Ten ekspres sprawi, że nigdy nie znudzisz się kawą. Cztery wymiary to fakt
Jeden ekspres, który nie tylko potrafi zrobić twoją ulubioną kawę, ale też jest w stanie zaserwować ją w czterech wymiarach? Oto nowa Jura E10, która w ostatnich tygodniach zagościła w mojej kuchni.

Na początek, zanim przejdziemy do tego, co mamy w zestawie, jak to się obsługuje i jakie są parametry techniczne tego ekspresu, wypada zrobić jedno.

Wyjaśnić, o co chodzi z tymi czterema wymiarami. Tym bardziej, że jest to zdecydowanie coś, za czym - po odesłaniu ekspresu - będę szczególnie tęsknił.
Czym więc są te wszystkie wymiary? Po kolei:
Gorąca kawa

Czyli klasyka - i to jedna z najlepszych, jakie można dostać w ogóle z domowego ekspresu. Mamy tutaj Proces Ekstrakcji Pulsacyjnej, dzięki któremu dostajemy smaczniejsze, bardziej intensywne espresso. Mamy największą na rynku jednostkę zaparzającą (do 16 gramów kawy). Mamy młynek z właściwie najwyższej półki, czyli P.A.G.2+.
Mamy też wreszcie system kontroli aromatu, który monitoruje stopień zmielenia, żeby nasza kawa smakowała jak najlepiej. A przekładając na ludzkie - po wybraniu naszego ulubionego typu kawy podpowie, jaki ustawić poziom mielenia (do wyboru 7).

Do tego dochodzi jeszcze gigantyczny wybór tego, jaki specjał kawowy chcemy dzisiaj wypić. W sumie do wyboru jest 36 opcji i nie ma znaczenia, czy mamy ochotę na klasyczną kawę, Espresso, Cappuccino, Flat White czy inne Latte macchiato.
Wszystko to jest na liście, więc czy lubicie zwykłą kawę, czy kawę mleczną - na kolorowym ekranie E10 znajdziecie to bez trudu. I przy okazji - system mleczny w E10 to to samo rozwiązanie (HP3), co w ekspresach tej marki z najwyższej półki, więc tak - można się spodziewać, że będzie świetnie.
I tak faktycznie jest.

Do tego mamy jeszcze ogromny zakres modyfikacji ustawień tego, jaka będzie nasza kawa. Samych poziomów intensywności smaku kawy jest 10. Możemy też oczywiście samodzielnie wybrać jeden z siedmiu poziomów zmielenia, a jeśli zajdzie taka potrzeba - skorzystać z własnej, wcześniej zmielonej kawy. Jest do tego odpowiedni pojemnik i co ważne - ekspres sam rozpozna, że został wypełniony.
Cold Brew

Jeśli natomiast nie mamy akurat ochoty na klasyczną, gorącą kawę, to ten sam ekspres może nam przygotować Cold Brew. Zamiast więc szukać, gdzie w kawiarni w okolicy mogą coś takiego zrobić, po prostu wybieramy odpowiednią opcję w menu.

Jak dokładnie powstaje taka kawa w E10? Na szczęście nie trzeba się bawić w prawie-Cold Brew. Nie trzeba dodawać żadnych kostek lodu ani nic mrozić. Ziarna kawy są najpierw mielone, potem pulsacyjnie, pod wysokim ciśnieniem, podawana jest zimna woda i dostajemy dokładnie to, czego moglibyśmy się spodziewać np. w kawiarni - łagodną, bardziej kremową kawę.
Light Brew

Aczkolwiek najnowsza Jura E10 oferuje też coś pomiędzy klasyczną kawą a Cold Brew, czyli tak zwane Light Brew. W skrócie: dostajemy kawę idealną do picia od razu po przygotowaniu. Jeśli się więc spieszymy albo mamy ochotę na kawę już, tu i teraz - wybieramy odpowiednią opcję na ekranie i po chwili możemy zacząć pić kawę.
Co ważne, zaletą takiej kawy - która jest parzona w 60 stopniach i z mniejszej ilości kawy - nie jest tylko to, że nie trzeba czekać, aż się odrobinę wychłodzi. Dużym plusem dla wielu osób może być też to, że ma delikatniejszy smak i jest po prostu łagodniejsza.
Sweet Foam

Na deser - właściwie dosłownie - jako czwarty wymiar mamy słodką piankę, czyli dokładnie tak, jak sugeruje nazwa - możliwość przygotowania puszystej, słodkiej pianki z dodatkiem syropu.
Na wszelki wypadek od razu odpowiadam na ewentualne pytanie - tak, można sobie przygotować tę słodką piankę bez kawy (zresztą piankę bez syropu zresztą też). Więc jak ktoś ma ochotę po prostu na coś pysznego i słodkiego, to jak najbardziej może to zrobić.
Z drugiej strony - jeśli ktoś jednak ma ochotę na kawę, to ta słodka pianka zdecydowanie wydłuża listę opcji, z których może w danej chwili wybierać. Przykładowo - jeśli ktoś lubi Latte macchiato, to może z E10 „wyklikać” sobie w kilka chwil albo klasyczne Latte macchiato, albo jego wersję „Cold” na upały, albo wersję „Light” na szybko, albo właśnie wersję ze słodką pianką.

I to jest prawdopodobnie największa zaleta ekspresu Jura E10 - nie tylko robi pyszną kawę, ale też zrobi ją w jednej z czterech wersji, w zależności od tego, na co mamy ochotę, jaka jest pogoda, ile mamy czasu i tak dalej. Czyli można, tak jak robię ja, pić w kółko jedną kawę i… nigdy się nie nudzić.
A jak to się właściwie obsługuje?

Dobra informacja jest taka, że mimo wszystkich opcji obsługa tego ekspresu jest niesamowicie wręcz prosta.
Po pierwsze - wszystkim sterujemy z pomocą sporego, kolorowego i czytelnego ekranu oraz zestawu fizycznych przycisków. Wszystko jest na tyle oczywiste, że nawet jeśli ktoś pierwszy raz stanie przed tym ekspresem, to będzie wiedział, w co dokładnie klikać, żeby dostać taką kawę, jaka mu się zamarzy. Nie ma przy tym znaczenia, czy nawigujemy pomiędzy wymiarami, czy między rodzajami dostępnych specjałów - logika menu jest właściwie zawsze taka sama i nie da się tutaj ani pogubić, ani pomylić. Dodatkowo ekrany poszczególnych wymiarów mają swoje własne kolorowe tła, więc jedno spojrzenie wystarczy, żeby wiedzieć, czy właśnie klikamy w kawę w wersji Cold Brew, czy może klasyczną jej wersję.

Na dobrą sprawę, żeby przygotować kawę, nawet nie trzeba stawać przed ekspresem. Z opcjonalnym modułem Wi-Fi Connect możemy nie tylko zdalnie sprawdzić status naszego ekspresu, ale też ustawić parzenie kawy na wybraną godzinę.
Czyli na przykład chcemy mieć kawę od razu po powrocie z pracy - klikamy i gotowe, będzie na nas czekała idealnie taka kawa, jak chcemy, kiedy tylko przejdziemy przez drzwi do domu. Co ważne - to przygotowanie kawy zacznie się faktycznie tuż przed naszym powrotem, czyli nie tylko kawa będzie świeża, ale też ziarna będą zmielone ledwo co przed chwilą.

Oczywiście trzeba pamiętać, żeby przed takim zdalnym nastawieniem kawy ustawić filiżankę pod wylewką, ale to właściwie tyle. Zbiornik wody jest naprawdę spory (1,9 l), podobnie jak zbiornik na ziarna kawy (280 g), więc nie będziemy musieli zaglądać do nich i uzupełniać ich zbyt często.
Oczywiście nie wszystko można zrobić zdalnie, ale jeśli już jesteśmy na miejscu, to cała obsługa tego ekspresu jest w większym stopniu automatyczna. Jeśli zużyje się filtr do wody - zostaniemy o tym powiadomieni. Jeśli wymagane jest czyszczenie - dostaniemy powiadomienie i zostaniemy przeprowadzeni przez cały proces. Przy czym ten proces nie wymaga od nas prawie niczego - głównie po prostu naciskamy przyciski. Zero rozkręcania, rozkładania i potem dumania, która część była gdzie.
A gdyby tego było mało...

... to Jura E10 po prostu świetnie wygląda i jest równie świetnie wykonana. Właściwie każdy, nawet najdrobniejszy element jest tutaj w dotyku premium, a jednocześnie całość zaprojektowano tak, żeby była raczej stonowana i dyskretna, a nie krzykliwa.
Ba, nawet takie dodatki, jak podświetlanie filiżanek wygląda tutaj po prostu elegancko i przyznaję - jest coś przyjemnego w robieniu wieczornej kawy, kiedy odbiera się ją właśnie z takiego dodatkowego podświetlonego miejsca.
Jura E10 - czy warto?

Ekspres Jura E10 w najnowszej odsłonie można opisać na dwa sposoby. Tak bardziej od strony technicznej, to E10 ma przede wszystkim taką zaletę, że oferuje funkcje znane do tej pory z droższych ekspresów i zamyka je w przyjemniejszej cenie oraz świetnie wykonanej obudowie.
Z takiej bardziej praktycznej, codziennej strony, Jura E10 ma przede wszystkim jedną wielką zaletę - mając ją w domu, absolutnie nie da się nudzić kawą. Możemy mieć jedną, może dwie albo trzy ulubione kawy, ale w E10 po pierwsze dopasujemy ją dokładnie do naszych potrzeb, a po drugie - korzystając trochę z marketingowego określenia - możemy ją dostać w kilku wymiarach. I w ten sposób z dwóch czy trzech ulubionych kaw robi się nagle sześć, osiem albo dwanaście ulubionych kaw, które dobieramy sobie według nastroju i potrzeb.

Oczywiście, mógłbym na koniec znowu przywołać tę ogromną jednostkę zaparzającą, ten świetny młynek, czy fakt, że naprawdę udaje się z tego ekspresu uzyskać nie tylko bardzo dobry, ale i powtarzalny smak kawy. Ale ja chyba z tego ekspresu zapamiętam najbardziej jedno - to, że nawet tę moją jedną ulubioną kawę mogłem pić na kilka sposobów. I że absolutnie nie było w tym nawet nutki monotonii.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.