Omada czy Deco? Sprawdziłem obie opcje i wybrałem
Na jakich sprzętach oprzeć domową sieć? Na Deco, które jest reklamowane jako "podłącz i zapomnij", czy na Omadzie, która obiecuje o wiele większe możliwości, ale pozornie może też straszyć poziomem skomplikowania? Przez ostatnie lata (tak) sprawdzałem jedną i drugą opcję. I wybrałem.

Zaznaczę może na początku, że nie były to testy w warunkach laboratoryjnych, odseparowanych od mojej głównej domowej sieci. Najpierw Deco - a później Omada - były w moim przypadku testowane na żywym, domowym organizmie. W końcu jednak przyszedł czas, żeby zdecydować się na jedno z tych rozwiązań, a przy okazji - skleić w całość notatki z tego okresu, których lektura pomogła mi ostatecznie dokonać wyboru.
Żartuję - o ostatecznej decyzji przesądziły dwie kwestie. Z czego jedna jest dość zabawna, a druga nie.
Ale żeby notatki się nie zmarnowały...
Deco czy Omada - co łatwiej zainstalować?

Odpowiedź jest bardzo prosta: Deco.
I to tak bez dwóch zdań, choć przyznaję - "postawienie" domowej sieci z wykorzystaniem Omady nie jest czymś, co przekracza ludzkie możliwości. Z drugiej strony - Deco jest tak bliskie marketingowemu "podłącz w 3 minuty i zapomnij", jak tylko się da.
Tutaj nie trzeba przesadnie planować, myśleć, rysować, rozważać, analizować, który sprzęt w danym punkcie sieci będzie dobrym rozwiązaniem. Zresztą najlepszym przykładem niech będzie to, że w pewnym momencie postanowiłem wymienić moje dotychczasowe Deco na nowszy model i przy okazji dodać więcej punktów dostępowych. Całość sprowadziła się mniej więcej do tego, żeby pojechać do sklepu, potem podłączyć po kolei poszczególne jednostki do zasilania, połączyć je ze sobą przewodami (opcjonalne, ale to zawsze lepszy pomysł) i skonfigurować w aplikacji.
Koniec. Licząc razem z przejazdem do sklepu, wyszła może godzina, po której miałem w pełni funkcjonującą sieć z trzema punktami bezprzewodowymi i jednym dodatkowym w ogrodzie (na zdjęciu powyżej).
W przypadku Omady aż tak łatwo nie jest. Oczywiście można korzystać z poszczególnych produktów w trybie standalone, ale trochę mija się to z celem i zdecydowanie lepiej jest pomyśleć o sprzętowym albo - jak w moim przypadku - programowym kontrolerze.
Dodatkowo w przypadku Omady dużo wyraźniejsze jest rozróżnienie, jaki sprzęt jest czym. Przykładowo - w przypadku Deco ta sama jednostka może być zarówno punktem dostępowym Wi-Fi (i przy okazji przewodowym), jak i pełnić funkcję routera. W przypadku Omady podział na to, co jest np. bramą, a co punktem dostępowym jest jasno nakreślony i nie mamy wielkiego pola do popisu.
Deco czy Omada - co sprawia mniej problemów?

Po takim czasie intensywnego użytkowania jest to jedno z pytań, na które pewnie wiele osób chciałoby poznać odpowiedź. Ta jest jednocześnie prosta i skomplikowana.
W wersji prostej - niespecjalnie miałem problemy z którymkolwiek z tych systemów, a że dostęp do internetu to podstawa mojej służbowej i prywatnej egzystencji, raczej bym zauważył, że coś jest nie tak. Przyznałbym więc tutaj remis - jeden i drugi system absolutnie mnie nie zawiódł.
Z drugiej strony - czasem coś drobnego może się zadziać nie tak. I tutaj Deco i Omada różnią się bardzo.
W przypadku tego pierwszego nasze opcje diagnostyczne są bardzo ograniczone, do tego domyślnym sposobem obsługi jest aplikacja mobilna, więc mamy jeszcze bardziej pod górkę. W zasadzie najczęstszą opcją na rozwiązanie problemów jest postępowanie zgodnie z instrukcjami właśnie w aplikacji albo wybranie przycisku "Napraw problem". I żeby było śmiesznie - miałem raz problem z Wi-Fi i wybranie którejś z opcji automatycznej naprawy czy optymalizacji sieci rozwiązało go całkowicie. Co zrobiło - nie wiem. Ale naprawiło.
Omada daje nam natomiast dostęp do takiego zastępu opcji diagnostycznych, że a) mniej zaawansowanych użytkowników może od tego rozboleć głowa i b) jeśli problem faktycznie jest - uda nam się go w końcu namierzyć. I to w sposób, który w Deco nie byłby możliwy. Z drugiej strony - niektóre rzeczy na Omadzie są po prostu, choć z powodów możliwych do wytłumaczenia, dużo trudniejsze. Przykładowo reset Deco polega na standardowym wciśnięciu odpowiedniego przycisku. Reset osprzętu Omady... nawet nie chcecie wiedzieć. Lepiej nie zapominajcie haseł.
Deco czy Omada - czy któreś da lepsze Wi-Fi?
Przykro mi, ale - w moich domowych warunkach - nie zauważyłem różnicy. Przy konfiguracji 2-3 AP w domu i 1 AP w ogrodzie, nawet przeskakując pomiędzy systemami z Wi-Fi 6 i Wi-Fi 7, w codziennym użytkowaniu nie jestem w stanie długfalowo wskazać, że któryś z tych systemów był lepszy. Oba po prostu działały i oba były satysfakcjonująco szybkie i stabilne.
Oba systemy też bardzo dobrze radziły sobie z domem pełnym smart sprzętów - nieustająco do punktów dostępowych jest u mnie podłączonych około 50 urządzeń i... nic. Różnica może taka, że w Omadzie mogę trochę wygodniej i precyzyjniej sprawdzić, czy któryś z punktów się wybitnie poci z wysiłku i może "przepiąć" wybrane urządzenia na inny AP.
Deco czy Omada - co jeśli lubimy kable?

Tutaj pozornie odpowiedź jest prosta i brzmi: Omada.
Nie powinno to przesadnie dziwić, bo Deco jest z założenia projektowane, reklamowane i nawet kategoryzowane na stronie TP-Link jako "domowy system Wi-Fi". Oczywiście istnieje możliwość - a nawet zdecydowanie warto to zrobić - łączenia poszczególnych punktów dostępowych przewodowo czy podpinania pod Deco urządzenia całkowicie "po kablu" (o ile jest zapas portów). Nikt też nie broni dołączyć do naszej sieci wszelkiej maści switchy, ale na zarządzanie nimi czy nawet podgląd w aplikacji Deco nie ma co liczyć.
Jeśli to nam odpowiada - super. Jeśli nie - zostaje z tej pary Omada, która w kwestii szeroko pojętego okablowania oraz mniej lub bardziej zarządzalnych przełączników zostawia Deco daleko, daleko w tyle. Tutaj nie ma znaczenia, czy nasz kolejny element sieciowy to AP czy switch - wszystko trafia do aplikacji, wszystko mamy w jednym miejscu, wszystkim możemy sterować i zarządzać z jednego panelu.
Czy w typowo domowych warunkach jest to absolutnie niezbędne? Pewnie nie. Czy śpię spokojniej, mając świadomość tego wszystkiego, co wymienione w poprzednim akapicie? Absolutnie.
Deco czy Omada - PoE

Kategoria: to skomplikowane.
Z jednej strony Omada zdecydowanie wygrywa, jeśli chodzi o liczbę opcji związanych z PoE. W Deco - co oczywiście nie dziwi - brak chociażby odpowiednika zewnętrznego switcha PoE SG2005P-PD, który w moim domu okazał się tak bardzo przydatny, że kupiłem ostatecznie aż dwa.
Z drugiej strony - jeśli chodzi o elementy sieciowe, które najczęściej będą potrzebne w domu, to... w Deco jest to, co w większości potrzeba. Są kompaktowe punkty dostępowe zasilane PoE (X50-PoE). Są zewnętrzne punkty dostępowe zasilane przez PoE (X50-Outdoor i BE25-Outdoor). Do tego jakieś zasilacze PoE - jeśli nie ma w zestawie - albo niezarządzalne switche PoE i mamy to, czego potrzebowaliśmy.
Deco czy Omada - a może by tak pomieszać?
Powinno być gdzieś na koniec, ale pasuje nieźle w tym miejscu, szczególnie w kontekście SG2005P-PD.
Otóż - i sprawdziłem to podczas wielomiesięcznego użytkowania takiego tworu - nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieszać ze sobą osprzęt sieciowy od Omady i Deco. W mojej konfiguracji za część przewodową odpowiadała Omada, a za część bezprzewodową - Deco. I tak - zewnętrzny Deco X50 podłączony był przez PoE do wspomnianego już SG2005P-PD.
Takie połączenie działa bez najmniejszego problemu, ale ma jedną wadę - choć producent jest ten sam, to systemy nie współpracują ze sobą jako jeden system. Zamiast tego Deco zarządzamy w aplikacji Deco, a Omadą - w aplikacji albo panelu konfiguracyjnym Omady. Co oczywiście wprowadza trochę chaosu w zarządzaniu, ale... działa.
Jeśli ktoś jednak planuje stawiać u siebie sieć na czysto, to raczej nie szedłbym w kierunku takiego miksu. Chyba że przejściowo.
Deco czy Omada - czym się wygodniej zarządza?

Odpowiedź powinna być prosta, ale wcale nie jest.
Prosta, bo Deco oferuje konfigurację i zarządzanie właściwie wyłącznie za pośrednictwem aplikacji. Jest wprawdzie opcja przeglądarkowa, ale jest bardzo ograniczona. Omada z kolei oferuje i aplikację, i pełnoprawny, niesamowicie rozbudowany portal w przeglądarce.
I teraz tak - jeśli ktoś w ustawienia swojej sieci wchodzi raz na miesiąc i to głównie po to, żeby sprawdzić, czy wszystko działa, to w sumie nie ma to wszystko żadnego znaczenia. Jeśli natomiast ktoś robi nawet tak podstawowe rzeczy, jak przypisywanie stałych IP wybranym urządzeniom albo nawet sprawdzanie na poważniej, co tam się dzieje w jego sieci, to opcja zrobienia tego na dużym ekranie, z myszką i klawiaturą, jest absolutnie nie do pobicia.
Deco czy Omada - VPN
Przyznaję się - używam VPN tylko do jednej rzeczy i tylko "w jednym kierunku", czyli do dostępu do mojej sieci lokalnej, kiedy jestem poza tą siecią lokalną.
I w jednym i drugim przypadku konfiguracja takiego dostępu przez Wireguarda była banalnie prosta, a potem po prostu działała.
W przypadku Deco jest tylko jeden haczyk - trzeba się upewnić, że model, który planujemy wykorzystać jako nasz router, obsługuje w ogóle VPN. Na szczęście w większości przypadków jest to już standard.
Deco czy Omada - VLAN
Czyli, w uproszczeniu, segmentacja sieci, żeby np. smart domowe sprzęty "nie dotykały" ważniejszych domowych urządzeń sieciowych albo żeby w ogóle nie były w stanie komunikować się z zewnętrzna siecią, bo i po co mają to robić.
Niestety w przypadku Deco jesteśmy ograniczeni do jednego trochę-VLAN, czyli gotowej sieci dla urządzeń IoT, ewentualnie dodatkowej sieci dla gości. Na tym koniec.
W przypadku Omady natomiast możliwości w tej kwestii są nieporównywalnie bardziej rozbudowane, wliczając w to tworzenie nowych sieci tego typu w niemal dowolnym wydaniu, ustawianie odpowiednich reguł i zabezpieczeń, i... po prostu dużo, dużo więcej.
Tutaj naprawdę możemy sami zaprojektować, jak dokładnie wygląda i działa nasza sieć, punkt po punkcie, niezależnie od tego, czy mówimy o odcinku przewodowym czy bezprzewodowym. Co w naturalny sposób prowadzi do kolejnego punktu:
Omada czy Deco - co nam zje więcej czasu?

Omada, oczywiście.
Deco jest bowiem naprawdę systemem "podłącz i zapomnij" oraz "jak coś się zepsuje, to naciśnij przycisk Napraw". Poza tym - po prostu sobie egzystuje, niczego nie chce, za wiele też w nim nie nadłubiemy, może poza jakimiś podstawami w stylu przypisania stałego IP wybranym urządzeniom czy skonfigurowaniu VPN.
W Omadzie natomiast liczba opcji konfiguracji i dopasowania sieci pod nasze potrzeby jest gigantyczna, a do tego - jeśli dopiero zaczynamy przygodę - tego wszystkiego musimy się po prostu nauczyć. O ile bowiem Deco zaprojektowano tak, żeby nie przytłoczyć przecietnego użytkownika, o tyle Omada wita nas milionem pozycji, z których do dziś większości nawet nie rozumiem.
Oczywiście można tego wszystkiego nie ruszać i mieć Omadę praktycznie plug&play, ale gwarantuję - będziecie się chcieli w to bawić. A jeśli będziecie się chcieli w to bawić, to będziecie musieli - i również chcieli - się tego pouczyć. A to zajmie czas. Późniejsze dłubanie też zajmie czas.
Ale za to satysfakcja będzie ogromna.
Omada czy Deco - który rysuje ładniejsze mapki

Bezapelacyjnie Omada. Nie będę się może przyznawał, że niektóre węzły mojej sieci niesłusznie dodałem tylko po to, żeby mieć ładniej wyglądającą topologię sieci, ale tak było. Każdy ma jakieś dziwne hobby.
Omada czy Deco - co wyjdzie taniej?
W większości przypadków Deco. Przykładowo - pierwsza oferta z wyszukiwania to trzy moduły X50 za 729 zł. Czyli w zestawie mamy gotowe w 15 minut do pracy 3 punkty dostępowe albo router i dwa punkty dostępowe. Łączymy wszystko przewodami - albo nie, bo i tak można - i internet w całym domu śmiga.
W przypadku Omady za tę cenę mielibyśmy niecałe 2 AP. Do tego, żeby faktycznie się w nimi w pełni cieszyć i poczuć, za co zapłaciliśmy więcej, wypadałoby mieć jakiś kontroler - sprzętowy kosztuje, a software'owy trzeba mieć na czym postawić.
Z drugiej strony - nie jest też tak, że Omada będzie nas kosztowała fortunę za każdy element. Przykładowo - niektóre switche z mojej ulubionej serii Agile kosztują tak mało, że zmieściły się w zeszłym roku w rygorystycznym limicie podchoinkowych prezentów.
Deco czy Omada - co wybrać na przyszłość?
To zależy od tego, co w tej przyszłości planujemy albo czego się spodziewamy.
Jeśli wiemy, że chcemy po prostu mieć w domu Wi-Fi, nic nie będziemy rozbudowywać, nie mamy żadnych zaawansowanych potrzeb administracji tą siecią i chcemy, żeby po prostu śmigał nam internet, to Deco będzie dobrym wyborem. Zresztą korzystałem z tego systemu mniej więcej 2 lata i powodów do narzekania miałem tak niewiele, że żadnego nie potrafię sobie teraz przypomnieć, żeby podać go jako przykład.
Jeśli natomiast zakładamy, że będziemy mieć np. dom pełen sprzętów IoT i chcemy dla nich stworzyć faktycznie osobną sieć, albo że połowa naszego domu i ogrodu będzie na PoE, albo że chcemy mieć kontrolę też nad częścią przewodową - wtedy Omada.
Deco czy Omada - o czym nie napisałem?
O tym, że mam absolutną świadomość, że nie wykorzystuję potencjału Omady nawet nie tyle w połowie, co pewnie w jednej czwartej. Ot, może kilka VLAN-ów, VPN w jednym kierunku, nadzór nad tym, co dzieje się w każdym porcie, switche - domowe i zewnętrzne - PoE z automatycznym restartem w razie potrzeby (już się przydało), wygodniejsze zarządzanie urządzeniami i chociażby na stałe przypisanymi adresami IP, kilka podłączonych kamer, kilka małych serwerów i NAS-ów (w tym takich, które chciałem mieć podpięte pod sieć 10 Gb/s) i to tyle.
Żadnych zaawansowanych reguł, żadnej magii - do niektórych zakładek panelu kontrolnego Omady nie zajrzałem ani razu, a ich opis nie mówi mi absolutnie nic.
Nie wspomniałem też o jednym argumencie za Omadą - wszystko tutaj może działać i być zarządzane absolutnie lokalnie. Zero chmur - o ile chcemy, bo można się np. chmurą wspomagać, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Deco czy Omada - co ja wybrałem?
Mimo świadomości tego, że wykorzystuję te możliwości w jakimś ograniczonym procencie, ostatecznie zdecydowałem się zostać przy Omadzie i rozbudować moją sieć do dwóch AP, kilku switchy, bramy sieciowej i dwóch zewnętrznych switchy.
Po pierwsze - i nie będe tego w ogóle ukrywał - dlatego, że to jest ciekawe. Nie zamierzam udawać, że pochłonęło mnie to na całe miesiące bez reszty i zostanę specjalistą od sieci, ale opcja nauczenia się czegoś nowego jest przeze mnie zawsze mile widziana. Tym bardziej, że mogę tę naukę realizować stopniowo i z doskoku, bo podstawa sieci działa "ot tak", a wszystko, co zrobię dodatkowo, sprawi tyle, że moja domowa sieć będzie lepsza. Albo na chwilę przestanie działać, ja to zaraz naprawię i nauczę się, co się stało.
Po drugie - w pewnym momencie po prostu uznałem, że przy tak przytłaczającej liczbie urządzeń podłączonych do sieci w moim domu, warto się trochę dokładniej przyjrzeć temu, jak ta sieć wygląda i trochę nad tym zapanować. Tak, fajnie jest móc skonfigurować kamerę jednym kliknięciem, ale jeszcze więcej satysfakcji daje upewnienie się, że ta kamera nigdy i nic nie wyśle do sieci bez mojej wiedzy i zgody, a wszystko, co będzie robiła - będzie robiła całkowicie lokalnie. Mój telewizor też wcale nie musi przekazywać producentowi, co na nim oglądam.
No i wreszcie - strasznie mi się podobają te "mapki" Omady, nie będę tego ukrywał.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.