64 graczy jest absolutnie okropny

To pierwszy raz od lat, kiedy kampania Call of Duty podoba mi się znacznie bardziej niż multiplayer.

Po absolutnie fatalnym Black Ops 7 nowe Call of Duty: Modern Warfare 4 to udane „przepraszam”. Twórcy grają bardzo bezpiecznie z trybem sieciowym, wracają do 6v6 w średnio-szybkim tempie i nie robią nic, co mogłoby wkurzyć fanów. Widać, że kiepska sprzedaż BO7 i trumf Battlefielda dał im się mocno we znaki. Wracają więc do tego, co dało Activision babzyliony dolarów.

REKLAMA

Miejscem upustu kreatywności okazała się natomiast kampania. Nie tak udana jak w pierwszym Modern Warfare czy pierwszym Call of Duty, ale to zdecydowanie najlepszy single player kilku ostatnich lat. Jak nie kilkunastu. Wojna totalna w Korei cieszy oko, cieszy ucho i cieszy serce spragnione kinowych scen batalistycznych. Szkoda tylko, że wprowadzono do kampanii spowalniacze, w postaci zadania open world oraz płytek z pancerzem, ale i tak jest miodzio.

Największe zalety:

  • Najlepsza kampania fabularna od lat (tak na 7 godzin)
  • Świetne misje w Paryżu oraz obu Koreach
  • Twórcy w końcu nie chowają się za terrorystami i kartelami
  • Ciekawy, charyzmatyczny "główny zły"
  • Zaskakująco brutalna, mocna, nieoczywista produkcja
  • Multiplayer zwolnił względem BO7, mniej wślizgów śmierci
  • Tryb Linia Frontu na multi
  • Skórki (póki co) całkiem sensowne i realistyczne
REKLAMA

Największe wady:

  • Na co mi płytki pancerza i misja open world w kampanii?
  • Ciasny multi 6v6 z dużą rotacją i wrogami na plecach
  • Zaskakująco długi matchmaking
  • Kiepskie projekty map do multi. Tylko dwie-trzy niezłe areny
REKLAMA

Ocena recenzenta: 7+/10

Call of Duty: Modern Warfare 4 to pierwsza odsłona od wielu lat, w której kampania stanowi realną wartość. Multiplayer jest jednak tak beznamiętny, że musiałem sobie odpalić MW2019.

Szymon Radzewicz
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.

REKLAMA
REKLAMA