Markowe słuchawki z Action za 13 zł to hit. Sprawdziłem je
W sklepach Action pojawiły się przewodowe słuchawki Philips z serii 1000 za 12,98 zł. Sprawdziłem jak przetworniki 12 mm i norma IPX4 radzą sobie w codziennym biegu.

Action wyrobił sobie w Polsce pozycję sklepu, do którego wchodzi się po zwykły płyn do mycia naczyń, a wychodzi z designerską lampką nocną, kablem do ładowarki i zestawem kolorowych markerów.
Dyskont dorzuca na półki około 150 nowości tygodniowo, więc regularnie trafiają się tam pozycje, które błyskawicznie robią furorę na TikToku i Instagramie. Tym razem w alejkach pojawiły się sportowe słuchawki douszne marki Philips z podstawowej serii 1000, wycenione na równe 12,98 zł.
Tak, niespełna 13 zł. To mniej niż kosztuje jakikolwiek zestaw w fast foodzie i niewiele więcej od solidniejszego kabla USB.
Na tekturowym blistrze - na szczęście - nie straszy generyczny napis pokroju „Super Bass Pro Max”, tylko logo rozpoznawalnego koncernu elektronicznego. Plus Rich Bass Clear Sound. Cudów akustycznych nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje, ale pierwsze wrażenie sprzętowe wypada zaskakująco sensownie.
Konstrukcja ze skrzydełkiem i brak złącza jack w telefonach

Konstrukcja urządzenia to czysta, surowa prostota: dwie słuchawki, cienki przewód oraz klasyczny wtyk minijack 3,5 mm. Nie ma tu modułu Bluetooth, dedykowanej aplikacji na telefon, parowania ani zerkania na stan naładowania baterii.
Wpinacie wtyczkę do gniazda i sprzęt od razu gra. Oczywiście pod warunkiem, że wasze urządzenie nadal posiada fizyczne gniazdo słuchawkowe, bo w nowoczesnych smartfonach stanowi ono coraz rzadszy widok.

Największym plusem są elastyczne skrzydełka stabilizujące korpusy w uszach. Philips zaprojektował ten model z myślą o ruchu, dzięki czemu pchełki trzymają się pewnie podczas biegu, miejskiej jazdy na rowerze czy intensywniejszych ćwiczeń na siłowni.
Co ważne dla wielu użytkowników, słuchawki nie wciskają się agresywnie w głąb kanału słuchowego, oferując znacznie wyższy komfort niż tradycyjne, ciasne dokanałówki z silikonowymi gumkami.
Nie liczcie na brzmienie dla audiofilów
W środku pracują 12-milimetrowe przetworniki neodymowe. Deklaracje marketingowe tradycyjnie obiecują krystalicznie czysty dźwięk i dynamiczny bas, warto jednak zachować chłodne proporcje: mówimy o sprzęcie wycenionym na 13 zł.

To propozycja skrojona pod odsłuch porannego podcastu, motywacyjnej playlisty na spacerze z psem oraz muzyki podczas wyciskania ciężarów, a nie do wyłapywania westchnień wokalisty w trzecim rzędzie studia nagraniowego.
Duże membrany dają przynajmniej gwarancję, że brzmienie nie okaże się całkowicie płaskie, kartonowe i pozbawione energii. Nie ma co liczyć na głębokie zejście basu ani na idealną kontrolę pasm przy maksymalnej głośności.
W tym budżecie sukcesem jest fakt, że dźwięk nie męczy uszu po kilku utworach i nie zamienia talerzy perkusji w szelest gniecionej reklamówki foliowej.
Płytka izolacja i odporność na pot z normą IPX4
Płytka, otwarta architektura niesie ze sobą istotną zaletę: nie odcina od dźwięków otoczenia.
Na głośnej siłowni może to przeszkadzać, ale podczas biegania wzdłuż jezdni czy spaceru po zmroku pozwala w porę usłyszeć nadjeżdżający samochód lub dzwonek rowerzysty. O aktywnej redukcji szumów rzecz jasna zapominamy. Ale po co ci to na treningu na polu dworze świeżym powietrzu.

Na kablu o długości 1,2 m - która w zupełności wystarcza, by telefon spoczywał bezpiecznie w kieszeni spodni lub kurtki - producent wygospodarował miejsce na miniaturowy mikrofon oraz prosty pilot. Pozwala to odebrać połączenie lub podgłośnić muzykę bez wyciągania telefonu.

Całość zabezpieczono certyfikatem odporności na zachlapania IPX4. Oznacza to, że słuchawkom niestraszny jest pot, przypadkowe krople wody czy lekki deszcz, co w pełni uzasadnia ich sportowe przeznaczenie. Nie mamy tu jednak do czynienia z pełną wodoszczelnością, więc przypadkowe pranie w pralce w kieszeni spodenek zakończy ich karierę szybciej niż jakiekolwiek mechaniczne zerwanie kabla.
Problem z kablem bez adaptera
To właśnie delikatny przewód pozostaje największym znakiem zapytania przy dłuższej eksploatacji. Tanie konstrukcje rzadko kończą swój żywot z powodu zużycia samych przetworników - najczęściej ulegają awarii przez naderwanie miedzianych żył tuż przy wtyczce lub przy wejściu do obudowy słuchawki.
W zestawie brakuje jakichkolwiek dodatków, poza gumkami bez skrzydełek. Ot, to surowy sprzęt aż do bólu. ZA 13 ZŁOTYCH, POWTARZAM: 13 ZŁOTYCH. Dla porównania: 6 McNuggetsow kosztuje 19,90 zł.

Z drugiej strony ta analogowa prostota stanowi ich przewagę. Nie rozładują się w połowie treningu, nie ma ryzyka zgubienia pojedynczej pchełki pod siedzeniem w autobusie, a opóźnienia przesyłu sygnału w filmach i grach w zasadzie nie istnieją.
Sprzęt znakomicie sprawdzi się w roli żelaznej rezerwy trzymanej w plecaku do laptopa, starszego telefonu, Nintendo Switch czy do podpięcia pod bieżnię na siłowni.
Trzeba jednak pamiętać o kluczowym haczyku: w pudełku nie uświadczycie adaptera ze złącza USB-C na gniazdo jack 3,5 mm. Dla posiadaczy współczesnych smartfonów bez portu słuchawkowego oznacza to wyższą barierę wejścia. Ot, wydaj więcej kasy, aby z nich korzystać.
W tym momencie urok taniego zakupu ulatnia się nieco - same słuchawki kosztują grosze, ale konieczność dokupienia przejściówki podwaja wydatek i odbiera całą ergonomię tego prostego rozwiązania.
Podsumowanie: kiedy zakup za 13 zł ma sens?

Czy warto wydać 12,98 zł? Jeśli szukacie tanich słuchawek na trening, które można bez żalu wrzucić na dno torby sportowej, albo awaryjnej pary do pracy biurowej - jak najbardziej tak.
Oferują stabilizujące skrzydełka, pilot z mikrofonem, odporność IPX4 oraz brand, który nie budzi wstydu. Chociaż, czy jakikolwiek brand poza... nie, nie będę już nikogo podpuszczał.
Nie są to słuchawki audiofilskie, luksusowe ani naszpikowane nowinkami technologicznymi - i całe szczęście, bo za 13 zł mają przede wszystkim bezproblemowo zagrać wtedy, gdy rozładują się drogie pchełki bezprzewodowe.
Dziennikarz Spider's Web, redaktor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.