Premier Polski macha kartką. Widać na niej biedę
Właśnie oglądam Donalda Tuska, który macha kartką, na której wydrukował sobie artykuł o aferze dotyczącej Orlenu za rządów jego poprzedników. Sęk w tym, że potwierdza, że nie widział tego artykułu na oczy.

Financial Times ujawnił aferę Orlenu. Według dziennikarzy Polski koncern miał stracić 230 mln dolarów na transakcjach z wątpliwej jakości pośrednikami w sprzedaży wenezuelskiej ropy. W teorii myśl była słuszna - sytuacja na świecie wymagała, żeby dywersyfikować źródła ropy, ale realizacja woła o pomstę do nieba i zapewne skończy się zarzutami kryminalnymi. Mamy wszystko - Dubaj, Wenezuelę, tankowce z ropą i bez ropy, kryptowaluty i portfele na pendrive'ach.
Afera obciąża poprzednie władze Orlenu i poprzedni rząd, więc stała się doskonałą okazją do krytyki opozycji przez urzędującego premiera. Musiał to zrobić w myśl zasady, że jeżeli życie daje ci cytryny, to zrób z nich lemoniadę. Sam zrobiłbym to samo. Dlatego Polacy zobaczyli premiera Tuska, który za rozłożonym Surface od Microsoftu (mam nadzieję że Microsoft za to płaci, bo to doskonały product placement) wymachuje kartką i grzmi o aferze Orlenu.
Wygląda groźnie, szkopuł w tym, że premier najprawdopodobniej nie czytał tego artykułu i bazuje na relacjach, które krążą w internecie. Nie przeszkadzało mu to w zagraniu perfekcyjnie swojej roli. Zwróćcie uwagę na kartkę, tak wygląda:

Widzicie co się na niej znajduje? Obrazek tytułowy, tytuł i lead. A gdzie treść? Nie ma. A dlaczego? Bo za to Financial Times chce pieniędzy. Ktoś z kancelarii premiera doszedł do wniosku, że nie ma sensu wykupywać dostępu do artykułu.
Premier macha kartką bez treści. Subskrypcja była za droga
Za miesiąc próbny Financial Times chce 1 euro, później 69 euro miesięcznie. Nie są to małe kwoty, więc jeżeli przejrzycie polski X, to odkryjecie, że za dostęp do artykułu zapłacił jeden gość, który wyłuszczył najważniejsze punkty.
Dobrze, że zrobił to dosyć szczegółowo, więc wszyscy mogli komentować aferę, bazując na tym wpisie. Serio, nie znalazłem wczoraj żadnego wpisu, który rozszerzyłby kontekst podany w tym wpisie. Dlaczego? Bo wbrew temu, co się twierdzi, płacenie za treści w internecie wcale nie jest takie popularne. Po co to robić, skoro wystarczy zacytować, podać grafikę z posta, wygłosić błyskotliwy komentarz w stylu: złodzieje, albo nic się nie stało. Treść komentarza należy wybrać zgodnie z preferowaną opcją polityczną. Żyjemy w czasach, w których nie trzeba wykazywać się pogłębionym researchem, bo liczy się każda sekunda. Im szybciej coś zostanie skomentowane, podane dalej, tym większa szansa, że nasze zasięgi wzrosną.
Premier Donald Tusk jest wytrawnym graczem, doskonale wie, że nie musiał czytać tego artykułu, żeby robić przekaz dla swoich wyborców - jest kartka, jest laptop, pada kwota 1,6 mld złotych w kryptowalutach i gotowe, wyborcy nie potrzebują niczego więcej. Współczesna polityka to nie są popisy erudycji, to chwytliwe one-linery, obrazki, które można wrzucić na TikToka. Szkoda wydawać euro na dostęp, skoro ten sam cel osiągnie się wydrukowaną stroną tytułową.
I to jest smutne
Nie krytykuje gracza, bo każdy by tak zrobił, ale krytykuję grę, w której wszyscy jesteśmy zakładnikami. Nasze życie toczy się od afery do afery, od jednej popisowej konferencji rządu do drugiej. Nie ma stałego modelu zarządzania, ciągłości, odpowiedzialności. Jest reakcja na potencjalnie nośne wydarzenie, które może przysporzyć lajków. Żeby nie było - poprzedni rząd robił dokładnie to samo. To jest model, który będzie tylko postępował.
Większość z was zobaczy zdjęcie do mojego artykułu, tytuł i lead i wyrobi sobie zdanie bez konieczności czytania. Jak popieracie Tuska, to powiecie, że autor to idiota, a jak nie, to autor jest trafnym obserwatorem rzeczywistości. Po wszystkim wrócicie do papki, którą serwują wam social media w minutowych pionowych wideo. I nic z tym nie zrobimy.
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.