REKLAMA

Słyszałem rosyjskiego drona nad Lublinem. Wmawiają mi, że to halucynacje

Po raz pierwszy w życiu usłyszałem coś, co brzmiało jak rosyjski dron bojowy. Absurdalność tej sytuacji podkreślał fakt, że było to w Lublinie, wiele kilometrów od granicy. Ale najgorsze dopiero miało przyjść.

Słyszałem rosyjskiego drona nad Lublinem. Wmawiają mi, że to halucynacje
REKLAMA

To miała być noc jak każda inna noc. Trochę zasiedzieliśmy się z żoną przy gierce, ale przecież to sobotni wieczór, nie ma więc problemu z porannym wstawaniem na następny dzień. Około 1:50 moja żona usłyszała dziwny odgłos, powiedziała mi, że coś leci za oknem. Otworzyłem je i faktycznie usłyszałem dźwięk, który kojarzył mi się tylko z filmikami z wojny w Ukrainie. Trochę przypominał wyjątkowo głośną motorynkę czy inny małolitrażowy skuter, ale efekt dźwiękowy był zwielokrotniony. Niektórzy mówią, że przypominało to dźwięk motolotni, ale to musiała być wyjątkowo głośna motolotnia. Sami oceńcie:

REKLAMA

Nasłuchiwałem przez otwarte okno, ale syreny nie zostały włączone. Sprawdziłem telefon - milczał jak zaklęty, żadnego alertu RCB nie otrzymałem. Od razu szybki rzut oka na Strażnik.eu - cisza i spokój. Ale przecież słyszałem na własne uszy, że coś jest nie tak. Na osiedlowej grupie znalazłem potwierdzenie, że to nie halucynacje, inni też słyszeli ten dźwięk. Powiem wam, że po raz pierwszy poczułem atmosferę zagrożenia. Przyzwyczaiłem się do alertów RCB, już nawet nie podnoszę telefonu, żeby odczytać kolejną niezwykle ważną informację, że na terytorium Ukrainy trwa wojna, czekaj na dalsze komunikaty.

REKLAMA

Widzicie mieszkam w dosyć niefortunnym miejscu - blisko lotniska, obok poligonu wojskowego i w pobliżu jednostki wojskowej. Gwarantuje to dużo zieleni, niskie bloki i względny ład architektoniczny. Jednak są minusy - to zagrożone tereny, które w razie eskalacji działań zaczepnych zostaną uderzone dronami i rakietami balistycznymi. Pogodziłem się z tym, więc nawet alerty RCB nie robią na mnie wrażenia. Jednak nocny przelot mnie trochę zaniepokoił. Poszedłem spać, wiedząc, że rano wszystko się wyjaśni.

Polska robi ze mnie durnia. Nikt nic nie wie

Rano patrzę na telefon i widzę, że na Ukrainie znowu był atak, więc ktoś w Polsce uznał, że warto mnie o tym poinformować. Natomiast o nocnym przelocie cisza. Wchodzę na stronę DORSZ i czytam taki komunikat:

REKLAMA

Potwierdziło się, że nic mi się nie przyśniło, że faktycznie coś się dzieje. Wielokrotnie w ciągu dnia słyszałem i widziałem przelatujące helikoptery, które szukały tajemniczego obiektu. W komentarzach w internecie znalazłem relacje świadków przelotu, którzy pomogli wytyczyć kurs obiektu, a z ustaleń udało się określić, że obiekt poruszał się od wschodu z prędkością 175 km/h. Oczywiście widziałem również miłośników chłopskiego rozumu, którzy twierdzili, że to wszystko ustawione, że nic nie wleciało, że Ukraina chce nas wepchnąć do wojny. Wprawdzie stoję na stanowisku, że bierzemy udział w tej wojnie od samego początku, ale niektórzy mają mózgi przeżarte nienawiścią, więc tego nie dostrzegają. Jednak narrację o tym, że nic się nie wydarzyło zaczęło podawać coraz więcje osób.

REKLAMA

Lubię Pana Fiszera, ale tutaj wprost sugerował, że mi się wydawało. Czułem się jak w Panu Tadeuszu, gdzie wszyscy myśleli, że to Wolski grał jeszcze, ale to echo grało. Najgorzej, że kolejne godziny poszukiwań tajemniczego obiektu nie przyniosły rezultatu. Wojsko wydało również taki komunikat:

REKLAMA

Na obecnym etapie rozpatrywane są różne możliwe scenariusze, w tym zjawiska lub anomalie meteorologiczne, a także potencjalne działania o charakterze przemytniczym lub prowokacyjnym. Żaden z tych wariantów nie został dotychczas potwierdzony.

Najbardziej wzrusza mnie anomalia meteorologiczna. Najwidoczniej słońce rzuciło mi się na mózg i przez to doszło do uszkodzenia słuchu.

REKLAMA

Jest inna rzecz, która nie daje mi spokoju

Wojna trwa 4,5 roku, drony latają codziennie, a tu tajemniczy obiekt przelatuje sobie nad lotniskiem, mija 400-tysięczne miasto i nieskrępowany leci dalej. To zakrawa na farsę i kompromitację sił zbrojnych. W końcu wydajemy najwięcej w historii na zbrojenia, a później okazuje się, że w sumie nie mamy czym wykrywać nisko latających obiektów. W tym roku miał ruszyć projekt Barbara, który miał przynieść cztery aerostaty monitorujące przestrzeń powietrzną. Już teraz wiadomo, że jego wdrożenie się opóźni. Przestrzeń nad moją głową najwidoczniej jest chroniona tylko w dni robocze, w weekendy witamy wszystkie obiekty z otwartymi ramionami.

REKLAMA

W poniedziałek poszukiwania tajemniczego obiektu zostały wznowione, ale mam wrażenie, że nic nie przyniosą.

PS: w trakcie pisania tego tekstu dostałem alert RCB o dronach nad Ukrainą. Sprawdziłem - były ode mnie w odległości kilkuset kilometrów. To już nawet nie jest śmieszne.

REKLAMA

Zdjecie główne: Fot. Dpsu.gov.ua, wikimedia / jakkapan21, Getty Images, Canva Pro

Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.

REKLAMA
REKLAMA