Widziałem, jak ludzie grzebią w śmietniku, by znaleźć puszki. Ten widok już nie szokuje
Osoby gardłujące, że system kaucyjny miał uczynić z nas "śmieciarzy" mogą szczycić się, że skutecznie przewidzieli przyszłość - tylko czy to zjawisko naprawdę jest szokujące?

Dwie panie idą ulicą. Starsza pcha wózek z dzieckiem. Najprawdopodobniej to babcia ze swoją córką, która też ma dziecko. Zatrzymują się przy koszu. Młodsza zagląda do środka i po chwili wyciąga puszkę. Wrzuca ją do worka na śmieci, w którym znajduje się już kilka opakowań. Po wszystkim kobieta myje ręce nawilżaną chusteczką. Jest niedzielne popołudnie, ulica pełna ludzi.
Podobną scenę widziałem w piątkowy wieczór. Pani w słuchawkach na uszach dziarskim krokiem przechodzi przez jezdnię, po czym zatrzymuje się przy koszu. Zagląda, a następnie wyciąga puszkę, która po chwili ląduje w jej torbie.
Kilka dni temu widziałem, jak do kosza zaglądał też starszy pan. Podobnie jak wspomniane panie, nie wyglądał na takiego, który jest w potrzebie. To bardzo głupie co napisałem. Wpadam w pułapkę stereotypów, bazuję na wyobrażeniach, a przecież nigdy nie wiadomo, kto w jakiej jest sytuacji.
Sama ta uwaga - że dotychczasowe skojarzenie jest proste: puszki z kosza wyciąga ktoś, kto pilnie potrzebuje pieniędzy - najlepiej obrazuje siłę uproszczeń i schematów, by nie powiedzieć: uprzedzeń. Pokazuje też, dlaczego system kaucyjny wywołuje taki dysonans. Śmieć przestaje być tylko śmieciem, a jego wartość staje się być atrakcyjna dla większej grupy niż tylko tej wyobrażonej, która trudni się taką działalnością.
Z niedawnego badania wynika, że już co czwarty dorosły Polak oddaje również opakowania znalezione na "ulicy, w parku, przy przystanku lub w innym miejscu publicznym". Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie fritz-koli w ramach inicjatywy “Return For Good” wynikało, że 20 proc. ankietowanych przyznaje się do zwracania opakowań znalezionych w miejscach publicznych, a celowe polowanie na opakowania urządza już 6,23 proc. pytanych. Jeśli przez chwilę wydawało mi się, że szacunki mogą być nieco przesadzone i "tyle to chyba nie", to po ostatnich obserwacjach wyniki wcale mnie nie dziwią. Albo przynajmniej nie dziwią aż tak.
Od samego startu systemu kaucyjnego pojawiły się głosy, że nowe przepisy uczynią z Polaków "śmieciarzy"
Miałem wrażenie, że cała niechęć do oddawania butelek wynikała po części z dziwnego lęku, że tak osoby odnoszące butelki będą postrzegane. Z tym wcześniej kojarzył się cały proceder gromadzenia i zwracania odpadów: w końcu to zajęcie dla złomiarzy, osób bez pracy, potrzebujących, chcących sobie dorobić. To oni targali worki, zbierali co popadnie, licząc, że dzięki temu zyskają parę groszy.
A wielu tak postrzeganym być nie chce. Granica była wyraźnie zarysowana. My konsumujemy i wyrzucamy, a ktoś - oni - korzystają na resztkach, które już tylko dla nich mają jakąkolwiek wartość. Czytelny podział na tych, którym wyszło i tych, którzy muszą za wszelką cenę walczyć, aby utrzymać się na powierzchni.
Na dodatek cała ta misternie zbudowana fasada znika: niby nowa fura i komóra, ale jednak tych kilku złotych szkoda i biega się z buteleczkami do sklepu. I dlatego - mam wrażenie - wielu system kaucyjny uwiera, bo te dwa światy zaczynają się znowu przenikać. Przy butelkomacie nie widać, kto oddaje butelki, bo zmusza go do tego sytuacja finansowa, a kto dlatego, bo zła Unia kazała. Nie widać też, kto robi to z przyjemnością, bo wierzy, że robi przysługę środowisku. Anonimowość czynu wcale nie jest korzystna, jeśli trafia się do jednego worka.
Butelkomaty stały się odwrotnością poprzedzielanych ławek, miejsc odgradzanych kolcami, całej tej złej architektury, utrudniającej korzystanie z niej tym, którzy są do tego zmuszeni
Na przykład niewygodne siedziska na dworcach sprawiają, że osoby w kryzysie bezdomności nie spędzą na nich nocy.
To wszystko pozwala odgrodzić się od tych, których widzieć się nie chce. Niewygodne tematy znikają, trudne problemy nie istnieją. Wystarczy zamknąć oczy i to wystarczy, aby wierzyć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tak bardzo często współczesny świat jest zorganizowany - oddziela grupy od siebie. Wyklucza najsłabszych.
Oczywiście to nie tak, że nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że nadal są ludzie, którzy np. zbierają puszki, by oddać je na złom. To wszystko jednak działo się z dala, pod osłoną nocy. System kaucyjny sprawił, że nagle częściej można spotkać osoby zaglądające do kontenerów. "Porządek jest zakłócany" - oburzali się mieszkańcy bloków. Tyle wysiłku zostało włożone: grodzone osiedla, zamykane altanki, kontenery na kod i pod czujną obserwacją kamer. To wszystko na nic, idealna przestrzeń została zakłócona i przypomniała, że wokół nas są też inni. Także ci zepchnięci na margines, którzy szukają sposobów na poradzenie sobie z niełatwą rzeczywistością.
Co więcej, zbieracze puszek i butelek zaczęli przychodzić do sklepów, stać razem z innymi w kolejkach
System kaucyjny przypomniał o tym, o czym wielu chciałoby zapomnieć - o obecności tych innych. Trudniej jest teraz udawać, że nie istnieją. A jeśli nawet nie zakładało się ich nieistnienia, to miało się przynajmniej świadomość, że są, lecz gdzieś obok - w innym świecie, innej rzeczywistości, nie w tej naszej.
A teraz, co widziałem sam, do koszów nie zaglądają osoby w różnych kryzysach, zmuszone do takiej sytuacji. Choć być może po prostu tego na pierwszy rzut oka nie widać. Wspomniane kobiety z dziecięcym wózkiem wyglądały zwyczajnie, jak każda inna osoba spędzająca niedzielne, ciepłe popołudnie, ciesząc się być może ostatnim upalnym weekendem. Różnica jest taka, że będąc na spacerze przy okazji zajrzały do kosza i wyciągnęły z niego coś, co nadal ma wartość. Nie wiadomo, czy dlatego, że musiały, czy dlatego, że chciały - i to największa zmiana, bo motywacja przy tej czynności przestaje być istotna.
To niecodzienny widok, ale czy rzeczywiście aż tak zaskakujący? Wystarczyło włożyć rękę i wyjąć rzecz. Po wszystkim dłoń została zdezynfekowana. Czy podniesienie 50 gr z brudnego chodnika nie jest podobnym narażeniem się na obcowanie z zarazkami i nieczystościami? Nie róbmy z siebie znowu takich czyścioszków: każdy kontakt z banknotem, barierką czy innym często dotykanym, obleganym przedmiotem również wystawia nas na to potencjalne niebezpieczeństwo. A jednak schylenie się nawet po 5 gr jest wyrazem szacunku dla pieniądza, podczas gdy wyciągnięcie puszki z kosza na śmieci odbierane będzie już zupełnie inaczej.
Chodzi więc o niewygodne skojarzenie, pewną estetykę, coś na kształt tabu. Tego się nie robi: nie grzebie się w śmieciach. Ale jeśli tam są cenne przedmioty?
Wyjęcie butelki i puszki jest banalne, mało w tym ekscytacji. To tylko 50 gr. Cały ten proceder nie ma w sobie nic niezwykłego, w odróżnieniu od np. zgarniania ze śmietników starych regałów czy szafek. To są prawdziwe skarby, mimo że w oczach dawnych właścicieli były śmieciami, rzeczami, których należało się jak najprędzej pozbyć. Nie były warte nawet tego, by wystawić je na serwis z ogłoszeniami i zarobić parę złotych. A tymczasem sprawiły radość i ktoś uznał, że mu się poszczęściło i mógł zabrać siedemdziesięcioletnią komodę do siebie.
Transformacja starego mebla w idealny obiekt budzi podziw, bo wymaga oka, znawstwa, gustu - trzeba wiedzieć, co zasługuje na drugą szansę. Puszka to puszka.
Nawet freeganizm może budzić mniejsze wątpliwości. Jasne, jest to zajęcie dość ekscentryczne, ale mimo wszystko bardziej oburza fakt, że sieci handlowe wyrzucają dobre jedzenie i pozwalają mu się marnować, niż to, że ktoś temu zapobiega. Oczywiście - mało kto sobie wyobraża, że znajdzie kolację na śmietniku, ale łatwiej o podziw dla kogoś, kto się na to decyduje. To w końcu wyraz sprzeciwu wobec działań wielkich korporacji, wręcz odwaga.
Jest jeszcze jednak inna wyraźna różnica: freeganizm również rozgrywa się w ukryciu. Kontenery sklepów są przeważnie schowane, więc mało kto ma okazję zaobserwować proceder. Tymczasem butelki i puszki wyciągane są jawnie, to wszystko dzieje się na widoku, nawet w galerii handlowej.
Sam jestem ofiarą tych skojarzeń, skoro fakt, że pani wyjęła z kosza puszkę, zwrócił moją uwagę. Mogę uważać, że to nic złego i niech każdy robi co chce, ale prawda jest jednak taka, że jej działanie przykuło mój wzrok, a ja uznałem, że to ciągle coś nietypowego.
Dyskusja nt. oceny tego zjawiska będzie jałowa - ani ja nie przekonam kogoś, że to działanie w sumie nawet i słuszne, bo surowiec się nie marnuje, a ktoś skorzysta na tych 50 gr i kaucja zostanie wykorzystana od razu. Nie przekona mnie też osoba mówiąca, że to bycie śmieciarzem, a w śmieciach się nie grzebie.
Zjawisko wydaje się być dla mnie ważne z innego powodu. Skoro ludzie chcą zbierać opakowania, to dlaczego by im tego nie ułatwić? Kosze z nakładkami wymyślono już dawno w krajach, w których system kaucyjny działał wcześniej. Dlaczego nie przygotowano specjalnych półek wcześniej? Dało się przewidzieć, że będą potrzebne. Czy to nie jeszcze jeden dowód na nieludzką architekturę, która ma utrudniać życie, nie myśli o innych i tym, by nie tylko nie krzyżować planów, ale też dyskretnie pomagać? Jasne, to dodatkowy wydatek - ale z drugiej strony sprawiałby, że nikt nie czułby się w razie czego źle z tym, że szuka butelek. Zwykłe, ludzkie ułatwienie.
I bez tego pewne tabu jest teraz łamane. Ciekawe, czy za pół roku lub rok już nikogo nie zdziwi fakt, że ktoś zagląda do kosza, aby wyjąć puszkę. A może okazji ku temu i tak nie będzie, bo więcej automatów stanie na chodnikach. Ktoś chcący wyrzucić butelkę uzna, że wygodniej zrobić tych parę kroków więcej, by kaucja wróciła na konto, niż wyrzucać tak, jak postępuje się ze śmieciami.
Zdjęcie główne: SkazovD / Shutterstock
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.