REKLAMA

Dzwoni telefon, połowa autobusu łapie się za kieszenie. Co się stało z naszymi dzwonkami?

Samsung swoją decyzją przypomniał mi o czasach, kiedy na ostatnich stronach niemal każdego pisma czekała nagroda: lista tapet, gier i dzwonków, które można było kupić i ściągnąć na telefon. 

telefony

Cały świat będzie mógł usłyszeć na telefonach Galaxy utwór skomponowany przez Fryderyka Chopina - informowaliśmy przed weekendem. Jak pisał Albert, koreański gigant technologiczny w najnowszych smartfonach wdrożył dzwonek zainspirowany jednym z arcydzieł muzyki klasycznej - Nokturnem Es-dur op. 9 nr 2. Jest to interpretacja w wykonaniu koreańskiego pianisty Yekwona Sunwoo. 

Serce z dumy zabiło mocniej, ale Samsung uczynił coś jeszcze - zmusił mnie do refleksji

Starałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz wybierałem dzwonek w telefonie. I nie potrafię. Nie jestem w stanie też określić, jaki utwór był tym ostatnim nieprzypadkowym i niedomyślnym. 

Nie tak dawno w podobny stan wprowadził mnie jeden ze współpasażerów pociągu. Nagle w wagonie wybrzmiał hit z przełomu lat 80. i 90. Nie dlatego, że właściciel telefonu zapomniał słuchawek i nie przejmując się naszym towarzystwem postanowił posłuchać muzyki. Po prostu ktoś do niego zadzwonił. 

Jeszcze kilka - kilkanaście? - lat temu było to normalne. Przeboje polskie i światowe wybrzmiewały w autobusach, pociągach, tramwajach. Nie trzeba było śledzić list przebojów. W zorientowaniu się, kto jest na topie, wystarczyło krótkie wyjście z domu. Słychać je było na dworcach, ulicach i barach - w kiepskiej jakości i tylko przez chwilę, aż właściciel zdążył sięgnąć do kieszeni bądź torebki, ale grały. Jeśli nie piosenki, to jakieś śmieszne teksty albo inne wyróżniające się dźwięki. Sceny z filmów czy kabaretowe skecze. 

A dziś kiedy jeden telefon dzwoni, reszta łapie się za kieszenie - bo ma wrażenie, że to do nich ktoś się próbuje dobić. Ja akurat tego problemu nie mam, bo mój telefon zawsze jest wyciszony. Jak coś ważnego, to będą dzwonić długo, aż w końcu zauważę. 

Dawniej to było nie do pomyślenia. Pewnie jeszcze nawet nie mając telefonu przeglądałem reklamy na ostatniej stronie gazet i zastanawiałem się, jaką piosenkę wykupiłbym, aby zwiastowała nadchodzące połączenia. Kiedy w końcu dostałem pierwszy telefon, zamówiłem nieco za dużo melodyjek. Później miałem duży wybór i mogłem obdzielić indywidualną piosenką każdą osobę w kontaktach, ale to raczej nie było usprawiedliwieniem dla wysokiego rachunku. 

Zamierzchłe czasy. Choć jeszcze w 2009 r. strona internetowa Lecha Poznań informowała o nowych dzwonkach dla kibiców. Ci mogli "znaleźć najnowsze dzwonki na komórkę z dopingiem kibiców Kolejorza".

Taka była rola melodyjek: można było wyrazić siebie

Owszem, przez dłuższy czas samo posiadanie komórki wiele mówiło o statusie właściciela - w rozdziale książki "Gadżety popkultury" poświęconym telefonowi komórkowemu prof. Roch Sulima cytował artykuł "Gazety Wyborczej" z 2004 r. informujący o tym, że posiadanie komórki pozwalało odebrać ubogim prawo do zasiłku! - ale dzwonek ujawniał znacznie więcej. Zdradzał nie tak nudną i nieciekawą rzecz, jaką był stan konta. Mówił o guście, poczuciu humoru czy trzymaniu ręki na pulsie, jeżeli nadchodzącą rozmowę zapowiadał popularny w danym czasie bon mot lub cytowana przez wszystkich przeróbka. 

Dziś tych narzędzi, aby wyrazić siebie, jest po prostu więcej i dzwonek już przestał być potrzebny? Jeśli już ktoś tak bardzo chce dać znać, czego słucha, nie musi czekać na to, aż ktoś zadzwoni - po prostu puszcza ulubioną playlistę, dzieląc się ulubionymi piosenkami z resztą ludzi. 

Rezygnację z dzwonków nie da się wytłumaczyć chęcią nieprzeszkadzania innym

Gdyby tak było, miasta nie musiałyby organizować akcji zakazywania głośnych rozmów w komunikacji miejskiej, a PKP Intercity nie wprowadziłoby stref ciszy w wagonach. 

Może to po prostu efekt tego, że już tak często nie rozmawia się przez telefon - łatwiej napisać albo przesłać głosówkę - a jeśli już ktoś się z nami kontaktuje, to przeważnie jest to jeszcze jedna niechciana oferta. Nawet najpiękniejsza piosenka mogłaby zbrzydnąć, gdybyśmy musieli słuchać jej zawsze wtedy, kiedy ktoś próbuje wcisnąć nam panele albo garnki. 

Niespecjalnie tęsknię za czasami dzwonków. Choć gdybym mógł mieć wybór, to chyba wolałbym te 15 sekund nielubianego przeboju, które przerywałoby zdanie "nie mogę teraz rozmawiać, jadę pociągiem", niż ciche wibracje, ale za to długie rozmowy, bez pomijania szczegółów. Albo puszczanie filmów i piosenek na cały regulator. 

I chociaż nie tęsknię, to może powinienem - bo była to jakaś forma indywidualizmu (nie zawsze skuteczna, skoro wychodziło na to, że większość wybiera to samo), wyrażania siebie, wysłania sygnału innym: hej, słuchajcie, oszalałem na punkcie tego zespołu albo bawi mnie właśnie ten cytat z filmu. Może ten moment łatwo dziś idealizować, bo trwał krótko, był tylko błyskiem, spadającą gwiazdą. Kończył się wraz z wciśnięciem zielonej lub czerwonej słuchawki.

Dziś, gdy prywatność nie istnieje, o drugiej osobie z telefonem bardzo szybko i łatwo możemy dowiedzieć się bardzo wiele. Wtedy musiała wystarczyć nam poszlaka w postaci wykorzystanej melodyjki. 

Zdjęcie główne: megaflopp / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.