Miałem najdroższy zegarek Apple'a, ale go sprzedałem. Znalazłem coś lepszego
Sprzedałem Apple Watcha Ultra 2, bo Pixel Watch 5 lepiej pasuje do mojego stylu życia. Pokażę ci, jak zegarek Google radzi sobie w świecie dwóch systemów.
Sprzedałem Apple Watcha Ultra 2, ponieważ Pixel Watch 5 znacznie lepiej wpisuje się w mój codzienny rytm dnia - nawet jeśli w bezpośrednim porównaniu parametrów technicznych wcale nie sprawia wrażenia lepszej konstrukcji. Zegarek od Google’a nie jest pozbawiony wad, jednak w praktyce radzi sobie ze wszystkimi zadaniami, jakich oczekuję od nowoczesnego smartwatcha.
Rozstanie z Ultra 2 po dwóch miesiącach

Apple Watch Ultra 2 uchodził w moich oczach za sprzęt, którego z wiadomych względów nie wypadało się pozbywać. Bo to Apple: tytanowa koperta, potężna bateria oraz integracja z ekosystemem z logo jabłka tworzyły teoretycznie zestaw idealny. Miałem go przez całe 2 miesiące. Tak, równe dwa miesiące wystarczyły, aby zweryfikować te założenia.

Zamiast gościć na moim nadgarstku, ów zegarek coraz częściej lądował bezczynnie na półce, podczas gdy jego miejsce zajął Pixel Watch 5. W pewnej chwili dotarło do mnie, że trzymam w szufladzie kosztowny gadżet wywołujący jedynie wyrzuty sumienia z powodu wartości, zamiast rozwiązywać codzienne wyzwania.

Apple Watch Ultra 2 stawia na surową, mocno narzędziową formę: masywną, kanciastą bryłę oraz wyczuwalny ciężar. Z kolei Pixel Watch 5 to lekka, opływowa koperta z aluminium pochodzącego w 100 proc. z recyklingu, która znika pod mankietem koszuli czy rękawem bluzy, nie udając zegarka do nurkowania głębinowego.
Masa obudowy wynosi 31 g dla wariantu 41 mm oraz 36,7 g dla mojej wersji 45 mm (bez paska). Oznacza to, że nawet większy rozmiar nie ciąży na ręce jak metalowa sztabka. W sumie to nie waga, a rozmiar mi bardziej przeszkadzał: nie mogłem wyregulować podparcia lędźwi w aucie bez obijania o drzwi. Fakt, jeżdżę Mazdą MX-5. Ale fakt #2: Watch Ultra 2 wystaje mocno z ręki.
Zegarek noszę cały czas podczas dnia: podczas ćwiczeń, u dentysty i przy wypadach na rower, unikając uczucia zmęczenia nadgarstka, które przy modelu Ultra 2 pojawiało się czasem.
Życie na styku Androida i iOS
W domowych warunkach moim głównym narzędziem pracy przez około 90 proc. czasu pozostaje Pixel 11 Pro XL, a iPhone pełni rolę platformy do obsługi mediów społecznościowych, robienia ich oraz testowania aplikacji. W takim kontekście smartwatch zoptymalizowany pod Androida wygrywa z modelem Ultra 2, który poza ekosystemem iOS traci swoje kluczowe atuty i staje się drogą ozdobą.

Pixel Watch 5 wymaga do konfiguracji Androida 12 lub nowszego - iOS nie jest wspierany. W codziennej praktyce, dzięki niezależnej łączności LTE, Wi-Fi oraz wbudowanemu modułowi GPS, zegarek działa w pełni autonomicznie. Ciągle wychodzę na bieg wyłącznie z iPhone'em w kieszeni, a Pixel Watch 5 wzorowo rejestruje trasę, mierzy tętno i robi wszystko, co smartwatch powinien robić - bez asysty telefonu.
Google Health jest genialne
Jednym z najważniejszych powodów, dla których Pixel Watch 5 został na mojej ręce, jest integracja z platformą Google Health: Apple Watch słynie ze swoich kolorowych pierścieni, ale Google podchodzi do tematu zdrowia w sposób znacznie bardziej analityczny i holistyczny. Zamiast presji na ciągłe zamykanie kółek aktywności, aplikacja stawia na ocenę gotowości organizmu i regenerację.







Pakiet sensorów monitoruje tętno, natlenienie krwi SpO2, temperaturę skóry oraz zmiany przewodnictwa cEDA, które pomagają wykrywać reakcje stresowe w ciągu dnia. Raporty snu w Google Health rozbijają nocny wypoczynek na czynniki pierwsze, a algorytmy wspomagane przez Gemini generują podsumowania Morning Brief, informując o stanie regeneracji przed pierwszym treningiem. Wszystkie dane lądują w jednej, przejrzystej bazie, dając pełen obraz kondycji bez konieczności instalowania zewnętrznych nakładek.
Od strony sprzętowej Pixel Watch 5 napędza procesor Qualcomm Snapdragon W5 Gen 2 Accelerated, wspierany przez 3 GB pamięci RAM oraz 64 GB pamięci na aplikacje i playlisty.
Kluczowym elementem pozostaje wyświetlacz Actua 360 LTPO AMOLED o jasności sięgającej 3000 nitów, który gwarantuje doskonałą czytelność w ostrym słońcu. Wodoodporność 5 ATM oraz certyfikat IP68 dają pełen spokój podczas ulewy czy treningu na basenie.

Zegarek ma jednak wady: bateria nadal wymaga ładowania co trzy dni (a nie 7-14-21 dni jak niektóre Huaweie), nie oferując maratońskich przebiegów znanych z zegarków Garmin. Oceniając zmianę uczciwie, dostrzegam też brak funkcji automatycznego odblokowywania iPhone'a. To w zasadzie jedyna funkcja z ekosystemu Apple, której stratę realnie odczułem po przesiadce. No i brak wsparcia iOS-a, ale o tym już przeczytaliście. Teraz drugi raz w sumie, ups.
Wnioski z przesiadki
Rezygnacja z Apple Watcha Ultra 2 po dwóch miesiącach okazała się najprostszym logicznym krokiem. Dla mnie oczywiście.

Trzymanie takiego sprzętu w szufladzie mijało się z celem, gdy lżejszy smartwatch Google wykonuje na co dzień powierzone mu zadania, doskonale współpracuje z platformą Google Health i nie ciąży na nadgarstku.
Ostatecznie liczy się dopasowanie elektroniki do własnych zwyczajów, a nie teoretyczny prestiż czy parametry z folderu reklamowego.
Dziennikarz Spider's Web, redaktor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.