Nie musisz wydawać fortuny na robota odkurzającego. Tapo RV30 Max Plus Gen 2 potrafi zaskoczyć
Niektóre roboty sprzątające skaczą, wchodzą po schodach, zbierają skarpetki i machają wszędzie swoimi pociesznymi łapkami. Dobra wiadomość - Tapo RV30 Max Plus Gen 2 nie robi żadnej z tych rzeczy. Robi coś dużo lepszego.

W skrócie: po prostu świetnie odkurza, nie wyczyści przy zakupie naszego portfela, a do tego wciśnie się prawie wszędzie - i to zarówno podczas sprzątania, jak i po nim.
Tapo RV30 Max Plus Gen 2 - co to właściwie za robot?

W wersji streszczonej - sprzątający z funkcją mopowania, własną stacją dokującą i funkcją automatycznego opróżniania.
W trochę dłuższej - następca ciepło przyjętego przez rynek modelu o tej samej nazwie, ale oczywiście bez dopisku "Gen 2". Druga generacja poprawia przy tym niemal wszystkie parametry, na które można było ponarzekać w przypadku jedynki, jednocześnie wprowadzając jedną kluczową zmianę, którą docenimy od razu po wyjęciu robota z pudełka i rozpoczęciu szukania miejsca dla niego i dla jego stacji.
Ta stacja jest... malutka.

Szerokość? Zaledwie 28,5 cm. Głębokość? 17,5 cm. I punkt główny imprezy, czyli wysokość - tylko 22,8 cm. Jeśli do tego dodać fakt, że stacja ma zdejmowane, a nie odchylane wieko i wystarczą pojedyncze milimetry zapasu, żeby je podnieść, zdjąć i np. wymienić worek, dostajemy stację, która zmieści się niemal wszędzie. W tym i pewnie pod wieloma meblami.

Jedyne, o czym trzeba pamiętać przy planowaniu lokalizacji, to fakt, że robot wjeżdża do stacji dokującej dość płytko. Ale na tle często monstrualnych stacji, które same w sobie można czasem uznać za osobny mebel - jest naprawdę... odświeżająco.
Nie tylko stacja zmieści się wszędzie.

Tapo RV30 Max Plus Gen 2 nie będzie miał też problemów z tym, żeby odkurzyć pod większością mebli. Wysokość, razem z wieżyczką, to zaledwie 10 cm. Wysokość bez niej - mniej więcej 7,5 cm.
Oznaczało to w moim przypadku, że robot był w stanie wjechać nie tylko pod łóżko - co akurat trudne nie jest - ale też i pod dużą część szaf i wszystkie szafki nocne.

Tam natomiast, gdzie nie był w stanie wjechać w całości, w grę wchodziły dwie opcje.
Po pierwsze - RV30 Max Plus Gen 2 całkiem chętnie wjeżdża przodem pod meble aż do swojego wieżyczkowego ogranicznika. Robi to przy tym na tyle delikatnie, że nie ma obaw o to, że on sam ulegnie uszkodzeniu (wieżyczka ma celowo pewien dopuszczalny zakres ruchu), ani o to, że uszkodzony może zostać sam mebel. Zresztą w moim biurze RV30 Max Plus Gen 2 wjeżdżał w ten sposób pod statyw (drogi sam w sobie), na którym stała jeszcze droższa kamera z akcesoriami - i efekt był taki, że pod statywem było idealnie odkurzone, całość po sprzątaniu stała jak stała przed nim, a na robocie nie widać żadnych śladów tego procesu.
Co ważne - nie zdarzyło się podczas moich testów, żeby robot gdziekolwiek się zablokował. Jeśli oceniał, że gdzieś nie wjedzie, to po prostu tam nie wjeżdżał.
Drugą opcją jest wyjątkowo długa boczna szczotka.

Dłuższa niż u poprzednika i przy okazji pokazująca, że te wszystkie wysuwane, zrobotyzowane boczne ramiona niekoniecznie są niezbędne, żeby było jak trzeba. Czasem wystarczy po prostu większy zasięg szczotki, która zamontowana jest jak najbardziej statycznie.
Przyznaję, że początkowo podchodziłem do takiego rozwiązania dość sceptycznie, rozpieszczony rozwiązaniami z wielokrotnie (!) droższych robotów sprzątających, ale moje obawy okazały się jak najbardziej niesłuszne.
Bez przesadzania napiszę, że w 99 proc. przypadków taka szczotka, jak ta w RV30 Max Plus Gen 2, absolutnie wystarcza. Nie ma znaczenia, czy chodzi o odkurzenie rogu pomieszczenia, szafy czy wydłubanie kurzu spod frontu szafy - to po prostu działa i to w wydaniu zaskakująco skutecznym. Przy standardowym, codziennym sprzątaniu trudno mi było zaobserwować jakąkolwiek różnicę w skuteczności między otwartymi powierzchniami a krawędziami czy narożnikami.
Oczywiście są - bardzo skomplikowane przestrzennie - sytuacje, gdzie okrągły kształt robota i nawet tak długa szczotka boczna nie wystarczą. Natomiast obserwowałem je głównie wtedy, kiedy po prostu... sam zrobiłem bałagan i na przykład kolejny zagracający karton ustawiony był względem ściany pod dziwnym kątem.
A jak RV30 Max Plus Gen 2 radzi sobie z nawigowaniem?

Prawie wzorowo, czego można oczekiwać po robocie wyposażonym w LiDAR. Mapowanie przebiega błyskawicznie, robot wykrywa też schody i skutecznie trzyma się od nich z daleka, a do tego ma bardzo czuły zderzak i raczej dotyka ewentualnych przeszkód, niż się od nich odbija.
Na logikę doboru tras czy precyzję pokrycia jak największej powierzchni sprzątaniem też nie da się narzekać. Początkowo wprawdzie miałem wrażenie, że porusza się dość daleko od przeszkód, ale po czasie zorientowałem się, dlaczego - po prostu spora boczna szczotka pozwala faktycznie przejechać kawałek dalej, bez szkody dla skuteczności sprzątania.
Bardzo dobrze w większości sytuacji spisuje się też system omijania przeszkód - czy to tych stojących w danym miejscu od dawna, czy postawionych przed chwilą. Przykładowo RV30 Max Plus Gen 2 jest w stanie bez problemu wykryć i ominąć pudełka o wysokości zaledwie kilku centymetrów, wytyczając dookoła nich trasę tak, żeby i ich nie przesunąć, i zachować skuteczność sprzątania.
Jedyne, co czasem zdarza mu się przegapić, to mniejsze przewody. Z drugiej strony - bez jakiegoś nadmiernego ukrywania kabli w domu i dodatkowego sprzątania, nigdy podczas testów nie zdarzyło mi się, żeby RV30 Max Plus Gen 2 gdziekolwiek utknął. Zawsze robił swoje i skutecznie wracał do bazy - i to nawet mimo tego, że tuż przed bazą kończył się dywan, co teoretycznie mogłoby wytrącić go z równowagi.
Jak dobrze sprząta RV30 Max Plus Gen 2?

To jest chyba to, co w tym robocie lubię najbardziej. Tak, nie ma tutaj żadnych wymyślnych dodatków i czegoś, co można pokazać znajomym, jak wpadną do nas w odwiedziny. Za to jak przyjdą nas odwiedzić, to pewnie uznają, że... jest ładnie posprzątane.
Tapo RV30 Max Plus Gen 2 - w skrócie - po prostu skutecznie sprząta i na tym się skupia. Zamiatanie przy krawędziach - jest jak trzeba. Odkurzanie na twardych podłogach - absolutne zero uwag, wliczając w to nawet odkurzanie wzdłuż kierunku podłogi, żeby wydobyć zabrudzenia z fug.

Dywany? 13 000 Pa mocy ssącej spokojnie wystarczy do tego, żeby nawet grubsze i gęstsze dywany - na które, swoją drogą, robot wjeżdża bez problemu - nie tylko rozjeździć, ale faktycznie odkurzyć.
I właśnie za to Tapo RV30 Max Plus Gen 2 zaskarbił sobie moją największą sympatię - na okres testów zastąpiłem nim wielokrotnie droższy odkurzacz i... trudno mi było znaleźć realną różnicę w efekcie końcowym.
Przyjemny jest też fakt, że przy dokowaniu w stacji robot nie tylko - oczywiście - automatycznie opróżnia swój zbiornik (worek w stacji - spore 3,3 l), ale też aktywowane jest czyszczenie szczotki głównej z sierści i włosów. Działa to wzorowo i nawet po kilku tygodniach testów szczotka wygląda niemal jak nowa.
Przy okazji - system opróżniania pojemnika na zabrudzenia z robota działa doskonale. Nie ma się więc co obawiać o tym, że trzeba tam będzie zaglądać samodzielnie.
W kwestii zużycia energii, "zasięgu" i czasu sprzątania robota - każde 10 m2 raczej skomplikowanego pomieszczenia to około 13 minut pracy robota i jakieś 15-17 proc. poziomu naładowania w trybie absolutnie maksymalnej mocy. Odkurzenie deklarowanych przez producenta 100 m2 powinno być więc możliwe, ale pod warunkiem, że nie robimy tego w najbardziej intensywnym trybie i nie mamy bardzo, bardzo skomplikowanych pomieszczeń.
Swoją drogą - z trybu najwyższej mocy nie będziemy musieli zbyt często korzystać. Nawet w środkowym trybie odkurzacz jest i skuteczny, i cichy. W codziennym odkurzaniu mniej zabrudzonych pomieszczeń, takich jak biuro czy sypialnia, poradzi sobie zresztą nawet... najniższy poziom mocy.
A jak jest z mopowaniem?

Jest jak najbardziej na pokładzie, aczkolwiek traktowałbym je jako bonus - choć raczej nie ze względu na skuteczność, a na fakt, że proces uzupełniania zbiornika, podobnie jak i np. czyszczenia mopa, jest tutaj całkowicie ludzki.
Jeśli to nam nie przeszkadza, to Tapo RV30 Max Plus Gen 2 spisze się w kwestii mopowania bardzo przyzwoicie. Ma trzy poziomy intensywności namaczania mopa, jest w stanie omijać dywany podczas mopowania i do sensownego odświeżania powierzchni tam, gdzie nie ma nadmiernego brudu - nada się jak znalazł.
I wszystkim tym sterujemy z...
Tutaj kolejny plus. Z jednej strony dostajemy bardzo dobrą aplikację Tapo, w której możemy zarządzać mapami (opcja wielopiętrowa - jest), dzielić i łączyć pomieszczenia, dodawać wirtualne granice, zmieniać ustawienia robota i wybierać odpowiednie tryby czyszczenia.
Z drugiej natomiast - co niesamowicie miłe przy tej cenie - jest tutaj zgodność ze standardem Matter, więc jeśli korzystacie z innego smart domowego systemu, będziecie mogli bez trudu dodać tam ten właśnie odkurzacz. A potem np. włączyć go do bardziej rozbudowanych automatyzacji.
Tapo RV30 Max Plus Gen 2 - czy warto?

RV30 Max Plus Gen 2 robi dobrze przede wszystkim trzy rzeczy - jest niedrogi, dobrze odkurza (wliczając w to też samą nawigację) i do tego zarówno sam robot, jak i jego stacja dokująca, są bardzo kompaktowe. Do tego skutecznie działa opróżnianie pojemnika w robocie, system usuwania sierści i włosów daje świetne rezultaty, a długa szczotka boczna okazuje się pomysłem absolutnie skutecznym.
I owszem, nie ma tutaj chyba żadnej funkcji czy rozwiązania, które można byłoby pokazać znajomym czy skupić się na jednej konkretnej opcji w całym tym tekście. Ale może to i dobrze - może właśnie zamiast kolejnego drogiego gadżetu potrzebujemy w domu po prostu prostego, sensownie wycenionego i skutecznego narzędzia? Jeśli tak, to RV30 Max Plus Gen 2 właśnie taki jest.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.