Sprawdziłem, jak bardzo boli brak porządnego zooma w Galaxy Z Fold8
Sprawdziłem, jak brak dedykowanego teleobiektywu w Galaxy Z Fold8 wypada w praktyce. Brak zoomu potrafi zirytować, ale po trzech tygodniach mam do tego jasny stosunek.

Brak dedykowanego teleobiektywu w Galaxy Z Fold8 to dla mnie klasyczny przykład sytuacji, w której wydajesz na telefon równowartość dobrego laptopa z procesorem Apple'a, a i tak natrafiasz na cięcia budżetowe.
Szczerze mówiąc, nie jest to mankament, który paraliżuje moje codzienne funkcjonowanie, jednak świadomość jego obecności towarzyszy mi przy każdym wyciągnięciu smartfona z kieszeni. Mowa przecież o jednym z najdroższych urządzeń na rynku kosztującym około 8749 zł, podczas gdy fizyczny zoom 3x czy 5x stał się standardem w znacznie tańszych… średniakach, nawet nie flagowcach.
Przestałem traktować teleobiektyw jako luksusowy dodatek - dla mnie i dla wielu innych użytkowników to stały element wyposażenia, do którego nasza pamięć mięśniowa zdążyła się już dawno przyzwyczaić przez lata korzystania z iPhone'ów, serii Galaxy Ultra czy Pixeli.
Dwa mocne szkła i czary z algorytmów

Samsung zdecydował się w tym modelu na taktykę zmniejszenia liczby obiektywów przy jednoczesnym podbiciu parametrów tych, które zostały na pokładzie.

Zamiast potrójnego układu znanego z poprzednika czy wariantu Z Fold8 Ultra, w podstawowym Foldzie 8 dostałem dwie główne matryce o rozdzielczości 50 Mpix - główną oraz ultraszerokokątną - uzupełnione dwoma 10-megapikselowymi aparatami do selfie umieszczonymi na obu ekranach.

Choć na papierze wygląda to na uproszczenie konstrukcji względem starszych generacji, w rzeczywistości odświeżony moduł ultraszerokokątny zrobił na mnie świetne wrażenie.
Producent po prostu przestawił wajchę z fizycznej obecności wszystkich możliwych ogniskowych na dopracowanie dwóch kluczowych szkieł i nadrabianie reszty zaawansowanym oprogramowaniem.
Wytwarzanie zoomu z 50 Mpix w codziennym kadrowaniu
W codziennym fotografowaniu brak optycznego zoomu odczuwam głównie w momentach, gdy chcę szybko przyciąć kadr bez podchodzenia do obiektu.

Przejście z tradycyjnego teleobiektywu na wycinanie kadrów z dużej matrycy opiera się na technologii in-sensor zoom.


Przy przybliżeniu 2x smartfon wycina centralny fragment z 50-megapikselowej matrycy głównej, generując obrazek o rozdzielczości 12 Mpix.


W dobrym świetle dziennym efekt ten wypada zaskakująco naturalnie i sam miałem problem, by odróżnić go od dedykowanego obiektywu optycznego. Problem zaczyna się przy próbie sięgnięcia po wyższe wartości.
Aplikacja oferuje szybkie skróty do przybliżenia 4x oraz 10x, ale tam wchodzimy już w terytorium cyfrowego zoomu z mocną obróbką przez algorytmy sztucznej inteligencji. Przy gorszym świetle kadry zaczynają przypominać cyfrową akwarelu z wyrazistym szumem i wyostrzonymi na siłę krawędziami.




Kiedy nieobecność teleobiektywu zaczyna mnie uwierać
Słabość tego rozwiązania wychodzi na jaw w konkretnych scenariuszach przestrzennych, w których fizyka optyki okazuje się nie do zastąpienia.
O ile kadrowanie jedzenia, portrety z odległości dwóch metrów czy zdjęcia architektury miejskiej wypadają w moim odczuciu dobrze, o tyle problem pojawia się na wydarzeniach masowych. Koncerty, mecze na stadionie czy próba uchwycenia detali oddalonego budynku ujawniają drastyczną przewagę fizycznych obiektywów.

W miejscach, gdzie Galaxy S26 Ultra czy Z Fold8 Ultra dostarczą ostre tekstury, czytelne twarze i naturalną głębię, podstawowy Fold8 zaoferuje wygładzony, pozbawiony detali obraz. Jeżeli twoja aktywność fotograficzna opiera się na fotografowaniu z większego dystansu, brak telefoto okaże się barierą trudną do przeskoczenia.










Genialny ultraszeroki kąt i zalety dużego ekranu
Zdecydowanie mocnym punktem zestawu pozostaje odświeżony aparat ultraszerokokątny 50 Mpix.

W przeciwieństwie do starszych generacji, obiektyw ten oferuje wysoki poziom szczegółowości oraz idealnie zestrojoną kolorystykę z matrycą główną.

Zdjęcia ciasnych wnętrz, architektury czy dynamicznych kadrów miejskich cechują się szerokim zakresem dynamicznym.

W nocy? Na plus
Jeśli chodzi o możliwości nocne, Galaxy Z Fold8 w dużej mierze polega na wspomnianej wcześniej magii algorytmów oraz sporych możliwościach dwóch 50-megapikselowych matryc, które po zmroku radzą sobie naprawdę solidnie.

Główny aparat, dzięki odpowiedniej wielkości sensora i dopracowanemu oprogramowaniu sztucznej inteligencji, potrafi wyciągnąć z cieni satysfakcjonującą ilość detali, skutecznie tłumiąc szumy i zachowując naturalną kolorystykę miejskich neonów.


Zmodernizowany obiektyw ultraszerokokątny w końcu dotrzymuje mu kroku w gorszych warunkach oświetleniowych, nie odstając drastycznie jakością.

Nocne spacery po mieście, klimatyczne, słabo oświetlone wnętrza restauracji czy wieczorna architektura fotografowana na powiększeniu 1x lub szerokim kącie to środowisko, w którym smartfon czuje się pewnie i generuje obrazki w pełni godne swojej wysokiej ceny.
Kamery do selfie oraz feler wewnętrznego wyświetlacza
Aparaty 10 Mpix umieszczone na obu ekranach oceniam bardziej zachowawczo. Wypadają wystarczająco dobrze przy codziennych wideorozmowach, jednak nie stanowią powodu do zachwytu.









Zdecydowanie lepsze efekty wizualne uzyskuje się, robiąc selfie głównym aparatem z wykorzystaniem podglądu na ekranie zewnętrznym, chociaż w praktyce wymaga to ciągłego obracania urządzenia w dłoniach.
Dodatkowo wcięcie na aparat w wewnętrznym panelu potrafi irytować podczas czytania dokumentów lub oglądania materiałów wideo w pełnym ekranie, pozostając małym estetycznym felerem. Ale tak, da się przywyknąć do niego.
Smukłość obudowy kontra wyścig na ogniskowe

Decyzja Samsunga o rezygnacji z teleobiektywu wydaje się uzasadniona dążeniem do radykalnego odchudzenia konstrukcji i uzyskania smukłego profilu.

Aby osiągnąć tak lekką bryłę oraz zredukować grubość modułu aparatów, konieczne było wygospodarowanie dodatkowej przestrzeni wewnątrz obudowy, co wymusiło rezygnację z gabarytowej optyki oraz zintegrowanego rysika S Pen.

Z perspektywy ergonomii jest to przemyślany krok, choć trudno nie odnieść wrażenia, że Samsung celowo separuje poszczególne linie produktowe. Podstawowy Galaxy Z Fold8 ma przyciągać innowacyjną formą i mobilnością, podczas gdy wariant Ultra zachowuje wyłączność na kompletny system fotograficzny.

W efekcie otrzymujemy urządzenie z solidnym układem dwóch aparatów, który świetnie sprawdza się w codziennych zadaniach, lecz wymaga akceptacji pewnego kompromisu w segmencie ultrapremium.
Podział użytkowników
Ostatecznie, moim zdaniem, ocena braku teleobiektywu sprowadza się do tego, jak podchodzisz do fotografii. Jeśli robisz 90 proc. zdjęć szerokim kątem i maks. 2x - a pewnie tak jest - to ten zestaw dwóch matryc 50 Mpix w zupełności wystarczy i nie odbierze radości z korzystania z tego urządzenia.
Jeśli jednak cenisz fotografię uliczną, bywasz na koncertach czy wydarzeniach sportowych i liczysz na smartfon jako na swoistą kieszonkową lornetkę, brak fizycznego telefoto będzie dla ciebie sporym rozczarowaniem.
Z mojego punktu widzenia, Z Fold8 to urządzenie, z którym da się żyć na co dzień. Mnie brak telefoto dawałby się we znaki. Ale nie jestem typowym użytkownikiem. A zawsze można się przybliżyć do podmiotu zdjęcia. Chyba że robimy fotkę górom, wtedy mamy problem.
Dziennikarz Spider's Web, redaktor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.