Amerykańska tarcza pęknie w kilka dni. Pokazali niepokojący raport
Stany Zjednoczone mają problem, którego nie da się rozwiązać jednym kontraktem. W przypadku wojny z Chinami amerykańska obrona przeciwrakietowa mogłaby zużyć zapasy kluczowych pocisków przechwytujących w ciągu zaledwie kilku dni. Najnowszy raport pokazuje, że problem jest znacznie większy, niż wynikało z wcześniejszych analiz.

Jeżeli doszłoby do wojny Stanów Zjednoczonych z Chinami, jednym z najważniejszych celów Pekinu byłyby amerykańskie bazy i instalacje wojskowe na Pacyfiku. Chiny dysponują ogromnym arsenałem rakiet balistycznych i manewrujących, które mogą zostać wykorzystane do atakowania lotnisk, portów, stanowisk dowodzenia czy baz takich jak Andersen Air Force Base na Guam.
Problem polega na tym, że Stany Zjednoczone nie mają wystarczającej liczby pocisków, aby przez dłuższy czas odpierać taką kampanię.
Do takiego wniosku dochodzi najnowszy raport Heritage Foundation, który zaprezentował serwis Defence One. Według jego autorów amerykańskie zapasy czterech najważniejszych typów pocisków przechwytujących PAC-3 MSE, THAAD, SM-3 i SM-6 są zdecydowanie zbyt małe, aby zapewnić możliwość prowadzenia długotrwałej wojny z Chinami. W skrajnym scenariuszu USA mogłyby wyczerpać zapasy już w pierwszych dniach konfliktu.
Nie chodzi o to, że amerykańska armia nie ma czym walczyć. Stany Zjednoczone dysponują ogromnym potencjałem lotniczym, morskim i rakietowym. Problemem jest liczba pocisków, które mogą zostać wykorzystane do ochrony tych wszystkich systemów przed chińskim atakiem.
A bez działających baz trudno będzie wykorzystać przewagę amerykańskiego lotnictwa czy marynarki wojennej.
Cztery rodzaje rakiet, od których zależy przetrwanie baz
Raport Heritage Foundation koncentruje się na czterech rodzinach pocisków. Każda z nich pełni nieco inną funkcję.
PAC-3 MSE to najważniejszy element naziemnej obrony Patriot przed pociskami balistycznymi oraz częścią innych zagrożeń. THAAD (główna ilustracja) jest przeznaczony przede wszystkim do zwalczania pocisków balistycznych na większych wysokościach. Z kolei SM-3 i SM-6 są odpalane z okrętów i pozwalają wykorzystywać amerykańską flotę jako dodatkową warstwę obrony.
Wszystkie te pociski mają jednak jedną wspólną cechę, są skomplikowane, drogie i nie da się ich produkować w tempie odpowiadającym zużyciu podczas intensywnej wojny.
Heritage Foundation szacuje, że obecnie USA mają około 1500 pocisków PAC-3 MSE i około 200 THAAD. Według przyjętego przez autorów modelu potrzeby w przypadku pełnoskalowego konfliktu z Chinami byłyby wielokrotnie większe. Raport wskazuje na zapotrzebowanie rzędu 19 370 PAC-3 MSE oraz 5525 THAAD.
Wojna z Iranem pokazała, jak szybko znikają zapasy
Najbardziej niepokojące jest to, że nie jest to wyłącznie teoretyczny problem wynikający z komputerowych symulacji wojny z Chinami.
Wojna z Iranem pokazała, jak szybko może rosnąć zapotrzebowanie na pociski przechwytujące. Według Heritage Foundation w pierwszych czterech dniach operacji Epic Fury siły amerykańskie i sojusznicze wykorzystały około 1738 pocisków obrony powietrznej do zwalczania 565 irańskich rakiet balistycznych oraz 57 pocisków manewrujących.
Co więcej, konflikt z Iranem był pod tym względem stosunkowo korzystnym scenariuszem dla Amerykanów. Po pierwszych czterech dniach liczba irańskich odpaleń znacząco spadła, między innymi w wyniku niszczenia wyrzutni. W przypadku Chin sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Chińskie siły rakietowe dysponują znacznie większym arsenałem, większą liczbą wyrzutni i rozbudowaną infrastrukturą pozwalającą ukrywać oraz rozpraszać systemy uzbrojenia.
Dlatego doświadczenia z Iranu są dla Pentagonu czymś więcej niż tylko rachunkiem kosztów zakończonej operacji. Pokazują, jak wyglądałoby zużycie amunicji w realnym konflikcie.
USA próbują zwiększyć produkcję, ale przemysł potrzebuje lat
Waszyngton zdaje sobie sprawę z problemu i od miesięcy próbuje zwiększyć produkcję. Administracja Donalda Trumpa zawiera wieloletnie kontrakty z przemysłem obronnym, aby firmy mogły inwestować w zwiększenie mocy produkcyjnych bez obawy, że za kilka lat zamówienia nagle znikną.
Jednym z najważniejszych celów jest zwiększenie produkcji PAC-3 MSE. Pentagon chce docelowo doprowadzić do produkcji około 2000 takich pocisków rocznie. Podobne działania dotyczą THAAD oraz kluczowych podzespołów potrzebnych do budowy obu systemów.
31 sierpnia Departament Wojny poinformował o zawarciu siedmioletnich porozumień z General Dynamics i Lockheed Martin, które mają zwiększyć produkcję komponentów dla PAC-3 MSE i THAAD. Według Pentagonu umowy mają umożliwić potrojenie produkcji PAC-3 oraz czterokrotne zwiększenie produkcji THAAD.
To jednak nie jest rozwiązanie problemu na najbliższe miesiące.
Fabryka nie jest linią produkcyjną samochodów, którą można po prostu przestawić na trzy zmiany. W przypadku rakiet potrzebne są specjalistyczne silniki, materiały, elektronika, paliwo rakietowe, testy oraz tysiące podzespołów dostarczanych przez wielu producentów. Zwiększenie produkcji jednego elementu niewiele daje, jeżeli wąskim gardłem pozostaje inny.
Heritage Foundation wylicza, że przy obecnych zdolnościach produkcyjnych odbudowa zapasów do poziomu odpowiadającego nawet minimalnym potrzebom zajęłaby wiele lat. W przypadku pełnego poziomu zapasów wynikającego z modelu mowa jest nawet o dziesięcioleciach.
Raport Heritage Foundation może być nawet zbyt optymistyczny, ponieważ skupia się przede wszystkim na rakietach. A przecież Chiny mają też tysiące dronów.
Największym problemem jest czas
Właśnie czas jest dziś dla Pentagonu największym przeciwnikiem.
Stany Zjednoczone mogą przeznaczyć więcej pieniędzy na rakiety. Mogą podpisywać wieloletnie umowy z Lockheed Martin, Northrop Grumman czy General Dynamics. Mogą również budować nowe zakłady i zwiększać produkcję silników rakietowych. Wszystko to jest potrzebne, ale nie sprawi, że za kilka miesięcy amerykańskie magazyny będą pełne.
W przypadku konfliktu z Chinami znaczenie ma natomiast nie tylko liczba samych pocisków. Liczy się również to, ile rakiet przeciwnik jest w stanie wystrzelić w pierwszych godzinach i dniach wojny, ile z nich można zniszczyć przed startem oraz jak długo amerykańskie bazy będą w stanie funkcjonować pod ostrzałem.
Amerykanie zaczęli już nadrabiać wieloletnie zaniedbania w produkcji. Problem w tym, że Chiny również nie zamierzają czekać, aż Stany Zjednoczone uzupełnią magazyny. W potencjalnym konflikcie o Tajwan pierwsze dni mogą więc mieć znaczenie większe, niż sugerowałaby sama liczba okrętów czy samolotów znajdujących się na wyposażeniu obu państw.
Dziennikarz Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce militariów i obronności. Pisze również o nauce - głownie o kosmosie. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.