Telefon uratował mi wakacje. vivo X Fold6 oszczędza miejsce w plecaku
Debiutujący właśnie w Polsce składany smartfon vivo X Fold6 ma w założeniu zastąpić kilka urządzeń. Sprawdziłem to, zabierając go na wakacje. Zamiast laptopa, tabletu, aparatu i telefonu wziąłem tylko składaka. Jedna funkcja uratowała mi wakacje.

W dobie coraz droższego bagażu lotniczego i restrykcyjnym przestrzeganiu wielkości torby wakacje miłośnika technologii nie należą do najprostszych. Lubię robić zdjęcia, oglądać filmy, a do tego czasem muszę popracować. Dlatego mój standardowy zestaw to tablet, laptop, smartfon numer jeden służący do łączności ze światem i smartfon numer 2 do robienia zdjęć i nagrywania rolek. Zajmuje to sporo miejsca i ogranicza pojemność plecaka podróżnego. Dodajmy do tego ładowarki, bo przecież jedną nie ogarnę tego i mamy obraz dramatu.
Dlatego z radością na test wziąłem najnowszy składany smartfon vivo X Fold6. Mam go już trzy tygodnie, bo przyszedł do mnie przed europejską premierą. Założenia były jasne - biorę wyłącznie ten smartfon, nie korzystam z laptopa, tabletu i aparatu. Jedno urządzenie, by wszystkimi rządzić, tak napisałby Tolkien, gdyby żył dzisiaj.
Zaczynamy od mocnego uderzenia
Nadchodzi gorąca fotka z plaży, lepiej nie pokazujcie jej swoim drugim połówkom, bo moja skrzynka odbiorcza ma ograniczoną pojemność. Tak wyglądałem podczas wakacji, gdy doszedłem do wniosku, że plaża, morze, chłodny napój, to doskonałe miejsce do napisania kilku tekstów.
Ostrzegałem. vivo X Fold6 jest stworzony do pracy. Rozłożony ekran zamienia smartfon w wydajne urządzenie, które zastępuje tablet, a dzięki wielozadaniowości robi jeszcze więcej sztuczek. Możecie w jednym oknie edytować rolkę, w drugim tworzyć do niej napisy, a może potrzebujecie podglądu na kilka social mediów jednocześnie? Żaden problem. Ten smartfon sprawdzi się w każdym zadaniu. Normalnie musiałbym brać ze sobą laptop albo tablet z fizyczną klawiaturą, ale dzięki ogromnej powierzchni wewnętrznego ekranu, nie ma takiej potrzeby. To aż 8,02 cala przekątnej i to zdecydowanie jest jeden z ważniejszych punktów urządzenia. Pozwala na wygodną pracę w czterech aplikacjach jednocześnie, a duży obszar roboczy pozwala na ich podział, który umożliwia czytelność.

Wewnętrzny ekran korzysta z materiału luminescencyjnego (zewnętrzny też z tego korzysta), dzięki czemu zapewnia większą efektywność świetlną, niższe zużycie energii, lepsze oddanie ruchu i większą trwałość. Oba ekrany wykorzystują technologię 8T-LTPO z adaptacyjną częstotliwością odświeżania w zakresie od 1 do 120 Hz. Jasność szczytowa to aż 5000 nitów, więc nie miałem żadnego problemu z korzystaniem z telefonu na słonecznej plaży.
Mogłem usprawnić swoją pracę jako twórca. Jeżeli obserwujecie Spider's Web na TikToku i na YT oraz nasz serwis motoryzacyjny Autoblog, to mieliście już możliwość zobaczenia mnie w pracy. Najczęściej nagrywam DJI Osmo Pocket 3, ale ta kamera ma jeden minus - nie ma tam możliwości zamontować promptera. Czasem przydałby się przy tłumaczeniu technologii i przepisów, bo trudno jest się tego nauczyć na pamięć. I tu cały na biało wchodzi do gry wbudowany teleprompter. Jego użycie jest banalnie proste. Odpalacie nagrywanie, w opcjach włączacie prompter, odwracacie smartfon dla lepszej jakości i możecie poczuć się jak pan z telewizji. Najtrudniej jest opanować patrzenie w sposób, żeby widz nie wiedział, kiedy mówicie z serca, a kiedy z telepromptera. Wystarczy kilka nagrań i ogarniecie, o co chodzi.
Jakość jest topowa, bo mówimy o 4K i 120 kl./s, a smartfon potrafi również nagrywać w jakości 8K i 30 kl./s. Mówiłem już o tym, że pod względem fotograficznym ten składany smartfon demoluje rynek? Nie? To poczekajcie chwilę.
Rozrywka to drugie imię vivo
Nie samą pracą żyje człowiek, a składany smartfon jest wręcz stworzony do konsumowania treści. Nie będę ukrywał, że było to ważne na wyjeździe. Ogromny ekran wewnętrzny sprawia, że nie chcecie go składać. Reprodukcja kolorów i nasycenie wyświetlacza jest tak dobre, że każdy materiał wygląda świetnie. Jak tylko wsiadłem do samolotu, to odpaliłem pobrane wcześniej filmy i zamarłem z wrażenia. W ogóle nie pomyślałem o tym, że mogłem wziąć tablet. Ten smartfon oferuje zbliżony poziom doświadczeń, przy o wiele większej mobilności i kompaktowości. Gdy nie potrzebujecie korzystać z treści na dużym ekranie, to złożenie smartfonu czyni z niego wręcz filigranowe urządzenie, które świetnie leży w dłoni.
A zapytacie, co z czasem pracy, bo przecież od dawna to była pięta achillesowa składanych smartfonów. Powtarzajcie za mną: 6900 mAh, bateria węglowo-krzemowa. Nie wiem jakie czary tu się odbyły i czy wymagały rytualnych ofiar, ale jakimś cudem vivo zmieściło do środka smartfona ogromne ogniwo, a przy tym zachowało smukły kształt. To największa bateria w składanym smartfonie na rynku i jedna z większych w ogóle. Zapewniała mi cały dzień pracy bez żadnego wysiłku. Aż sam byłem zdziwiony, jak dobre jest zarządzanie energią w tym smartfonie. Najczęściej wystarczała na prawie dwie doby, co przy dwóch ekranach jest wręcz kosmicznym wynikiem. A co najlepsze - obsługuje szybkie ładowanie z mocą do 80 W i bezprzewodowe do 40 W. W praktyce od 0 do 100 proc. ładuje się około godziny, natomiast po pół godziny na liczniku widzicie około 65 proc.
vivo X Fold6 ma najmocniejsze aparaty dostępne w składanym smartfonie
Główny aparat ma 200 Mpix, korzysta z sensora Samsung HPB, który powstał przy współpracy vivo i Samsung. Swoje trzy grosze dołożyła firma Zeiss i w efekcie mamy potężny aparat, który rejestruje absolutnie każdy szczegół ujęcia. Towarzyszy mu aparat tele 50 Mpix z trzykrotnym zoomem optycznym oraz aparat ultraszerokokątny 50 Mpix. Ten zestaw jest potężny, uniwersalny i sprawdza się w każdym oświetleniu. Nie będę was tu zanudzał - niech o wszystkim opowiedzą zdjęcia:












































A teraz najlepsze. vivo X Fold6 obsługuje telekonwerter vivo Zeiss Telephoto Extender Gen 2, czyli ten sam, który jest używany w modelu vivo X300 Ultra. Zapewnia ogniskową odpowiadającą 200 mm, co sprawia, że efekty przyprawiają o zawrót głowy. Zobaczcie sami.

Tak wyglądał jeden łuk na optycznych powiększeniach:







Na szczycie widać głowę, więc czas na montaż telekonwertera i dzieje się magia:







KOSMOS. Idźmy dalej, jest sobie taka kolumna, która na standardowych zbliżeniach wygląda tak:







Ma jakieś napisy, więc warto się im bliżej przyjrzeć:







Jakbym znał grekę, to wiedziałbym wszystko. Imponujące co nie? A dla lepszego efektu podam wam kilka innych zdjęć zrobionych tym zestawem:














A tu kolejny przykład możliwości. Tak prezentują się ruiny na optycznych przybliżeniach:







A tak przy użyciu telekonwertera.







A o co chodzi z ratowaniem wakacji?
Jeżeli macie drugą połówkę, to doskonale znacie największy stres każdego wyjazdu - zrobienie jej dobrych zdjęć. Nie ma opcji, żeby bez kursu fotografowania robić je perfekcyjnie. A to za duże oddalenie, a to zły kąt, a to światło nie takie, albo zabłąkani ludzie w kadrze. Uwierzcie mi, że czasem naciskam spust migawki drżącymi rękami. Pokazuję zdjęcia żonie i czekam na werdykt. Mój smartwatch wtedy wariuje od wzrostu tętna. Doskonale wiem, że nie jestem w tym sam, każdy mój znajomy przeżywa dokładnie to samo. Oceny są surowsze niż jury w konkursie World Press Photo. I tu ujawnia się zaleta składanego smartfonu.

W każdej chwili możecie włączyć podgląd ujęcia na zewnętrznym ekranie, żeby osoba, której robicie zdjęcia, mogła się sama zobaczyć, powiedzieć, co można poprawić od razu. I za każdym razem efekt jest pozytywny, pełne zadowolenie. Widzicie, niektórzy mówią, że są rzeczy bezcenne, ale mam prywatną teorię, według której spokój kosztuje wartość składanego smartfona. Brak stresu podczas robienia zdjęć sprawia, że wyjście i wyjazdy stają się przyjemniejsze. I to jest piękne.
Jeżeli zaś macie bombelki, to doskonale wiecie, że nie sposób je zmusić do patrzenia w ekran wtedy, kiedy o to prosicie. W takich sytuacjach docenicie możliwość wyświetlania na ekranie zewnętrznym zabawnych animacji, które od razu przykuwają uwagę dzieci. Wiecie co jest najlepsze? Ostatnio jedna firma, która dopiero wchodzi w segment składanych smartfonów, z tych dwóch funkcji zrobiła jedną z głównych zalet swojego urządzenia. Tymczasem vivo wspomina o tym wręcz mimochodem, bo to dla nich oczywiste, że takie rzeczy muszą być obecne w składanym smartfonie. Klasa.
Czy warto kupić vivo X Fold6?
Po trzech tygodniach z tym urządzeniem jestem nim oczarowany. Ma wszystko, co potrzebne do komfortowego życia. Wydajne podzespoły, ogromną wielozadaniowość i użyteczność w każdym możliwym aspekcie, wiele przemyślanych funkcji. Bateria ma ogromną pojemność, czas pracy jest imponujący, a do tego nie ma tu kompromisów pod względem aparatów. To smartfon kompletny, który pokazuje jak bardzo zmieniły się założenia produkcji składanych urządzeń. Do dzisiaj w konkurencyjnych produktach musicie liczyć się z licznymi kompromisami. Vivo X Fold6 pokazuje, że to już nieaktualne.
Owszem, cena jest wysoka, ale warto wziąć pod uwagę, że kupujecie najbardziej zaawansowaną technologię, która zastępuje kilka urządzeń. A do 26 października w prezencie dostaniecie słuchawki vivo Buds Ultra o wartości 799 zł. A ja lecę tworzyć dalej. To swoją drogą vivocepcja - piszę tekst o vivo X Fold6 na vivo X Fold6, to na nim edytuję zdjęcia i montuję rolkę o tym smartfonie. Brakuje mi tylko odpinanego modułu aparatu, żeby zrobić zdjęcia urządzenia samym urządzeniem, ale to może przyjdzie w następnej generacji.
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.