REKLAMA

Niepokojące odkrycie. Zobaczyliśmy galaktykę pozbawioną gwiazd

Kosmos skrywa mnóstwo tajemnic, a niektóre odkrycia potrafią być naprawdę niepokojące. Astronomowie opisali właśnie galaktykę, w której nie ma gwiazd.

Niepokojące odkrycie. Zobaczyliśmy galaktykę pozbawioną gwiazd

Galaktyka bez gwiazd brzmi jak sprzeczność. Tymczasem astronomowie coraz poważniej traktują możliwość, że właśnie takim obiektem jest Cloud-9, ogromny obłok gazu znajdujący się około 15 mln lat świetlnych od Ziemi. Najnowsze, wyjątkowo głębokie obserwacje nie wykazały w nim żadnego światła pochodzącego od gwiazd.

Jeżeli dalsze badania potwierdzą, że Cloud-9 rzeczywiście jest galaktyką pozbawioną gwiazd, astronomowie zyskają niezwykle rzadki dowód na jedną z ważnych prognoz współczesnej kosmologii. Standardowy model opisujący ewolucję Wszechświata zakłada bowiem, że powinny istnieć niewielkie struktury zdominowane przez ciemną materię, które zgromadziły gaz, ale nigdy nie zdołały rozpocząć procesu tworzenia gwiazd.

Zespół badaczy, kierowany przez Ignacio Trujillo z Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich, opisał galaktykę Cloud-9 w pracy opublikowanej na serwerze arXiv.

Galaktyka, która nigdy nie zapaliła gwiazd

W powszechnie przyjmowanym modelu Lambda Cold Dark Matter, czyli ΛCDM, ciemna materia odgrywa kluczową rolę w powstawaniu galaktyk. Tworzy ona niewidzialne halo, którego grawitacja przyciąga zwykłą materię. To właśnie jej grawitacja miała tworzyć niewidzialne rusztowania, wokół których z czasem gromadził się zwykły gaz. Gaz może następnie ochładzać się, zagęszczać i w sprzyjających warunkach rozpoczynać produkcję kolejnych pokoleń gwiazd.

Nie zawsze jednak ten scenariusz musi dojść do końca.

W przypadku niewielkich halo ciemnej materii grawitacja może być zbyt słaba, aby skutecznie skupić znajdujący się w nich gaz. Jednocześnie gaz jest ogrzewany przez promieniowanie ultrafioletowe obecne w przestrzeni kosmicznej. Jest to tzw. kosmiczne tło UV, powstające między innymi dzięki aktywnym galaktykom, kwazarom i gwiazdom.

W efekcie powstaje swoista równowaga. Gaz istnieje, ale nie potrafi schłodzić się i skurczyć na tyle, aby rozpocząć proces narodzin gwiazd. Według modeli kosmologicznych takich obiektów powinno być we Wszechświecie sporo, szczególnie wśród najmniejszych struktur.

Problem polega na tym, że bardzo trudno je znaleźć. Galaktykę rozpoznajemy zwykle właśnie po świetle jej gwiazd. Obiekt, który gwiazd nie posiada, jest praktycznie niewidoczny dla tradycyjnych teleskopów optycznych.

To właśnie takie obiekty astronomowie określają mianem ciemnych lub bezgwiezdnych galaktyk. Nie chodzi przy tym o galaktyki, które są po prostu słabo widoczne. W takim przypadku problemem nie byłaby mała liczba gwiazd, lecz ich całkowity lub niemal całkowity brak.

Cloud-9 może należeć właśnie do tej niezwykle trudnej do znalezienia kategorii.

Cloud-9 od dawna budził podejrzenia

Cloud-9 od pewnego czasu był jednym z najciekawszych kandydatów na tzw. ciemną galaktykę.

Znajduje się w pobliżu galaktyki spiralnej M94 i jest oddalony od nas o około 4,66 megaparseka, czyli mniej więcej 15 mln lat świetlnych. To stosunkowo niewielka odległość w skali kosmicznej, dlatego Cloud-9 daje astronomom szansę na przeprowadzenie szczegółowych obserwacji.

Wiemy, że obiekt zawiera około miliona mas Słońca wodoru. To bardzo dużo jak na strukturę, w której dotychczas nie udało się dostrzec wyraźnej populacji gwiazd.

Brak widocznych gwiazd nie oznacza jednak automatycznie, że mamy do czynienia z galaktyką, która nigdy ich nie utworzyła. W astronomii zawsze trzeba brać pod uwagę inne możliwości. Cloud-9 może być na przykład pozostałością po oddziaływaniach grawitacyjnych między galaktykami, fragmentem gazu wyrwanym z większego układu albo strukturą, która powstała w zupełnie innym procesie.

Niektóre takie obiekty mogą zawierać bardzo niewielką liczbę niezwykle słabych gwiazd. Aby je wykryć lub ostatecznie mocno ograniczyć ich obecność, potrzebne są obserwacje znacznie głębsze niż standardowe przeglądy nieba.

Jeden z największych teleskopów spojrzał w miejsce, gdzie nie ma światła

Badacze wykorzystali HiPERCAM, szybką kamerę zamontowaną na Gran Telescopio Canarias. To jeden z największych teleskopów optycznych na świecie, znajdujący się na Wyspach Kanaryjskich.

Cloud-9 obserwowano przez dwie noce w czerwcu 2026 r. Kamera HiPERCAM pozwala wykonywać jednoczesne obserwacje w pięciu różnych filtrach. Dzięki temu astronomowie mogli szukać niezwykle słabego, rozproszonego światła, które mogłoby zdradzić obecność ukrytej populacji gwiazd.

Samo skierowanie teleskopu na dany obszar nie wystarcza jednak do wykonania tak czułych pomiarów. Przy poszukiwaniu obiektów o bardzo niskiej jasności kluczowe znaczenie ma sposób przetwarzania danych.

Zespół systematycznie zmieniał położenie pola widzenia pomiędzy kolejnymi ekspozycjami. Następnie podczas usuwania tła odpowiednio maskowano obszar, w którym znajduje się Cloud-9. Chodziło o to, aby ewentualny słaby sygnał pochodzący od gwiazd nie został przypadkowo uznany za fragment tła i usunięty podczas obróbki.

Uzyskana czułość była znacznie większa niż w typowych obserwacjach tego typu. W paśmie g astronomowie osiągnęli graniczną jasność powierzchniową na poziomie 31,4 magnitudo na sekundę łuku kwadratowego. Innymi słowy, teleskop był w stanie dostrzec struktury znacznie słabsze niż te widoczne w poprzednich badaniach.

W środku Cloud-9 nadal nie ma gwiazd

Pomimo tak głębokich obserwacji astronomowie nie wykryli światła gwiazd w centralnym obszarze Cloud-9.

Na podstawie uzyskanych danych wyznaczono bardzo niski górny limit masy gwiazd, które mogłyby znajdować się w badanym regionie. W obszarze o średnicy około 4200 lat świetlnych mogłoby być ich najwyżej tyle, ile odpowiada masie około 16 tys. Słońc.

To niewiele, szczególnie w porównaniu z ilością gazu.

Cloud-9 zawiera około miliona mas Słońca wodoru. Oznacza to, że gazu jest tam co najmniej 60 razy więcej niż gwiazd – przy czym możliwe jest również, że gwiazd nie ma tam w ogóle.

Dla porównania, w zwykłej galaktyce gaz stanowi materiał, z którego powstają gwiazdy. Cloud-9 wygląda natomiast tak, jakby proces ten został zatrzymany albo nigdy się nie rozpoczął.

To może być ślad ciemnej galaktyki

Nowe obserwacje nie są pierwszą próbą rozwiązania zagadki Cloud-9, ale wzmacniają wcześniejsze podejrzenia.

Wcześniejsze badania dawały pewne ograniczenia dotyczące obecności gwiazd, jednak nie wszystkie były projektowane z myślą o zachowaniu bardzo słabego światła powierzchniowego. Inne analizy opierały się na zliczaniu pojedynczych gwiazd w bardzo głębokich danych z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, ale ich interpretacja zależała między innymi od porównania Cloud-9 z innym, potencjalnie bardziej zwartym układem.

Nowe badanie wykorzystuje inną metodę i niezależnie dochodzi do podobnego wniosku - jeżeli Cloud-9 zawiera gwiazdy, jest ich wyjątkowo mało.

Autorzy pracy podkreślają, że wynik wspiera interpretację Cloud-9 jako bardzo dobrego kandydata na galaktykę bez gwiazd. To jednak nie oznacza, że sprawa została definitywnie zamknięta. Astronomowie nadal muszą wykluczyć inne scenariusze, w tym możliwość, że obserwowany gaz jest pozostałością po oddziaływaniach z pobliskimi galaktykami.

Cloud-9 od dawna budził podejrzenia

Cloud-9 od pewnego czasu był jednym z najciekawszych kandydatów na tzw. ciemną galaktykę.

Znajduje się w pobliżu galaktyki spiralnej M94 i jest oddalony od nas o około 4,66 megaparseka, czyli mniej więcej 15 mln lat świetlnych. To stosunkowo niewielka odległość w skali kosmicznej, dlatego Cloud-9 daje astronomom szansę na przeprowadzenie szczegółowych obserwacji.

Wiemy, że obiekt zawiera około miliona mas Słońca wodoru. To bardzo dużo jak na strukturę, w której dotychczas nie udało się dostrzec wyraźnej populacji gwiazd.

Brak widocznych gwiazd nie oznacza jednak automatycznie, że mamy do czynienia z galaktyką, która nigdy ich nie utworzyła. W astronomii zawsze trzeba brać pod uwagę inne możliwości. Cloud-9 może być na przykład pozostałością po oddziaływaniach grawitacyjnych między galaktykami, fragmentem gazu wyrwanym z większego układu albo strukturą, która powstała w zupełnie innym procesie.

Niektóre takie obiekty mogą zawierać bardzo niewielką liczbę niezwykle słabych gwiazd. Aby je wykryć lub ostatecznie mocno ograniczyć ich obecność, potrzebne są obserwacje znacznie głębsze niż standardowe przeglądy nieba.

Główna ilustracja: Zdjęcie pokazuje położenie Cloud-9 zrobione przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a w styczniu 2026 r. Rozmyta magenta to dane radiowe z naziemnego Very Large Array (VLA) pokazujące obecność chmury. Przerywany okrąg oznacza szczyt emisji radiowej, na którym naukowcy skupili swoje poszukiwania gwiazd. Dalsze obserwacje za pomocą Advanced Camera for Surveys Teleskopu Kosmicznego Hubble'a nie wykazały żadnych gwiazd w chmurze. Nieliczne obiekty, które pojawiają się w jego granicach, to galaktyki tła. Przed obserwacjami Hubble'a naukowcy mogli twierdzić, że Cloud-9 jest słabą galaktyką karłowatą, której gwiazd nie można było dostrzec za pomocą teleskopów naziemnych z powodu braku czułości. Advanced Camera for Surveys Teleskopu Hubble'a pokazuje, że w rzeczywistości nieudana galaktyka nie zawiera gwiazd. Źródło: NASA, ESA, VLA, Gagandeep Anand (STScI), Alejandro Benitez-Llambay (Uniwersytet Milano-Bicocca); Przetwarzanie obrazu: Joseph DePasquale (STScI)

Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce militariów i obronności. Pisze również o nauce - głownie o kosmosie. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.