SteelSeries Rival Pro - test. Najlepiej przemyślana mysz w historii, sześć genialnych rozwiązań
Ze SteelSeries Rival Pro spędziłem prawie miesiąc i nie mam wątpliwości: od strony oprogramowania oraz technologii jest to najlepiej przemyślana mysz gamingowa w historii. Zamiast ślepo podbijać czułość i taktowanie, inżynierowie wrócili do stołu projektowego i przygotowali coś fenomenalnego.

Bezsensowne pompowanie czułości sensora oraz raportowania, mocno ponad realne oczekiwania graczy. Tak można streścić przepychanki czołowych producentów gryzoni w ostatnich latach. Dlatego podoba mi się podejście SteelSeries. Inżynierowie ze Szwecji nie podbijają bezkrytycznie DPI oraz herców. Zamiast tego wrócili do stołu projektowego, zastanowili się czego potrzebują użytkownicy i wydali tonę kasy na RnD.
W efekcie dwie nowe myszki - SteelSeries Rival Pro oraz SteelSeries Sensei Pro - rozwiązują fundamentalne problemy gryzoni znane od lat, do tego wprowadzają kilka kapitalnych rozwiązań. Od strony technologii i oprogramowania oba modele będą stanowić nowe punkty odniesienia dla wszystkich producentów gamingowych peryferiów.
Co takiego sprawia, że testowany przeze mnie przez prawie miesiąc Rival Pro jest przełomowy? Odpowiadam na przykładzie sześciu kapitalnych rozwiązań, stworzonych z myślą o wymagających graczach. Na koniec zostawiam wady, bo przecież żaden sprzęt nie jest idealny.


Po pierwsze, SteelSeries Rival Pro pozwala ustawić DWIE RÓŻNE częstotliwości raportowania: osobno dla przycisków i sensora
Częstotliwość raportowania to niezwykle istotny parametr w przypadku gryzoni bezprzewodowych. Od niego zależy, jak szybko PC otrzyma informację o naszym ruchu lub kliku. Niestety, wyższe raportowanie generuje sporo problemów. Powoduje spadki wydajności, do tego z niektórych grach dochodzi do otwartego zgrzytu technologicznego, wymuszającego „spowolnienie” myszy po stronie użytkownika.
W SteelSeries obchodzą ten problem w kreatywny sposób. Dokonują rozdzielenia na częstotliwość próbkowania sensora (położenie, ruch) oraz raportowanie myszy, a więc przycisków. Dzięki podziałowi sensor może działać z raportowaniem 1000 Hz, nie powodując problemów w takim Marvel Rivals, podczas gdy klik przycisków będzie raportowany w rakietowym trybie 8000 Hz. Proste w założeniu, a genialne.
Z perspektywy wymagających graczy to prawdziwy game changer. Jeśli ich ulubiona produkcja kłóci się z raportowaniem sensora powyżej 1000 Hz, mogą tak dopasować pooling rate, aby przyciski wciąż działały z rekordową prędkością. A to właśnie rejestrowanie kliku przycisku - na przykład w formie wystrzału z broni - jest kluczowe w sieciowej strzelaninie. Od tych milisekund zależy, kto jest fragiem, a kto ma fraga na koncie.

Po drugie, w SteelSeries Rival Pro zastosowano system nieskończonej energii. Wywalili nawet gniazdo USB-C
Nowe modele Rival Pro oraz Sensei Pro to myszy bezprzewodowe bez portów USB-C do ładowania. Nie potrzebują ich, bo za energię odpowiada system rotujących akumulatorów. Ten sam, z którego znane są słuchawki SteelSeries, a ostatnio trafił także do kapitalnego, ale cholernie drogiego kontrolera PC/Xbox.
System nieskończonej energii działa w następujący sposób. W zestawie z myszą znajdują się dwa lekkie, owalne akumulatorki. Jeden trafia do gniazda myszy z pinami, drugi do przekaźnika bezprzewodowego, podłączanego do PC. Gdy zużywamy energię baterii w myszce, ta w przekaźniku jest ładowana. Od czasu do czasu dokonujemy podmiany obu akumulatorów i to tyle - kwestia braku energii rozwiązana.
Ile wytrzymuje taki malutki okrągły akumulator? Tutaj inżynierowie SteelSeries mają powód do dumy. „Tabletka” wystarcza na 60 godzin pracy z częstotliwością raportowania 1000 Hz. Podbijając ten parametr do maksymalnych 8000 Hz (dla sensora i przycisków), czas działania spada do 8 godzin. Wciąż wystarczy na serię ważnych rozgrywek online, z kolei podmiana akumulatora trwa jakieś 6 sekund.


Po trzecie, gryzoń Rival Pro łączy się z przekaźnikiem na wolnych od zakłóceń pasmach UWB w zakresie 6400–9056 MHz
Mysz bezprzewodowa nie walczy o przestrzeń z drukarkami, telewizorami, smartfonami oraz konsolami, które mamy w domach. Łączność ultra wide band to w 2026 roku wciąż ekspresowa autostrada VIP, na której zakłóceń nie ma w zasadzie wcale. A mniej zakłóceń to mniej poszatkowany sygnał, co widać później podczas analizy spójności śladu sensora.
Ta spójność ma znaczenie zwłaszcza, kiedy znajdujemy się w otoczeniu z dużą liczbą sprzętów elektronicznych. Śledzenie Rivala Pro oraz Sensei Pro to kompletnie inna liga niż to, co oferują pozostali producenci. Oni również mają błyskawiczną łączność bezprzewodową i raportowanie wysokiej częstotliwości, ale potem wrzucają swojego gryzonia między drukarkę, bramę garażową, tablet dziecka oraz automatyczne rolety.


Po czwarte, SteelSeries przygotował alternatywę do aplikacji w formie… strony w przeglądarce
Detal, ale z gatunku tych naprawdę pomysłowych. Kiedy znajdujemy się poza własną jamą gracza, możemy zyskać dostęp do ustawień myszy z poziomu przeglądarki. Browserowa alternatywa w postaci GG Web nie posiada wszystkich zaawansowanych opcji, natomiast stanowi świetne rozwiązanie, jeśli gramy na innym sprzęcie - na przykład podczas turnieju - gdzie instalowanie programów nie jest dozwolone. Albo kiedy chcesz pograć na Maku.
Z poziomu GG Web posiadacz nowego Rivala (lub Sensei) może zmienić DPI, częstotliwość raportowania czy działanie przycisków. Bawiłem się przedpremierową wersją tego rozwiązania i działała zaskakująco dobrze. Na ten moment nie widzę edycji konsumenckiej, ale to zapewne kwestia najbliższych dni albo tygodni. Przeglądarki kompatybilne z GG Web to Chrome, Opera i Edge. Safari płacze w kącie.


Po piąte, mamy przelicznik czułości dla każdej gry oraz osobne DPI dla menu głównego
Absolutnie genialnym rozwiązaniem jest przelicznik czułości, pozwalający „ujednolicać” precyzję w różnych grach do podobnego poziomu. Przykładowo, 600 DPI w CS2 oraz 600 DPI w Apex Legends to dwa różne doświadczenia. Aby użytkownik miał wrażenie podobnej zrywności, powstał mnożnik sensitivity, obliczony osobno dla każdej popularnej produkcji sieciowej. Dzięki niemu DPI zmienia się w zależności od gry, aby użytkownik otrzymywał zbliżone poczucie precyzji.
Do tego SteelSeries Rival Pro może korzystać z osobnego DPI do nawigowania w menu, osobnego do samej rozgrywki, z automatycznym przełączaniem. Rewelacyjna sprawa dla wszystkich tych, którzy preferują bardzo niskie (rzadziej bardzo wysokie) ustawienia czułości sensora podczas wymiany ognia. Dzięki podwójnemu DPI tacy gracze nie muszą już walczyć z menusami.
Po szóste, Szwedzi zaserwowali kilka drobnych, kapitalnych rozwiązań.
Na przykład możliwość przesyłania sygnału 9K zamiast 8K - z dodatkowym pakietem na każde osiem bazowych, co ma powodować jeszcze większą stabilność połączenia, a jednocześnie „pierwsze prawdziwe 8K” na rynku gamingowych myszy. Wrażenie robi też możliwość rozdzielenia parametrów lift off distance oraz landing distance. Jest nawet opcja dopasowania kąta obrotu (!) do dłoni użytkownika.
Do tego w SteelSeries GG znajduje się osobny program treningowy 3D do strzelania. Do odpalenia w przerwie między meczami albo podczas rozgrzewki. W przyszłości program ma automatycznie rozpoznawać, kiedy w popularnych grach kończy się etap pauzy/lobby, a zaczyna etap właściwej rozgrywki, informując o tym użytkownika. Brzmi imponująco, ale nie wiem jak to dowiozą. Niemniej trzymam kciuki.


Na tle kosmicznego oprogramowania, sam gryzoń wypada zaskakująco przeciętnie. Tak ma być
Zero podświetlenia, nie licząc drobnej diody kontaktowej na boku. Zero ogumienia. Zero portów USB-C. Zaledwie pięć przycisków akcyjnych, wliczając w to ten od rolki. Do tego nudna jak flaki z olejem plastikowa powłoka i przycisk zmiany profilu/włączenia na spodzie. Ot i cały Rival. Nawet wytłoczone logo SteelSeries jest ledwo widoczne.
Ten prosty, surowy wręcz design to świadoma decyzja projektowa, oparta na konsultacjach z profesjonalnymi zawodnikami. Ci nie potrzebują kolorowych diod ani wypasionych dodatków. Zależy im natomiast na odpowiednio wyprofilowanej bryle, prostocie, szybkości oraz niskiej masie. Dlatego nowy Rival waży zaledwie 54 gramy. Świetny wynik, zwłaszcza jak na wymienny akumulator.
Mnie - graczowi 30+ - taki design zdecydowanie odpowiada. Rozumiem jednak, że cienki plastik może wydawać się „tani”, a biorąc Rivala do ręki, nie czuć, że to gryzoń za 800 zł. Cenę napędzają bowiem technologie i autorskie rozwiązania, nie kaszmirowe wykończenia. Za to miłym dodatkiem są nakładki na ślizgacze oraz ogumione łaty poprawiające chwytność, do znalezienia na dnie pudełka.


Jest natomiast coś, czego wybitnie mi brakuje w nowym gryzoniu
Chodzi o adapter USB 2,4 GHz w zestawie. Zamiast niego mamy wcześniej wspomniany transmiter ultra wide band z funkcją ładowania akumulatora. Działa świetnie, ale wiele bym dał za dodatkowy dongiel, aby podłączyć go do laptopa. Zamiast tego muszę przepinać przekaźnik między PC i MacBookiem. Gryzoń nie wspiera bowiem standardu Bluetooth. Co ciekawe, SteelSeries ma w ofercie adapter do tej myszy, ale trzeba go kupić osobno.
Osobiście nie jestem też fanem zastosowanego plastiku, przynajmniej w dotyku. Rozumiem, że to specjalna mieszanka mająca ważyć jak najmniej, zachowując odpowiednią wytrzymałość, ale przez to powierzchnia staje się śliska oraz „tania” pod palcami. Inne super lekkie gryzonie nie mają tego problemu.
Ach i uwaga - gryzoń kompletnie nie nadaje się do chwytu typu fingertip. Za to palm leży jak dobrze dopasowana kołderka, a claw jest cholernie zrywny oraz szybki.


Takie ucieczki do przodu to ja lubię. SteelSeries Rival Pro to najlepsze rozwiązanie dla świadomych, wymagających prosów
Szwedzi ze SteelSeries poprawnie zdefiniowali problem. Wiedzą, że nie są w stanie wygrać cenowo z niewiele gorszymi pod względem hardware’u, ale znacznie tańszymi modelami chińskimi. Dlatego postawili na zaawansowane funkcje oraz rewelacyjne oprogramowanie. Dodali do tego optyczne przełączniki na 100 mln kliknięć, absurdalnie dobry sensor TrueMove 42K Pro z korektą czułości o jeden punkt DPI oraz niską masę. Efekt? Nikt, absolutnie nikt nie oferuje takiego katalogu możliwości.
Powstaje pytanie, czy owe możliwości jesteś w stanie wykorzystać. SteelSeries Rival Pro to ewidentnie gryzoń dla bardzo doświadczonych graczy. Mówmy o sieciowych wymiataczach świadomych swoich potrzeb, z doskonale skalibrowanymi parametrami rozgrywki, minimalizującymi przypadkowość w zasadzie do zera. Dla nich nowy Rival będzie jak Święty Graal. Jak spełnienie marzeń. Natomiast dla typowego gracza to potężny overkill.
Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.