REKLAMA

Ace Combat 8 jest wybitne. Zrobili z „prostych samolotów” dzieło sztuki - recenzja

Gdyby jeszcze kilka dni temu ktoś mi powiedział, że w Ace Combat 8 znajdę jedną z najlepszych kampanii singl Ace Combat 8 jest wybitne. Zrobili z „prostych samolotów” dzieło sztuki - recenzja

Ace Combat 8 jest wybitne. Zrobili z „prostych samolotów” dzieło sztuki - recenzja

Gdyby jeszcze kilka dni temu ktoś mi powiedział, że w Ace Combat 8 znajdę jedną z najlepszych kampanii singe player tego roku, stukałbym się w czoło. Teraz stukam w klawisze przepełniony zachwytem, bo Wings of Theve to najlepsza nowożytna odsłona w całej historii serii.

Ace Combat 2 (1997) na PSX to jedna z tych gier, które wypaliły się gorącym żelazem z moim umyśle. Każdą misję przeszedłem kilkanaście razy, a lot podziemnym tunelem doprowadziłem do perfekcji. Od tamtego czasu obserwuję kolejne eksperymenty Japończyków z serią i nie mam wątpliwości: w przypadku Ace Combat 8 trafili w dziesiątkę. Od dekad nie było tak dobrze.

Ace Combat 8 od pierwszej misji zachwyca osobistą, emocjonalną, ludzką i cholernie filmową kampanią

Żadna inna odsłona nie ma tylu przerywników, tylu dialogów podczas lotu oraz tylu opcjonalnych filmowych ujęć. Twórcy postawili na Kino przez wielkie K, otaczając każdą misję fabularną emocjonalnym płaszczem. Wings of Theve ma wszystko: zdrady, zaskakujące sojusze, porażki, nieoczekiwane zmiany celów oraz oczywiście personalną dramę. Całe morze personalnej dramy.

Zestawienie rozemocjonowanych bohaterów z dopieszczonymi co do śrubki modelami myśliwców to egzotyczny mariaż. O dziwo oba światy doskonale się uzupełniają. Na pokładzie lotniskowca szukamy szpiega, aby zaraz później gonić za sekretnym myśliwcem nowej generacji w chmurach. Opowieść na ziemi i w powietrzu to jedno, ciągłe doświadczenie, a dobrze wyreżyserowane scenki oraz unikalne misje zapewniają kampanii brak monotonii.

Tu kluczowe zastrzeżenie: oglądając zwiastuny AC8 może się wydawać, że gra pozwala swobodnie poruszać się po kwaterach, rozmawiać z NPC i tak dalej. Nic bardziej mylnego. Dostajemy sekwencje na szynach, w trakcie których odpowiadamy wyłącznie za ruch głowy i pracę kamery. Od czasu do czasu musimy też wcisnąć krzyżak lub wybrać tak/nie, ale na tym interakcja się kończy. Sekwencje naziemne traktuję więc jak przerywniki, nie rozgrywkę.

Twórcom Ace Combat 8 należą się ukłony za misje fabularne. Takiego zróżnicowania i takich pereł nie było wcześniej

Producenci zadbali o niesamowitą różnorodność. Przeszli samych siebie, serwując tak pomysłowe zadania, że na samo ich wspomnienie uśmiecham się pod nosem. Nie chcę wam psuć niespodzianki, więc dam wyłącznie jeden przykład. W pewnym momencie pomagamy straży wybrzeża, szukając kontenerowców terrorystów pośród wszystkich statków w wielkim porcie. Wiemy, że mają emblemat słońca na rufie i trzy żurawie.

Zadanie wydaje się proste, ale uwierzcie - gdy leci się myśliwcem F16, trudno zwolnić na tyle, aby dokładnie pooglądać każdy statek. Tych jest z kolei kilkadziesiąt, wszystkie zmierzają w stronę portu. Za osiem minut trzy z nich eksplodują. Zegar tyka, a im wolniej lecimy, tym większe prawdopodobieństwo, że zderzymy się z taflą wody. Kapitalna misja.

Jak widzicie, nie chodzi tylko o proste różnicowanie w stylu: cele powietrzne, cele naziemne, konwój, walka z wielką maszyną. Twórcy Ace Combat 8 wspinają się na wyżyny kreatywności, przez co po każdej misji kciuk odruchowo wędruje w kierunku „rozpocznij następne zadanie”. Zazwyczaj gry takie jak Ace Combat muszę sobie dawkować, aby rutyna nie zestrzeliła przyjemności. Wings of Theve jest jednak jak narkotyk. Nie masz dosyć. Druga, czwarta czy ósma misja podczas jednego wieczoru, wciąż bawisz się doskonale.

Wings of Theve łapie za serce liczbą smaczków oraz drobnych detali. Czuć, że to projekt pełen pasji

Efekt przebijania się przez wolumetryczne chmury, z deszczowymi smugami rozciągającymi się po kabinie pilota, to graficzny majstersztyk. Synchronizacja haptyki na padzie DualSense z efektem przekroczenia bariery dźwięku także powoduje uśmiech od ucha do ucha. Podczas gwałtownych manewrów poszycie samolotu przepięknie walczy z powietrzem. Nawet w trybie wydajności gra cieszy oko. Jasne, nie jest to MFS2024, ale chyba też nikt tego nie oczekuje.

Podoba mi się, jak wiele zależy czasem od gracza. Lecąc zaraz nad sojuszniczym lotniskowcem i wykręcając beczkę, słyszymy w radio ekscytację załogi. Innym razem możemy podjąć decyzję, która później ma swoje (małe, bo małe, ale jednak) fabularne konsekwencje. Jak zwykle twórcy zadbali o masę opcjonalnych celów zwiększających pulę punktów, a im więcej punktów, tym lepsze mamy technologie i samoloty. Wszystko dobrze się klei i zazębia.

Bardzo przyjemnym dodatkiem jest też tryb powtórki. Gra zapisuje całą historię lotu, a my możemy ją potem oglądać z dowolnego ujęcia. Dopiero wtedy widać, ile małych detali pracuje na sukces AC8. Doceniamy pilotów spoglądających w swoich kierunkach, brud z poprzedniej misji na poszyciu czy naprawdę przepiękne eksplozje.

Nie liczcie tylko, że Ace Combat 8 w jakikolwiek sposób skręca w kierunku symulacji. Jest do bólu arcade’owo

Gracz ma do wyboru dwa modele lotu - prosty i ekspercki. Gram na tym drugim i wciąż jest dziecinnie łatwo. Przeciążenie w tej produkcji nie istnieje. Sekwencje lądowania są komicznie uproszczone. Tankowanie w powietrzu wymaga precyzji pijanego drwala. Nawet udźwig/pojemność maszyn nie jest problemem. Po wystrzelaniu się z rakiet podstawowe warianty magicznie się regenerują. O paliwo także nie trzeba się martwić.

Ktoś może powiedzieć, że czepiam się, bo Ace Combat nigdy nie był symulatorem. No i będzie miał rację. Tak, czepiam się. Nic jednak nie poradzę na to, że z ogromną chęcią polatałbym w nieco trudniejszym, bardziej złożonym Wings of Theve, gdzie muszę uważać na przeciążenie, a stan baku przekłada się na prędkość czy zrywność.

Na osobną wzmiankę zasługuje multiplayer. Ace Combat 8 Online to osobny, wielki tryb

Bałem się, że inwestując tyle uwagi oraz środków w kampanię, twórcy potraktują tryb wieloosobowy jako zło konieczne. Napuszczą na siebie graczy w trybach deathmatch oraz team deatchmatch i to z grubsza będzie tyle. Na szczęście jest kompletnie inaczej. Ace Combat 8 Online to osobny, wielki moduł z własną ścieżką kariery.

Zaczynając grę sieciową, tworzymy awatara. Następnie lądujemy w hubie społecznościowym udającym bazę lotniczą. Nie jestem fanem tego trendu i uważam, że w wielu grach pasuje jak pięść do nosa. Na szczęście konserwy dostają proste menu sieciowe, gdzie mają błyskawiczny dostęp do wszystkich funkcji online, w formie czytelnego interfejsu. Nikt więc nie zmusza graczy do biegania po bazie. Czasem jednak warto, dla automatów z kultowymi grami.

Sam multiplayer jest WIELKI. Mamy kilka trybów rozgrywki, w tym kooperacyjne oraz nastawione na pokojową rywalizację drużyn (wyścig o punkty). Do tego dochodzą codzienne i sezonowe wyzwania, możliwość organizacji znajomych w eskadry, system poziomów i rang, osobny sklep z samolotami dla multiplayera (hangar w kampanii nie ma znaczenia), przepustka sezonowa i powiązane z nią nagrody. Nie zabrakło też kilku różnych walut i systemów ulepszania maszyn. Czyli klasyka na miarę Call of Duty.

Dzięki tak rozbudowanemu trybowi online Ace Combat 8 nie jest grą, którą po kilku wieczorach wrzuca się na OLX-a. Po przejściu kampanii lubię odpalać kooperacyjne tryby sieciowe, gdzie ramię w ramię z sojusznikami wymiatam boty z planszy. Bardzo relaksująca zabawa, do tego fajnie zobaczyć w akcji innych graczy. Można podłapać sztuczkę albo dwie, jeśli chodzi o metody najskuteczniejszego zdobywania punktów.

Ace Combat 8 to najlepsza odsłona w nowożytnej historii. Wspaniałe, pozytywne zaskoczenie

Obawiałem się, że we współczesnym świecie gier mamy coraz mniej przestrzeni na serie takie jak Ace Combat. Twórcy Wings of Theve pokazują jednak, że jakość jest ponadczasowa i broni się sama. Trzymam kciuki za dobrą sprzedaż tej produkcji, bo zasługuje na to jak mało która z poprzednich odsłon. Żadne inne AC nie zachwyciło mnie na tak wielu polach: narracji, reżyserii misji, trybu wieloosobowego, oprawy.

Największe zalety:

  • Najlepsze Ace Combat w nowożytnej historii serii
  • Pełna emocji, dialogów i wyrazistych postaci kampania
  • Japońska drama łączy się z surowym pięknem maszyn
  • Pomysłowe, unikalne, niepowtarzalne misje
  • Potężny, zróżnicowany moduł multiplayer
  • Masa drobnych detali. Czuć, że to projekt pełen pasji
  • Świetny system powtórek
  • Polska wersja językowa (napisy)

Największe wady:

  • Filmy na szynach zamiast eksploracji FPP. Zwiastuny mylą
  • Ależ mi brakuje bardziej symulacyjnego trybu hardcore
  • Rozczarowująca kamera z kokpitu pilota

Ocena recenzenta: 9/10

Szkoda tylko, że producenci nie pokusili się o bardziej symulacyjny tryb hardcore do wyboru. No i realizacja takich map jak miasta mogłaby być na nieco wyższym poziomie. To jednak mankamenty, które nie wpływają na moją ocenę: Ace Combat 8 to najlepsza odsłona od wielu lat. Nowy standard i nowy punkt odniesienia dla pozostałych produkcji tego typu.

Szymon Radzewicz
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.