REKLAMA

Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line. 7 rzeczy, o których nie przeczytasz na stronie producenta

Czy jest coś, czym bezprzewodowy odkurzacz może zaskoczyć na tyle, że trudno nawet znaleźć informacje na ten temat na stronie producenta? Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line pokazał mi, że jak najbardziej.

Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line. 7 rzeczy, o których nie przeczytasz na stronie producenta

I że w odkurzaczach liczy się bardzo często i bardzo mocno to, czego nie da się zmieścić w prostej tabelce ze specyfikacją.

Po pierwsze - ależ to jest wykonane

 class="wp-image-5946256"

Nie jest - a przynajmniej oferta rynkowa na to wskazuje - wielką sztuką stworzyć obecnie dobry albo bardzo dobry odkurzacz bezprzewodowy. Rzadko spotykaną sztuką jest jednak stworzyć odkurzacz bezprzewodowy, który będzie i dobry, i wykonany tak, że można po nim oczekiwać, że wytrzyma lata.

I po kilku tygodniach testów wygląda na to, że Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line jest modelem, który łączy właśnie jedno i drugie.

Każda część pasuje tutaj do reszty obudowy niemal idealnie. Każdy zaczep zatrzaskuje się z wyraźnym i satysfakcjonującym klikiem. Każde wciśnięcie przycisku zwalniania zaczepu robi dokładnie to, co powinno. Nie ma szansy, żeby czegoś do końca nie wcisnąć albo żeby za pierwszym razem nie zeszło.

Może to wprawdzie brzmieć trochę jak czepianie się szczegółów, ale w przypadku odkurzaczy - szczególnie tych intensywnie wykorzystywanych w domu - ma to ogromne znaczenie. Wpływa to i na komfort pracy, i na to, jak naprawdę długo taki odkurzacz będzie cieszył - albo po prostu służył. A tutaj wszystko wskazuje na to, że będzie to odkurzacz na długie lata.

Po drugie - ale to jest ciche

Wszystkie akcesoria zmieścimy w jednej stacji, razem z odkurzaczem. Odkurzacz ładuje się ze stacji bez łączenia go z nią przewodem.

W zasadzie to producent pisze o tym na swojej stronie - i o tym, że jest system Smart Power, który na bieżąco rozpoznaje poziom zanieczyszczeń i nawierzchnię, dostosowując moc. I też o tym, że jest system ograniczający hałas. Nawet podaje wartości.

Tyle tylko, że te wartości większości osób wiele nie mówią, a i ja sam podchodzę do nich z dystansem. Nie da się jednak przejść obojętnie obok tego, jak cichy jest Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line w praktyce.

Masa urządzenia zmierzona na domowej wadze - 2 kg z zamontowanym akumulatorem i bez żadnych dodatków. Nie zmęczycie się przesadnie.

Jeśli chodzi o odkurzanie nawet mocno brudnych, ale twardych podłóg, to niech wystarczy przykład sprzed chwili. Jest godzina mniej więcej 22, a ja przed chwilą... odkurzałem bardzo zakurzony salon. Czy przeszkadzałem domownikom? Z ich relacji - i to bez cenzurowania - dowiedziałem się, że absolutnie nie. Sąsiad też nie pukał w ścianę, a gdyby faktycznie było głośno, to pewnie by to zrobił.

Zresztą ja sam, za każdym razem, kiedy przychodzi do odkurzania, jestem zdziwiony, że jest tak cicho. Jasne, nie jest aż tak, że mam wątpliwości, czy odkurzacz jest w ogóle włączony czy nie, ale wychodzi na to, że wieczorna runda odkurzania twardych podłóg jest w tym przypadku absolutnie społecznie akceptowalna.

A to już naprawdę coś.

Oczywiście, jeśli wjedziemy na dywan, to robi się już słyszalnie. Ale za to w zamian dostajemy naprawdę dobrze odkurzony dywan - nawet taki z odrobinę dłuższym włosiem, którego... od dawna nikt nie odkurzał.

Po trzecie: nie dmucha na ciebie w trakcie sprzątania

Szczotka z miękką końcówką - w sam raz do mebli. Uchwyt zaprojektowano na tyle dobrze, że w takim "ręcznym" trybie urządzenie jest super wygodne.

Też drobna rzecz, ale zdecydowanie uprzyjemnia sprzątanie i wcale nie wszyscy producenci o tym pamiętają. Nie ma chyba nic gorszego niż nieustanne bycie owiewanym powietrzem z odkurzacza, aczkolwiek zdmuchiwanie kurzu z całej okolicy "po drugiej stronie od nas" też jest na czołowych miejscach rzeczy, których wolę unikać.

W przypadku Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line wydmuchiwane powietrze w ogóle nie będzie nam przeszkadzać - do tego mam wrażenie, że jego ilość i ogólna dynamika tego procesu jest mocno trzymana w ryzach.

Po czwarte - wystarczy ci jeden tryb

Prosty, ale intuicyjny system obsługi. W prawo i lewo zmieniamy tryby, góra włącza i wyłącza (nie trzeba nic trzymać wciśniętego w trakcie odkurzania).

Czyli wspomniany Smart Power, na ekranie prezentowany w skrócie jako Smart. Jego zadaniem jest dopasowanie mocy silnika, pracy wałka i przepływu powietrza do odkurzanej powierzchni, poziomu zabrudzenia i stanu filtra. I w dużym skrócie - robi to na tyle dobrze, że nie ma co się przeważnie zastanawiać nad tym, czy ręczna kontrola nie byłaby lepsza.

Wjeżdżamy na dywan - włącza się mocniejszy tryb. Zjeżdżamy na twardą podłogę - automatycznie przełączamy się na niższe tryby i oszczędzamy sporo energii z akumulatora. Działa to na tyle sprawnie, że ręczne przeklikiwanie się - choć łatwe i intuicyjne - nie ma za bardzo sensu.

Mała turboszczotka nada się przede wszystkim do tapicerek. Czy to w domu, czy w samochodzie.

Do tego jeszcze dochodzi fakt, że odkurzacz nie potrzebuje wcale zawsze maksymalnej mocy, żeby poradzić sobie nawet z większą ilością trudniejszych zabrudzeń i że zaskakująco dobrze zbiera te zabrudzenia zarówno przy ruchu do przodu, jak i do tyłu.

W skrócie - włączamy tryb auto, machamy ręką do przodu i do tyłu, wiele nie myślimy i nie robimy poza tym - i już, posprzątane.

Po piąte - ta łamana rura jest doskonała

Ok, producent pisze o niej na stronie i nawet pokazuje na zdjęciach, ale przyznam, że docenia się ją dopiero wtedy, kiedy faktycznie się z niej korzysta. Tak, to jest rozwiązanie niesamowicie lepsze od nawet najbardziej poziomo jeżdżących odkurzaczy bezprzewodowych, szczególnie w połączeniu ze wspomnianą już... bardzo dobrą jakością wykonania.

O ile bowiem sprzątamy w normalnych miejscach, prawie w ogóle nie czujemy tego, że ta rura jest łamana. Całość jest solidnie sztywna i odkurzamy jak zazwyczaj. Potem klikamy jeden przycisk i bez schylania się możemy odkurzyć naprawdę wszędzie - tym bardziej, że konstrukcja Kärcher VCS 7-28 Infinity Signature Line jest taka, że wjazd pod ekstremalnie niskie meble będzie banalnie prosty.

Kiedy już uporamy się z zakamarkami, wystarczy wyprostować tę rurę - słyszymy klik i znowu jest zablokowana w pozycji standardowej.

Lepsze i wygodniejsze byłoby chyba tylko zdalne zwalnianie tej blokady, ale może już oczekuję zbyt wiele.

Po szóste: zbiornika nie dotykasz

Kolejny drobiazg, ale jakże mile widziany. Zamiast odkręcać pojemnik na opady (0,8 l pojemności), po prostu zwalniamy blokadę i śmieci wysypują się do kosza. Niczego nie dotykamy, niczym się nie brudzimy.

Oczywiście, jeśli chcemy wyczyścić dokładniej ten pojemnik, to jak najbardziej możemy go odkręcić. Zresztą... tak jak prawie wszystko.

Po siódme: to się łatwo czyści (i często nie trzeba)

Kot nawet nie ruszył się podczas odkurzaczowej sesji zdjęciowej. Wynik testu głośności: pozytywny.

Większość elementów tego odkurzacza - i akcesoriów - da się wygodnie rozłożyć, zyskując dostęp nie tylko do wyjętych części, ale też tego, co jest w środku. Czy chodzi o filtry, czy o zmotoryzowaną dyszę, czy o turbodyszę, czy w sumie o cokolwiek innego - nie dość, że dzielnie stawiają czoła domowym (w tym zwierzęcym) zanieczyszczeniom, to jeszcze w razie czego da się je przywrócić do stanu niemalże nowego.

A to jest czasem dużo ważniejsze niż to, co w tabelkach.

A co producent podaje, a ja o tym nie napisałem?

Między innymi to, że akumulator w urządzeniu wystarczy na maksymalnie 70 minut (choć raczej liczcie standardowo na jakieś 30-40) i że można go błyskawicznie wymienić na drugi. Trzeba go wprawdzie dokupić osobno, ale pewnie przy większym metrażu będziemy chcieli to zrobić i... producent to przewidział.

Stację tego odkurzacza wyposażono bowiem nie tylko w funkcję ładowania bezpośrednio akumulatora umieszczonego w odkurzaczu (bez dodatkowego podłączania jakichkolwiek przewodów do odkurzacza), ale przygotowano miejsce na wygodne ładowanie dodatkowego akumulatora.

W zestawie dostajemy też wszystkie szczotki, dysze i ssawki, które mogą nam być potrzebne. Czyli małą turboszczotkę, która świetnie sprawdzi się na domowych i samochodowych tapicerkach, ssawkę szczelinową, którą bez trudu usunąłem wszystkie wieloletnie pajęczyny z domu, szczotkę z miękką końcówką, która doskonale nadaje się do odkurzania mebli i oczywiście główną zmotoryzowaną dyszę podłogową z bardzo jasnym i szerokim oświetleniem, które boleśnie ujawniło przede mną, jaki bałagan mam w domu.

To znaczy - jaki miałem, bo - przynamniej przez czas testów - mogę o nim mówić zdecydowanie w czasie przeszłym.

Piotr Barycki
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.